Blog
Kłamstwo pierwszokwietniowe
Przed 1 kwietnia wielu dziennikarzy w naszym kraju zagląda do głów. W poszukiwaniu pomysłów na materiał primaaprilisowy. Bo jest taka tradycja, że tego dnia można w mediach kłamać. I wtedy uchodzi to moralnie i bezkarnie. Nadal kłamcą lustracyjnym być nie można, kłamcą jasnogórskim nie wypada, a pierwszokwietniowym uchodzi. Sztuka i cały smak pierwszokwietniowego kłamstwa polega na tym, żeby tak napisać tekst, aby wyglądał niezwykle wiarygodnie. Trafiał w aktualne nastroje. Kiedyś w „NIE” Urban ogłosił, że kupił od spadkobierców prawa autorskie do „Mazurka Dąbrowskiego”
Racja samotna
W Paryżu w hotelowych kablówkach łatwiej trafić na rosyjski kanał niż na angielski. W Brukseli podobnie. Nie warto dodawać, że TVP Polonii nie tam uświadczysz, oprócz paru miejsc od lat okupowanych przez polską delegację do Rady Europy czy teraz europarlamentu. W polskich kablówkach też można ruskie kanały złapać. Czemu nasi dyżurni spece od „rusologii” ich nie oglądają? Albo udają, że nie widzą? Może wtedy nie byłoby jałowej dyskusji, czy prezydent Kwaśniewski ma jechać do Moskwy, czy nie. W ruskich telewizjach obchody majowe przedstawiane
Średniowielki
Aleksander Kwaśniewski parę razy zagrał „Głupiego Jasia”. Mądrzy, starsi bracia, fachowcy od polityki, od modnego pijaru mówili mu: nie rób tak. Bo takie działania są nieracjonalne, niepoparte badaniami sondażowymi. Tak było, kiedy w końcu lat 80. odmawiał kierowniczych stanowisk w PZPR, na jakie połasił się Marek Król. Wtedy pierwszy na froncie budowy komunizmu PRL, dziś pierwszy dekomunizator RP. Tak było w 1990 r., kiedy zdecydował się kierować SdRP, sierotą po PZPR, choć kuszono go bezpartyjnymi
Nasza szkapa
Premier Belka z obrzydzeniem łajał Sejm za urządzenie kiepskiego teatru politycznego, marnych przedstawień. Ale sam przecież w ten nurt teatralny się wpisał, sugerując w „Polityce”, i nie dementując od razu, swój rychły transfer do nowej partii Władysława Frasyniuka. Rozgrzał tym ponownie dyskusję o terminie wyborów parlamentarnych. Dyskusję zstępczą, typową dla polskiego, marnego teatru politycznego. Bo przecież gdyby chłodno skalkulować za i przeciw czerwcowego i wrześniowego terminu wyborów, to ten jesienny ma tylko jeden walor. Wprowadza nowy terminarz polityczny,
Gdyby Rokita…
Gdyby Rokita był Lepperem, to jego wystąpienie z piątku 18 lutego w Sejmie, w debacie o informacji prezesa IPN, Leona Kieresa, byłoby pokazywane we wszystkich telewizjach w naszym kraju. Na okrągło. Nie tylko dlatego, że typowany na przyszłego premiera zachowywał się kuriozalnie, wręcz paranoicznie. Groził serdecznym paluszkiem niewidzialnym wrogom, wymachiwał pięścią wrogom widzialnym, miał mimikę godną bohatera filmu „Dyktator” Charliego Chaplina. Oto materiał znakomicie ilustrujący hasło „sejmowe zoo”. Gdyby to był Lepper, miałby w następnym tygodniu
Kto zarżnie polskie kino?
Rzadko u nas, naprawdę rzadko, głos mediów zdecydowanie różni się od zgodnej opinii ludzi kultury. Tych zasłużonych i kontestującej młodzi. Tak było w zeszłym tygodniu. Ale tym razem opór nie dotyczył tylko wartości kulturalnych. W Polsce nadal obowiązuje ustawa o kinematografii z 1987 r. A ściślej strzępy tej ustawy. Nie mamy nowoczesnych regulacji, zwłaszcza dotyczących współpracy z krajami UE. Wyklucza to w praktyce koprodukcje z bogatymi producentami. Jaki jest stan polskiego kina, każdy widzi. Czy raczej nie widzi, bo kuse budżety
Lekcja stabilizacji
Sześćdziesiąt lat temu Ho Szi Min ogłosił powstanie niepodległego Wietnamu. Polska uznała Wietnam 4 lutego 1950 r. 23 lata później USA zakończyły w Wietnamie coś, co dzisiaj w Iraku nazywa się „misją stabilizacyjną”. Wraz z wojskami amerykańskimi Wietnam opuściły, wspomagające wojska „sojusznicze”, o których dzisiaj mało kto pamięta. Byli to Australijczycy, Nowozelandczycy, Tajowie, Filipińczycy i Koreańczycy z południa. Najwięcej zginęło Koreańczyków. Byli najbardziej przez Wietnamczyków znienawidzeni, bo łatwo odnajdowali się w tamtejszych warunkach. Jedyni potrafili
Polak skośnooki
Larum grają. W końcu 2004 r. było nas pół miliona mniej niż w 1998 r. I zapowiada się dalszy spadek, jeśli demograficzne tendencje nie zostaną odwrócone, to w 2030 r. będzie nas ok. 36 mln. Dodatkowo będziemy statystycznie starsi, a może nawet biedniejsi, bo najwięcej dzieci rodzi się wśród najuboższych. Kurczymy się demograficznie nie tylko dlatego, że spada liczba dzieci przypadających na parę rodziców, z dwójki na jedno plus 0,2. Pustoszeją polskie miasteczka, co odnotował ostatnio Wojciech Łukowski
Sado-maso Urban
Wielka radość zapanowała w polskim środowisku dziennikarskim po skazującym wyroku dla Jerzego Urbana. Bo wreszcie trafiło w drwiącego ze wszystkiego i ze wszystkich publicystę i wydawcę. Bo trudny w polemicznych pojedynkach felietonista dostał wyrok, a jego polityczni przeciwnicy argument sprzyjający potępieniu, ewentualnemu wykluczeniu z debat Urbana. Bo sąd utarł nosa człowiekowi sukcesu, a ludzi sukcesu w Polsce zwykle się nie lubi. Bo łatwo jest zapiać w chórze potępiającym, wszak Urban targnął się na ostatnią w kraju żyjącą świętość – papieża
Noc kultury
Z gadziej perspektywy „Nie rozumiem hałasu wokół „Pegaza” i „Dobrych Książek””, powiedział „Rzeczpospolitej” Piotr Dejmek, wicedyrektor Programu 1 TVP. Telewizji zwanej jeszcze publiczną. I dodał: „Nie widzę możliwości, by tematyka związana z tzw. wysoką kulturą była obecna w Jedynce w dotychczasowym kształcie. (…) Nawet o najbardziej wyrafinowanych sprawach nie możemy mówić hermetycznym, pseudointelektualnym językiem. Musimy być komunikatywni”. Komunikatywność programów telewizji polega na skracaniu czasu programów kulturalnych. Po co dyskutować, spierać się, prezentować różniące się







