Opinie

Powrót na stronę główną
Opinie

Jako społeczeństwo jesteśmy coraz głupsi

Niezwykłe możliwości manipulowania wyborcami

Co ma zrobić nauczyciel akademicki, kiedy jego student, pisząc jakąś pracę zaliczeniową, nie tylko serwuje mu stek bzdur, ale jeszcze nęka go pytaniami, dlaczego ta praca została zdyskwalifikowana? Mamy dziś, niestety, do czynienia z zaskakująco wysokim odsetkiem takich przypadków. Ten przykładowy student nie tylko jest ignorantem, ale jeszcze wykazuje się wysoką ignorancją na temat własnej ignorancji. Nie jest w stanie samodzielnie ocenić swoich defektów intelektualnych, a nawet nie wie, że je ma. Gdybyśmy mieli na chwilę porzucić poprawność polityczną, powiedzielibyśmy wprost: ten głupiec jest tak głupi, że nawet nie wie jak bardzo.

Ludzie są oczywiście różni, ale współczesność zbudowała nam nowe, wyjątkowo skuteczne mechanizmy ogłupiania. To jest taka swoista sieć wplątująca jednostki, w której wszyscy się trzepoczemy. A ponieważ są to społeczne uwikłania, a nie tylko nasze DNA, chyba na szczęście nie cała wina za głupotę obciąża nas jako jednostki.

Ryzykując pewne uproszczenie, można wskazać dwa czynniki w największym stopniu odpowiedzialne za zaburzenia kompetencji poznawczych, czyli za masową gotowość do zasysania bzdur. Pierwszy to rewolucja informatyczna prowadząca do gwałtownego obniżenia kosztów informacji i zredukowania barier wejścia na rynki informacyjne. Drugi to erozja kapitału społecznego.

Na początek skutki rewolucji cyfrowej. W praktyce oznacza to,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Polska nie jest kolonią

Zachowanie ambasadora Rose’a to nie tylko bezczelność na granicy chamstwa, ale także przejaw niebywałej pychy

To zdanie, które nie wydaje się odkrywcze, trzeba w ostatnim czasie jednak powtórzyć, a nawet częściej przytaczać, bo nabrało ono w świetle skandalicznych wypowiedzi amerykańskiego ambasadora nowego znaczenia. Marszałek Czarzasty, nie popierając absurdalnego wniosku o przyznanie Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla, nie tylko nie zrobił niczego złego i w najmniejszym stopniu nie obraził amerykańskiego prezydenta, ale po prostu postąpił słusznie. Poparcie tego wniosku byłoby kpiną z Trumpa. W dodatku ustawiałoby nasz kraj w gronie państw zależnych, niesuwerennych, klienckich. Samo dopominanie się nagrody miało w sobie coś z zachowania Nerona, który domagał się od Aten przyznania olimpijskiego wieńca w poezji, śpiewie i muzyce. Zresztą dla Nerona finał był smutny, gdy popełniał samobójstwo w obawie przed zasłużoną zemstą mieszkańców Rzymu, stwierdził: „Jakiż to artysta ginie we mnie”. Ciekawe, jak skończy karierę Trump.

Ogłoszenie przez niefortunnego ambasadora USA w Polsce, że zrywa wszelkie kontakty z marszałkiem Czarzastym, to właśnie przejaw imperialnej mentalności, oznaczającej, że zachcianki Trumpa są prawem, i inne państwa, a zwłaszcza sojusznicy Ameryki, mają obowiązek je spełniać. Jeszcze bardziej bezczelna była odpowiedź udzielona polskiemu premierowi. Na rzeczową i całkowicie słuszną uwagę, że sojusznicy nie powinni wzajemnie się pouczać, ambasador był uprzejmy stwierdzić, że odpowiedź premiera została wysłana do niego przez pomyłkę, a w rzeczywistości adresowana była do Czarzastego i dlatego panu Rose’owi bardzo się podobała. To nie tylko bezczelność na granicy chamstwa, ale także przejaw prostackiego poczucia humoru oraz niebywałej pychy ambasadora, który powinien znaleźć sobie inne zajęcie.

