Aktualne

Powrót na stronę główną
Aktualne Przebłyski

Duda (Piotr) nie chciał wolnej Wigilii

Piotr Duda, nie mylić z Andrzejem, to polityk równie charyzmatyczny jak eksprezydent. Tyle że cwańszy. Na fotelu przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ Solidarność rozsiadł się w 2010 r. I nie odpuszcza.

Minę ma zazwyczaj tak ponurą jak historia przekrętów w Solidarności. Zdarza mu się jednak żartować i powiedzieć coś śmiesznego. Na przykład to, co ogłosił w „Tygodniku Solidarność”: „Zmusimy rząd do podjęcia dialogu”. Duda i dialog? Oglądaliśmy to przez osiem lat rządów PiS. Jadł władzy z ręki. Bo to była ich ręka i ich władza.

Mało kto wie, że Duda był przeciwko wolnej Wigilii. „Opowiadaliśmy się za pozostawieniem dotychczasowej praktyki, pracownicy handlu pracowali w Wigilię do godz. 14”. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk nie skorzystała z jego oferty. I to ona została symbolem wolnej Wigilii.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Dyplomacja wigilijna

Oto Polska właśnie! Pytają nas niektórzy, jak wyglądają wigilie na placówkach. Czy pracownicy, będąc czasami kilka tysięcy kilometrów od Polski, mają wspólne wieczerze, czy każda rodzina oddzielnie, w swoim mieszkaniu? Jak to wygląda? Ha! Wygląda po polsku – czyli różnie. Wszystko zależy od ambasadora, dyplomatów, od okoliczności. Nie ma jednego przepisu. Różne są zatem wspomnienia.

Do dziś pamięta się wigilię w Moskwie, na początku lat 90. Zaczęła się dość wcześnie, wiadomo jak, a skończyła tym, że z okna ambasady wyleciało popiersie Lenina. Ech, gdyby po prostu wyleciało – problem byłby średni, ale spadło na zaparkowany pod budynkiem samochód… Tak wyglądała nieprzygotowana, realizowana pod wpływem dekomunizacja.

A np. w Pekinie było inaczej. Najpierw wspólne spotkanie wigilijne, ambasadora z zespołem. Potem wigilia – składkowa, kto się na nią zapisał, ten przyszedł, przyniósł, co miał dobrego (o tych dobrach za chwilę). A na zakończenie – pasterka. W sali w budynku obok basenu. Księża ją celebrowali – oficjalnie studenci w Pekinie, mieszkający w chińskim akademiku, a jednocześnie kapłani, o czym wszyscy, łącznie z gospodarzami, wiedzieli.

To było zresztą dosyć ciekawe,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Dlaczego Wigilia i Święta Bożego Narodzenia są tak ważne dla Polaków?

Dr hab. Zuzanna Grębecka,
antropolożka kultury, Instytut Kultury Polskiej, Uniwersytet Warszawski

Boże Narodzenie jest w Polsce ważne kulturowo i wspólnotowo, nie tylko dla chrześcijan. To święta głęboko rodzinne, zarówno w praktyce, jak i w samej treści opowieści o narodzinach dziecka, obecności matki i ojca oraz radości z nowego życia. Ta narracja jest bliska codziennemu doświadczeniu i łatwa do osobistego przeżywania. Dodatkowo święta zostały silnie „spolonizowane”: kolędy, pastorałki, szopki i ludowe obrazy przenoszą wydarzenia biblijne w znane nam realia: śnieg, polską wieś, swojskie dary. Boże Narodzenie zostało też wpisane w historię i patriotyzm. W czasie zaborów, wojen czy stanu wojennego Wigilia symbolizowała nadzieję, wspólnotę i oczekiwanie na wolność. Stąd charakterystyczne połączenie ciepła rodzinnego, pamięci o zmarłych i refleksji narodowej. To konglomerat wyjątkowy dla polskiego przeżywania świąt.

Dr hab. Małgorzata Bogunia-Borowska,
socjolożka, kulturoznawczyni, Uniwersytet Jagielloński

Wigilia to kwintesencja polskości. To umiłowana tradycja, symbol tożsamości, piękny obyczaj i ważny czas dla ludzi wiary w narodziny Jezusa Chrystusa. To bardzo piękne i nostalgiczne święto, które obchodzone jest wyłącznie w naszym kraju. Jest bardzo polskie. Biały obrus, wolne miejsce przy stole, śnieżnobiały opłatek, postne potrawy, Pismo Święte, kolędy, choinka, pasterka i odświętne stroje podkreślają wyjątkowość zdarzenia. Polacy czują, że uczestniczą w czymś, co ich jednoczy, umacnia i daje siłę. To ważny czas przechodzenia z profanum do sacrum. A sacrum i związana z nim łaska, odświętność i specyficzny nastrój sprzyjają budzeniu w sobie dobra, otwartości, czasem głęboko ukrytej wrażliwości. Niejednemu z nas przy świątecznych życzeniach kręci się łezka w oku. To czas spotkań, życzeń i przebaczania. Jesteśmy w tym dniu trochę inni. Wierzymy, że waśnie ustaną, ludzie się pogodzą, a zatwardziałe serca zmiękną. Ufamy, że zawiesimy na kołku żale. Przełamiemy się opłatkiem z wrogami. Liczymy, że wybaczymy urazy i uzdrowimy trudne relacje.

Tomasz Sulima,
antropolog kultury

Wigilia i Boże Narodzenie to wciąż najważniejsze święta w Polsce. Łączą w sobie kwestie religijne, pewną tradycję i jak żadne inne podtrzymują więzi rodzinne. To czas przyjazdów z zagranicy i rytualnego podtrzymywania poczucia wspólnoty, gdy choć na chwilę przestajemy się spierać. Lubimy jarmarki świąteczne, wciąż chcemy wydawać pieniądze, by wręczać sobie prezenty. Sądzę, że to działa również na podświadomość, gdy dni są coraz krótsze; to czas podsumowań roku i życzeń pomyślności na nowy początek, jakim były przed wiekami narodziny Jezusa Chrystusa.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Móżdżek doradcy

O tym gościu już dawno mieliśmy napisać, ale wyprzedziło nas „Nie”. Alvin Gajadhur z hindusko-polskiej rodziny nieustannie ośmiesza swoich pobratymców. Jednak jakąś karierę, chociaż „Nie” napisało o nim, że „jest przeraźliwym głupkiem”, zrobił. Dzięki PiS. Z rzecznika prasowego Inspekcji Transportu Drogowego skoczył na fotel ministra infrastruktury. Pewnie z łapanki. Bo mądrzejsi nie chcieli tego brać na klatę. Gajadhur wziął. Czekamy na wyniki kontroli jego rządów.

Gdy był doradcą Dudy, wychwalał go pod niebiosa. To samo robi jako doradca Nawrockiego. Można powiedzieć, że robi z siebie głupka za darmo, bo jest doradcą społecznym.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Kowalski atakuje Zamość

Posłowi Januszowi Kowalskiemu do emerytury brakuje, poza obecną kadencją, jeszcze czterech. Dużo, ale jak gość nie ma innego pomysłu na życie, to będzie kurczowo się trzymał polityki. Po samolikwidacji Solidarnej/Suwerennej Polski i ucieczce Ziobry na Węgry uznał, że najwyższy czas ewakuować się z rodzinnego Opola. Tam go dobrze poznali i prędzej wybiorą jakiegoś przechodnia niż Kowalskiego. Co więc robi pocieszny Januszek?

Dymi w odległym o pół tysiąca kilometrów Zamościu. Straszy ludność banderowcami, pederastami i eurokołchozem. Założył już sobie biuro poselskie przy Żeromskiego.

Myśli, że na takim szczekaniu trafi do Sejmu. Jeśli oczywiście PiS w tej postaci dociągnie do 2027 r. A co, jeśli Kowalski okaże się Jonaszem i po partii Ziobry zatopi także statek Kaczyńskiego?

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

W rzymskim lustrze

Prezydent może osłabiać rząd nie tylko w ten sposób, że wetuje ustawy. Ma również inne narzędzia, m.in. szeroko opisywaną możliwość niepowołania na stanowisko ambasadora RP osoby wskazanej przez MSZ. Tak działał Andrzej Duda (kto o nim dziś pamięta?) i tak działa Karol Nawrocki.

Na pewno odmowa podpisania nominacji ambasadorskich jest dla szefa MSZ mało komfortowa, nie ułatwia także pracy szefom placówek. Ale czy ambasady paraliżuje, bo szarżyk to nie ambasador? Różnie z tym bywa.

Rzecz polega bowiem na tym, że już w czasach rządów PiS, gdy partia ta miała wszystkie ośrodki władzy w swoich rękach, dochodziło do przedziwnych sytuacji związanych z ambasadorami i ambasadami. I często przez wiele miesięcy placówkami kierowali chargé d’affaires a.i. I – uwaga – Polska dobrze na tym wychodziła.

Przykładem niech będą Włochy. Obecnie ambasadą w Rzymie kieruje Ryszard Schnepf, chargé d’affaires a.i., postać szczególnie atakowana przez polską prawicę. Duda wołał, że nigdy mu nominacji nie podpisze, Nawrocki to potwierdza. I teraz samo się nasuwa pytanie: czy w związku z tym polska ambasada zupełnie podupadnie i stosunki polsko-włoskie całkowicie uschną?