Polska wiele razy była zajmowana, atakowana,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie Polemika

Milenium peryferii Zachodu

Z czego się cieszy Marek Czarkowski?

Czyżby nagle, z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, za sprawą kilku polskich „globalnych” firm staliśmy się nowym mocarstwem gospodarczym? Polska gospodarka przestała być półkolonią w systemie światowego kapitalizmu? Tylko żal niskich płac?

Z różnych raportów i pogłębionych analiz specjalistów od polityki przemysłowej i rozwojowej (a nie bankowych i katedralnych ekonomistów) płynie inny wniosek. Inny niż ten, który raduje serca rządzących i sekundującej im komentatorskiej braci. Dlatego tym trudniej im przyjąć do wiadomości, że Polska ma cechy gospodarki zależnej, peryferyjnej. O peryferyjnym statusie decyduje kilka funkcjonalnych zależności.

Po pierwsze, zależność finansowa w postaci kapitału założycielskiego banków z krajów rdzenia. W krajach starej Unii to kilka, najwyżej kilkanaście procent. U nas wciąż ok. 60%. Banki z kapitałem zagranicznym udzielają ok. 70% kredytów netto. Wśród demoludów tylko Polska oddała kontrolę nad sektorem finansowym kapitałowi zagranicznemu.

Po drugie, zależność od handlu zagranicznego towarami i usługami z krajami rdzenia. Na polskim rynku dominuje import oraz wielkie sieci handlowe patronów, choć mamy swoje Dino i tak chwalone przez red. Marka Czarkowskiego kiedyś gdańskie, obecnie maltańskie LPP Fashion Lab Cotton („Albo patriotyzm, albo zyski”, nr 6/2026). A polski rynek wewnętrzny liczy potencjalnie ponad 37 mln konsumentów. Gdyby nie utracone korzyści w postaci produktów rodzimych firm, produkcja krajowa mogłaby być o 40-60% większa. Większe też byłyby wpływy z podatków. Wskaźnik penetracji importowej wzrósł z 17% w 1989 r. do 54% w 2006 r. (w UE wynosi 44%).

Po trzecie, przytłaczająca jest wciąż zależność technologiczna od importu myśli naukowo-badawczej i nowoczesnej techniki. Z 1634 zakładów zbudowanych w PRL tylko 142 należały do przemysłów wysokiej techniki, co stanowiło niecałe 9%. Nic się nie zmieniło. W Polsce nadal ma miejsce „głęboki niedorozwój przemysłów wysokiej techniki”, stwierdza wybitny znawca polityki przemysłowej prof. Andrzej Karpiński. Bo np. tylko pięć zakładów zbudowanych przez kapitał zagraniczny po 1989 r. zalicza się bezpośrednio do tej kategorii. Przede wszystkim chodzi o przemysły wysokiej techniki (elektronika, robotyka, produkcja urządzeń dla transformacji energetycznej). Jachty i wideogry CD Projektu, puszki do coca-coli CANPACK Group czy okna ze standardowych profili – nawet nie mogą być wisienkami na torcie, bo tego tortu nie ma od tysiąclecia. Mimo że „The Economist” już w 2014 r. ogłosił „złotą jagiellońską erę” polskiej gospodarki. Ogólnie udział wyrobów wysokiej techniki można szacować tylko na 8%

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Długi rządzą polityką

W gospodarce USA rośnie znaczenie długu publicznego. Jego koszt wynosi już 19% dochodów budżetu

W Polsce politykę światową pokazuje się w kategoriach militarnych. W mediach i na forach społecznościowych ciągle prowadzi się rozważania dotyczące perspektywy wojennej. Tymczasem działania prowadzone na polu politycznym i militarnym mają zakorzenienie w gospodarce. Światem rządzą interesy. Tylko w Polsce dyskusja publiczna tak mocno zdominowana jest przez emocje, miłość do Ameryki i nienawiść do Rosji.