Warto przypomnieć, że Ryszard Schnepf był w karierze ambasadorem w Urugwaju,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Nykiel na kolanach

Twarde chłopy płakały jak bobry, czytając pożegnanie Marzeny Nykiel („Sieci”) z abp. Markiem Jędraszewskim, metropolitą krakowskim. Duchowym przewodnikiem ludu pisowskiego. • Gorliwa i piękna posługa • Niezwykłe oddanie i uczciwość • Nie bacząc na ciosy, mężnie bronił • Głos wyczekiwany i krzepiący • Upomina, broni, nie pozwala • Jasno wskazuje • Nie daje się zastraszyć.

Sam Jędraszewski lepiej by o sobie nie napisał. Podejrzewamy, że Nykiel korzystała z pomocy Karnowskiego i jego zaufanych pomagierów. A może swoje dołożyła sztuczna inteligencja? W ramach ćwiczeń z pisania na kolanach.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Czy jesteśmy bardziej wschodem, czy zachodem Europy?

Prof. Radosław Markowski,
profesor nauk społecznych, Uniwersytet SWPS

To zależy. Jeśli patrzeć na wielkie podziały religijno-kulturowe, należymy do zachodniego chrześcijaństwa, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jednak w takich kwestiach jak odpowiedzialność za dobro wspólne czy kapitał społeczny często bliżej nam do Wschodu. W życiu publicznym wciąż brakuje myślenia o dobru wspólnym, a na scenie politycznej funkcjonują partie sprzyjające autorytarnym, antyeuropejskim wizjom świata. To pokazuje, że część społeczeństwa ma mentalność bardziej wschodnią. Z niewielkim szacunkiem dla procedur i dla prawa, które w kulturze zachodniej stoi ponad czyimkolwiek widzimisię. Widać to choćby po politykach odnoszących się z lekceważeniem do obowiązującej konstytucji.

Dr hab. Jacek Wasilewski,
profesor nauk społecznych, Uniwersytet Warszawski

Polska jest jednocześnie i wschodem, i zachodem Europy. Pokazuje to zarówno historia, jak i współczesność. W naszej kulturze mieszają się wpływy obu stron: od „czaju” i tradycji wschodnich po zachodnie zapożyczenia językowe, militarne czy kulturowe. W literaturze, modzie i mediach społecznościowych jesteśmy dziś wyraźnie prozachodni, nawet proamerykańscy, choć w innych obszarach, takich jak dieta czy codzienne nawyki, pozostajemy podzieleni. Nasze położenie „pomiędzy” daje nam jedyną w swoim rodzaju zdolność rozumienia Wschodu, szczególnie Rosji, lecz nie zawsze umiemy to wykorzystać. Żyjemy więc w swoistym kulturowym szpagacie, który, zamiast dzielić, mógłby się stać źródłem siły.

Ziemowit Szczerek,
dziennikarz, prozaik

Można, jak pokazuje przykład Finlandii, być geograficznie Wschodem, ale kulturowo, politycznie i sojuszowo Zachodem. A przykład Grecji pokazuje, że można być kulturowym Wschodem czy nawet Orientem, politycznie zaś leżeć na Zachodzie. Polska jest kulturowo zachodnia. A kiedy wschodnieje politycznie, od razu to widać, również w przestrzeni publicznej i krajobrazie kulturowym. I odwrotnie. Obecnie na szczęście jesteśmy po zachodniej stronie. Dziś Waszyngton chce wyciągnąć Polskę z Unii Europejskiej. Niby zatrzymać na Zachodzie, ale trudno w to uwierzyć. Widzę, że stereotypowy wizerunek Polaka idioty ma się wśród trumpistów dobrze. Biały Dom ogłosił, że ta ujawniona przez prasę „rozszerzona” wizja nowej polityki międzynarodowej to fake news, ale nie wiem, komu mam bardziej ufać, prasie czy Białemu Domowi, który co chwila robi z prawdy żarty. NATO właśnie przez Amerykanów się chwieje, z Unii, która buduje własne siły, chcą nas wyciągnąć, a jedyne „gwarancje”, jakie mamy, to poklepywanie po plecach, że jesteśmy „specjalnym sojusznikiem”. Czy np. Ukraina przyjęłaby takie gwarancje?

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Waluś na posła

Ryba psuje się od głowy. Losy Legii Warszawa są brutalnym dowodem. Klub nie ma prezesa. W realu. Bo na papierze jest nim Dariusz Mioduski. Teoretycznie ma ogromną władzę. Jest przecież także właścicielem klubu. Może więc prawie wszystko. I co? Legią rządzą kibole z Żylety. A nimi bojówkarze z Teddy Boys 95. Kilkadziesiąt osób, które działają jak mafia. Mają kasę, bo handlują narkotykami na wielką skalę. Policja sobie nie radzi. A miasto? Stadion jest przecież jego własnością. Kosztował 374 mln zł. Zapłacili za niego podatnicy.