Kierowanie się emocjami kompromituje polityków, ale społeczeństwu to się chyba podoba, na co wskazują wyniki wyborów. Tak prezentowany świat jest nieprawdziwy, ale mniej skomplikowany. Teraz Trump trochę zamącił w miłości polskich polityków do USA. W rozmowach kuluarowych chyba są już wątpliwości dotyczące relacji polsko-amerykańskich, ale publicznie nikt tego nie ujawnia. Nie ma tak bardzo odważnych.

Polityka mocarstw światowych za przyczyną Trumpa pozbawiona jest hipokryzji. Poprzedni prezydenci USA też realizowali politykę amerykańskich interesów, ale robili to pod osłoną moralnych frazesów. Teraz ujawnia się świat nagich interesów, które stoją za działaniem mocarstw. USA i Chiny są niewątpliwie głównymi aktorami światowej polityki. Relacje finansowe między USA i Chinami w dużym uproszczeniu wyglądają w ten sposób,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Sprostowanie (Kopalnia Silesia. Górnicy kategorii B)

Na podstawie art. 31a Ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe wnosimy o sprostowanie nieprawdziwej informacji zawartej w artykule autorstwa Mateusza Cieślaka pt. „Burza na Śląsku. Wówczas było to prawdziwe czarne złoto”, opublikowanym w nr. 2 Tygodnika Przegląd (5-11.01.2026) oraz na stronie internetowej www.tygodnikprzeglad.pl., gdzie artykuł ukazał się 5 stycznia br. pod tytułem „Kopalnia Silesia. Górnicy kategorii B”.

W artykule wskazano, że Południowy Koncern Węglowy buduje nową kopalnię „Grzegorz”.

Powyższe stwierdzenie nie jest prawdą i wprowadza odbiorców w błąd. Południowy Koncern Węglowy S.A. nie buduje kopalni Grzegorz.

Prowadzone prace dotyczą odtwarzania zdolności produkcyjnych Zakładu Górniczego Sobieski, w którego strukturze organizacyjnej znajduje się szyb „Grzegorz”.

Roboty związane z szybem są elementem modernizacji i optymalizacji działalności istniejącego już zakładu górniczego, a nie realizacją projektu, którego celem byłoby powstanie nowej, odrębnej kopalni.

Południowy Koncern Węglowy S.A.

Odpowiedź autora za tydzień.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Grzechy słabych w polityce

Za agresję, wybuch wojny nie zawsze odpowiedzialni są silni

Podejmuję temat, który – wedle mojego rozeznania – niezwykle rzadko staje się przedmiotem uwagi polskich politologów. Chodzi o negatywną rolę, jaką w sferze politycznej mogą odgrywać słabi. Nie mocarstwa i ich przywódcy, ale przywódcy słabych państw albo słabe ludy pozbawione państw. Chcę pokazać, że nie tylko silni, lecz także słabi mogą ponosić odpowiedzialność za rozlew krwi, cierpienie wielkich rzesz ludzi, zniszczenie i śmierć, choć są święcie przekonani, że są święci. Dzieje się tak, biorąc rzecz najogólniej, gdy słabi bezceremonialnie, kierując się zmyśleniami i marzeniami, postanawiają zignorować prawa funkcjonujące w politycznej domenie. Kiedy, nurzając się we własnym wzmożeniu moralnym, stygmatyzują silnego przeciwnika jako moralnie obrzydliwego i prowokują go do przywrócenia właściwych relacji na linii siła-słabość. Kiedy za pomocą argumentów moralnych pragną osiągać cele pozamoralne. Kiedy pragną przechytrzyć silnych nie w długim procesie wzrastania w siłę, lecz poprzez pustą gestykulację, jaką jest pozorowanie przez nich siły.

Siła jako wartość

Śledząc rodzimy dyskurs na temat siły, na temat potęgi w polityce, nie ma się wrażenia, że osoby wypowiadające się w tych kwestiach mają jakieś trudności z opanowaniem różnorodnych definicji. Rozumieją i przywołują wielość ujęć związanych z kategorią siły. Odróżniają potęgę potencjalną (zasoby społeczne, którymi dysponuje dane państwo i które mogą służyć do budowy sił zbrojnych) od potęgi militarnej, lecz zarazem wiedzą, że obie są ze sobą powiązane. Większość odrobiła lekcję z Clausewitza i bierze pod uwagę, że na siłę składa się także trudno wymierzalne „napięcie woli” – próbuje się je określić poprzez odniesienie do wagi sprawy dla każdej strony, o którą toczy się spór. Napięcie to potrafi zniwelować czasem dysproporcje w stosunkowo łatwo wymierzalnej sile militarnej. Potrafi sprawić, że 409 tys. żołnierzy pokonuje 674 tys. przeciwników, szczególnie gdy napięcie woli połączy się z mądrą strategią. Tak przedstawiały się liczby (wliczając rezerwy) w momencie wkraczania Napoleona do Rosji 23 czerwca 1812 r.

Badacze i komentatorzy powtarzają czasem za Robertem Dahlem, że potęga to zdolność kontrolowania innych państw lub wpływania na ich zachowanie. Jako że są Polakami, przeważnie zaznajomili się z ustaleniami Władysława Studnickiego, Stanisława Cata-Mackiewicza oraz braci Bocheńskich i zdają sobie sprawę z relatywności siły. Ściślej, że nasza potęga rośnie także wtedy, gdy nasz potencjał się zmniejsza, pod warunkiem jednak, że nasi partnerzy-oponenci tracą jeszcze szybciej. I na odwrót – nasza siła maleje, choć w liczbach bezwzględnych się zwiększa, jeśli nasi partnerzy-oponenci zyskują szybciej od nas. Stale także można usłyszeć modne rozróżnienia na hard power, soft power i smart power.

A jednak stojąc na polskiej ziemi i wpatrując się w horyzont aksjologiczny, można czasem popaść w stan głębokiej konfuzji. Niektóre spośród podstawowych wartości, jakie ceni świat, nie znajdują – i to nie tylko werbalnie, lecz nieraz faktycznie – poważania w oczach Polaków. Kult porażki zamiast kultu zwycięstwa, chwała zwyciężonym zamiast chwały zwycięzcom. Przede wszystkim wszakże gloryfikacja słabości jako moralnych wyżyn i degradowanie siły jako moralnej zgnilizny. Wszystko to rodzi potrzebę ukazania tej ostatniej w mniej zdeformowanym świetle, a co za tym idzie – jako jednej z największych wartości. Nie tylko zresztą w świecie polityki, która bez siły nie istnieje, lecz także w innych dziedzinach.

Pozytywny wymiar siły zachował się w polszczyźnie w zwrotach typu: silny charakter. Określenie kogoś w ten sposób nie jest inwektywą, lecz ma jednoznacznie pozytywny wydźwięk. W codziennych zmaganiach egzystencjalnych Kowalski poszukuje siły, chociaż rzadko nazywa rzeczy po imieniu. Będąc przykładowo studentem, dąży do pozyskania wiedzy i umiejętności, których nie mają inni i które czynią go silniejszym od innych. Silniejszym w argumentacji,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Zamach na światowy porządek

Sojuszniczość nie polega na serwilizmie, a oprócz polityki jest jeszcze moralność

Idee demokracji można głosić. To przychodzi najłatwiej. Można też bez pytania wpraszać się z nimi do innych i pouczać, jak mają urządzać swój ustrój polityczny i gospodarczy. Naturalnie w interesie ich własnego ludu… Nie przeszkadza to w niegodnych postępkach, których przykładów we współczesnej historii nie brakuje.