Prezydent Trzaskowski ma instrumenty, by wraz z policją przywrócić prawo na trybunach. Nie robi tego, więc Żyleta fetuje Walusia i Brauna. I czekają, aż Waluś i jemu podobni za dwa lata będą posłami.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Od czytelników

Listy od czytelników nr 51/2025

Śląsk to nie region, to światopogląd

Z uwagą przeczytałem rozmowę ze Zbigniewem Rokitą, autorem książki „Aglo”. Już kilka lat wcześniej ze wzruszeniem przeczytałem (i ciągle do niej wracam) inną książkę tego autora – „Kajś”. Jej tytuł został wspaniale dobrany, gdyż po prostu znaczy gdzieś i w sposób delikatny uświadamia mieszkańcom naszego kraju, że istnieje w Polsce kraina, której historia i bogactwo kulturalne są mało znane i słabo rozumiane.

Nieco wcześniej zachwyciła mnie inna książka o Śląsku – „Czarny ogród” Małgorzaty Szejnert. Tytuł również doskonale dobrany, gdyż czarny jak węgiel, czarny jak „brudny” i zakopcony bywał w przeszłości Śląsk, czarny jak ludzka nienawiść, zawiść czy inność narodowa (chyba szczególnie po 1945 r.), a jednocześnie baśniowo-tęczowy, wielobarwny w swej różnorodności zwyczajów, architektury czy przyrody, niesłychanie rodzinny, ogród miłości i wierności wszystkich wobec wszystkich, czasem także walki wszystkich przeciw wszystkim. Ale przeważa ogród, łączący wszystkie istoty ludzkie na dobre i na złe.

Urodziłem się w Wielkopolsce, ale w latach 1971-1973 pracowałem w Katowicach, a mieszkałem w tym czasie w Rudzie Śląskiej, przy ulicy Achtelika. Do tej pory mam na Śląsku wielu przyjaciół, z którymi utrzymuję kontakt. Z okien domu roztaczał się widok na dominujące na horyzoncie sylwety huty i kopalni Bobrek. To były wspaniałe czasy, do których często wracam we wspomnieniach. Dziękuję Zbigniewowi Rokicie z całego serca, że dzięki jego książkom mam wciąż żywy Śląsk przy sobie, jakbym czuł dłonią ciemnoczerwone, wilgotne cegły, z których zbudowano familoki, a w jednym z nich przecież mieszkałem.

Marek Dankowski, obecnie Zielona Góra

1% Polaków ma 30% Polski. Jak to się stało?

Stało się tak dzięki planowi Sachsa wprowadzonemu rękami Balcerowicza. Dzisiejsze założenia gospodarki kapitalistycznej są takie, aby 1% ludzi mógł być bezgranicznie bogaty i posiadać połowę dóbr świata. 10% ludzi ma żyć dobrze i pilnować tego, żeby ten 1% mógł dalej się bogacić, fajnie i łatwo żyjąc. Pozostałe 89% ma ciężko pracować i nie dyskutować. Ci ludzie mają przymierać głodem. A jak będą mogli na coś sobie pozwolić, to na kredyt, który spowoduje, że będą pracować jeszcze ciężej. Robota tych 10% to m.in. wpajanie reszcie, że czerwony = zły. Po to, by ludzie nie chcieli przeprowadzić takiego przewrotu jak rewolucja październikowa.

I tak się dzieje na całym świecie od czasów upadku bloku socjalistycznego. A to na życzenie ludzi, którzy w krajach socjalistycznych byli najbardziej uprzywilejowaną klasą społeczną, robotnikami. Dziś ich dzieci czy wnuki są albo bezrobotnymi, albo prekariatem i odbiera im się resztki tego, co wywalczył system socjalistyczny.

Michał Czarnowski

Według analizy EY-Parthenon z 2025 r. w Polsce jest ok. 4 mln osób z majątkiem powyżej 400 tys. zł – i ta grupa „zakumulowała ok. 62% całkowitego majątku w kraju”. Z kolei wcześniejsze szacunki mówią, że 10% najbogatszych Polaków (gospodarstw domowych) posiadało ok. 61,7% całkowitego majątku netto. Obecnie najbogatsze 10% Polaków prawdopodobnie kontroluje ok. 60-62% całkowitego majątku netto. Górny 1% dorosłych prawdopodobnie posiada ok. 25-30% całkowitego majątku.

Marcin Konarski

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.