Amerykańskie przywództwo

Takie są fakty:

  • w 1953 r., w reakcji na nacjonalizację naftowego monopolu British Petroleum, przy pomocy CIA i brytyjskiego wywiadu MI6 obalono w Iranie demokratycznie wybrany rząd Mohammada Mosaddegha i zainstalowano proamerykańskiego szacha Rezę Pahlawiego;
  • w 1954 r. CIA obaliła demokratycznie utworzony rząd Jacoba Arbenza w Gwatemali, co pociągnęło za sobą brutalną 40-letnią wojnę domową;
  • w 1956 r. USA poparły reżim Ngo Dinh Diema, który odżegnał się od narodowych wyborów w Wietnamie – ich przeprowadzenie uzgodnione zostało wcześniej w porozumieniu genewskim, co sprowokowało 19-letnią wojnę, w której zginęło 2,5 mln ludzi, z czego prawie 2 mln to ludność cywilna;
  • w 1960 r. CIA wspierała przewrót w Kongu i zabójstwo prezydenta Patrice’a Lumumby, którego miejsce na 37 lat zajął skorumpowany dyktator Mobutu Sese Seko;
  • w 1964 r. demokratycznie wybrany prezydent Brazylii João Goulart został usunięty w wyniku wspieranego przez CIA zamachu stanu, co zapoczątkowało 20-letnią władzę junty wojskowej;
  • w 1966 r. po drugiej stronie Atlantyku, w Ghanie, przy udziale CIA obalony został rząd prezydenta Kwame Nkrumaha, w miejsce którego zainstalowany został prozachodni gen. Emmanuel Kwasi Kotoka;
  • w 1967 r. amerykańskie zamiłowanie do demokracji dało o sobie znać w Europie, gdzie CIA skutecznie wsparła obalenie Andreasa Papandreu, liberalnego premiera Grecji, i przejęcie władzy na siedem lat przez dyktaturę wojskową (tzw. junta czarnych pułkowników);
  • w 1973 r. w Chile CIA skutecznie pomogła gen. Augustowi Pinochetowi w obaleniu demokratycznie wybranego prezydenta Salvadora Allende, co umożliwiło dwie dekady dyktatorskich neoliberalnych rządów;
  • w 1976 r. w sąsiedniej Argentynie USA wsparły zamach stanu, który obalił demokratyczną prezydent Isabel Perón i pomógł w przejęciu władzy przez prawicową wojskową dyktaturę generała Jorge Videli;
  • w latach 1984-1986 w Nikaragui, mimo zwycięstwa sandinistów w demokratycznych wyborach, Amerykanie za republikańskiej prezydentury Ronalda Reagana aktywnie wspierali prawicowych rebeliantów Contras, a służące temu środki finansowe pochodziły z nielegalnej sprzedaży broni reżimowi irańskiemu (pół wieku wcześniej prezydent Franklin Delano Roosevelt, gdy zwrócono mu uwagę, że wstyd zadawać się z krwawym dyktatorem Nikaragui Anastasiem Somozą, gdyż jest to „son of a bitch”, odrzekł: „He may be a son of a bitch, but he’s our son of a bitch”);
  • w 1991 r. i ponownie w 2004 r. USA były uwikłane w zamachy stanu na Haiti, wymierzone w rządy prezydenta Jeana-Bertranda Aristide’a;
  • w 2009 r. USA zaangażowały się ponownie w Ameryce Środkowej w usunięcie ze stanowiska i zmuszenie do opuszczenia kraju prezydenta Hondurasu Manuela Zelai;
  • w 2013 r. Stany Zjednoczone po cichu poparły dokonany w Egipcie przez gen. Abda al-Fattaha as-Sisiego zamach stanu, który obalił demokratycznie wybranego prezydenta Muhammada Mursiego, i chętnie wspierają autorytarne rządy w Kairze miliardową pomocą wojskową.

Obłuda obrońców demokracji

Przykłady można mnożyć, dowody przytaczać. Skoro w każdym tego typu przypadku zaangażowane były (i są) tajne służby, a oficjalne źródła informacji z reguły (i chętnie) mijają się z prawdą, o wielu sprawach nie wiemy. Dopiero z czasem odkryje je, acz nie wszystkie, historia. Wiemy, że pośród orędowników i propagatorów pięknych idei demokracji wiele jest hipokryzji i zakłamania, prywaty oraz cynizmu i dlatego po czynach trzeba ich sądzić. Przede wszystkim należy uważnie przyglądać się faktom, badać problemy interdyscyplinarnie, kompleksowo i porównawczo, aby wyciągać wnioski poprawne nie politycznie, lecz merytorycznie, aby formułowane teoretyczne interpretacje sprzyjały dobrym praktykom w sferze polityki rozwoju społeczno-gospodarczego.

Uderzać musi dwulicowość mocarstw zachodnich, zwłaszcza USA – tego najgorętszego zwolennika wolności i demokracji. Przejawia się to w równoczesnej krytyce jednych państw z reżimami autorytarnymi i oszczędzaniu drugich, z którymi utrzymywane są aktywne kontakty. Niekiedy ta krytyka jest agresywna, aż wroga, jak w przypadku antyrosyjskiej i antychińskiej retoryki oraz praktyki poprzedniej i obecnej administracji amerykańskiej, co w istocie sprowadza się do rusofobii i sinofobii. Zachodni politycy i media nie żałują ostrych uwag i mocnych słów pod adresem autorytarnej Białorusi, szczędzą ich natomiast w stosunku do równie autorytarnego

Prof. Grzegorz W. Kołodko jest dyrektorem Centrum Badawczego Transformacji, Integracji i Globalizacji Akademii Leona Koźmińskiego

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Zaślepienie

Unia nie niszczy naszego rolnictwa, ale dopłaca do niego grube miliony

W wielu miejscach Polski odbyły się niezbyt liczne demonstracje rolników oraz działaczy związanych z PiS i obiema Konfami, a przeciwko podpisanej przez Unię Europejską umowie z Mercosurem, przede wszystkim zaś przeciwko rządowi Donalda Tuska, koalicji rządowej i Unii. Demonstrujący sympatyzowali z nacjonalistami, Batyrem i tym wszystkim, co wrogie postępowi, tolerancji, demokracji i sojuszowi z Zachodem. Za to nie było żadnych gestów wrogości wobec Putina i zagrożenia, jakie rosyjska agresja na Ukrainę stanowi dla Polski. Demonstranci machający flagami i antyunijnymi transparentami, którymi obwiesili traktory warte czasem po milion złotych, przyjechali protestować przeciwko nędzy, upadkowi rolnictwa i udręczeniu przez okrutny reżim Donalda Tuska. To od dawna ci sami ludzie, w większości związani z obozem nacjonalizmu, a także chłopską Solidarnością, która stała się taką samą zdegenerowaną przybudówką do zadań specjalnych jak Solidarność Piotra Dudy.

Hasła też te same. Precz z Unią, która jest oczywiście niemiecka i rządzona z Berlina, więc słusznie budzi gniew polskich narodowych patriotów i ludzi głębokiej wiary, zwłaszcza wyznawców głoszącego ubóstwo i obronę Polski przed Zachodem Rydzyka, sług Maryi i rycerzy świętego JPII. Skoro Unia jest niemiecka, a Tusk to ktoś w rodzaju gauleitera na Polskę, tylko kwestią czasu jest, kiedy słusznie zostanie za okrutne represje i doprowadzenie narodu do nędzy skazany na dożywocie (jak trafnie wezwał jeden z pisowskich mężów stanu i kryształowo uczciwych polityków, pan Romanowski).

Ta demonstracja to przejaw nie tylko głupoty, co zdarza się na wielu demonstracjach, ale i niepojętego zaślepienia. Rolnictwo stanowiące ok. 3% PKB jest w Polsce nowoczesne przede wszystkim dzięki unijnym dopłatom, a grupą, która najbardziej na wejściu Polski do Unii skorzystała, są chłopi.

Sama umowa Unia-Mercosur została podpisana mimo zapewnień Batyra, że ma jako nacjonalista i gorący patriota doskonałe stosunki z premier Włoch Giorgią Meloni i, jak sugerował, „załatwił” włoski sprzeciw wobec tej haniebnej, antypolskiej i antywłoskiej, szerzej – antyludzkiej, umowy.

Jak widać, dał się zwieść. Włochy były za Mercosurem. Wieś jest wroga wobec Unii i jakiejkolwiek demokratycznej formacji politycznej (ufa ludziom wskazanym przez Kościół, przede wszystkim nacjonalistom, antyszczepionkowcom i Radiu Maryja). Moim zdaniem głównym źródłem tej wrogości jest ciągle cieszący się na prowincji i w wielu wioskach prestiżem i zaufaniem Kościół, będący przechowalnią nacjonalizmu. I teraz trzeba biednym prawdziwym chłopom patriotom i rycerzom wiary dalej o Polskę walczyć.

Nie bardzo wiadomo, co nasi dzielni, niezłomni współcześni rycerze mają zrobić. Jak przekonać niemiecką Unię i jak obalić znienawidzonego Tuska oraz wyprowadzić Polskę z okrutnego Mercosuru? Chyba nadszedł czas, aby postawić kosy na sztorc, co obiecują od lat działacze wiejskiej Solidarności,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

O potrzebie debaty

Lawina ruszyła w połowie listopada, gdy Dom Polsko-Niemiecki w Berlinie na inaugurację działalności postanowił zaprezentować książkę dr. Grzegorza Rossolińskiego-Liebe „Polnische Bürgermeister und der Holocaust. Besatzung, Verwaltung und Kollaboration” (Polscy burmistrzowie i Holokaust. Okupacja, administracja i kolaboracja). Po interwencji polskiej ambasady wycofano się z tego pomysłu. Później było tylko gorzej. Z jednej strony pojawiły się oskarżenia o polską cenzurę polityczną, z drugiej o niemieckie szkalowanie społeczeństwa polskiego za współudział w Holokauście. Na koniec powstał apel: „List otwarty dotyczący stygmatyzacji polskich ofiar niemieckiego nazistowskiego reżimu i bezczeszczenia pamięci żydowskich ofiar Holokaustu”, przygotowany przez warszawską Fundację Kulskich i zamieszczony na oficjalnej stronie Polskiej Akademii Nauk. Ja sam stałem się obiektem szantażu moralnego. Skoro jestem historykiem w PAN, to taki protest powinienem podpisać, a jeżeli nie, to wytłumaczyć się publicznie ze swojej decyzji. Absurd sięgnął zenitu.

Przez półtora roku książka Grzegorza Rossolińskiego-Liebe o polskich burmistrzach w Generalnym Gubernatorstwie nie doczekała się recenzji! IPN kazał ją przetłumaczyć, bo nie ma kompetentnych pracowników znających niemiecki. Powstała najpierw ekspertyza, a potem bardzo krytyczna recenzja dr. Damiana Sitkiewicza. Na koniec część środowiska (również dobrzy historycy) doznała wzmożenia obrony polskości przed jedną książką, która rzekomo narusza prawdę historyczną i szkaluje godność Polaków. Protest sygnowało ponad 150 osób. Scenariusz działania przypominał historię „Dalej jest noc” (2018) pod redakcją Barbary Engelking i Jana Grabowskiego, kiedy IPN powołał niemalże grupę śledczą, by udowodnić szkalowanie narodu polskiego.

Nie wykluczam, że Rossoliński-Liebe się myli, popełnia błędy, może jest tendencyjny, ba, zbyt szablonowo traktuje kolaborację, nie odróżniając jej np. od funkcjonalnej współpracy (Dieter Pohl) na terenach okupowanych. Tylko gdzie jest naukowa riposta? Publiczna debata? Zwyczajna debata naukowców, którzy znają temat? Dlaczego, skoro temat jest ważny, tak długo pod względem badawczym leżał odłogiem? Jak to się dzieje, że dr Sitkiewicz, historyk z IPN – sądząc po publikacjach – z niewielkim doświadczeniem badawczym (wcześniej Instytut Pileckiego, doktorat na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach w grudniu 2024 r.),

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Czy nadworny narcyz świata wysadzi nas w powietrze?

Odbyłem interesującą rozmowę z jednym z najbystrzejszych obserwatorów spraw amerykańskich – prof. Przemysławem Grudzińskim. To nasz były ambasador w Waszyngtonie. W niniejszym tekście obok swoich własnych zamieszczam także kilka jego myśli.

Stany Zjednoczone są słabnącym mocarstwem. Wiemy to nie od dziś. Zajmowała się tym tematem cała plejada naukowych gwiazd z Paulem Kennedym, Immanuelem Wallersteinem, Andrew Bacevichem, Samuelem Huntingtonem, Giovannim Arrighim, Niallem Fergusonem i Emmanuelem Toddem na czele. W amerykańskim kapitalizmie drzemią jednak niewiadome siły i od wielu lat zastanawiałem się, jak ten kraj poradzi sobie z faktem schyłku swoich mocy sprawczych. Co zostanie wymyślone w amerykańskich enklawach naukowych, gospodarczych, militarnych i politycznych, które wciąż zachowują wiodącą pozycję? Nie spodziewałem się, że jedną z odpowiedzi na kryzys potęgi USA będzie odrzucenie liberalnego porządku światowego, zdeptanie prawa międzynarodowego i międzynarodowych instytucji oraz zwrot ku polityce nagiej siły i ekspansja terytorialna. Jeśli chodzi o tę ostatnią, to wydawało mi się, że czas „ruchomej granicy” Stanów Zjednoczonych zakończył się w XIX w. Wiele wskazuje, że się myliłem.

Naturalnie rozgrywająca się w przerażającym tempie ekspansywna polityka USA (ogłoszenie nowej strategii bezpieczeństwa 5 grudnia 2025 r., atak na Wenezuelę 3 stycznia 2026 r.) oznacza całkowity rozbrat z zasadniczymi założeniami ruchu MAGA, czyli skoncentrowaniem się na wewnętrznych problemach Ameryki, powstrzymaniem od interwencjonizmu, od mieszania się w sprawy innych państw. Donald Trump wygrał wybory, głosząc takie właśnie hasła. Realizuje politykę, która leży na przeciwnym biegunie jego wyborczych obietnic. Oszukał amerykańskich wyborców. Nie znaczy to, że wyborcy mu tego nie wybaczą. Wybaczą, jeśli tylko jeszcze mocniej zaciśnie pętlę amerykańskiego kolonializmu na szyjach krajów Ameryki Środkowej i Południowej, co oznacza, że z krajów tych popłynie jeszcze więcej bogactw (vide wenezuelska ropa) i ludzkich zasobów do USA.

Gdyby ktoś chciał zobaczyć na własne oczy, jak wygląda współczesny amerykański kolonializm, to proponuję podróż do Portoryko. Przybywających do bogatego portu (puerto rico) witają wszystkie wielkie sieci amerykańskie, oferujące usługi po znacznie wyższych cenach niż w Stanach Zjednoczonych. Wita rodzima ludność zarabiająca grosze i, co za tym idzie, niezdolna do skorzystania z tych usług i produktów. Pozostaje jej wyjazd do Ameryki i szukanie szczęścia na

Prof. Piotr Kimla jest pracownikiem Katedry Stosunków Międzynarodowych i Polityki Zagranicznej Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.