Przebłyski
Liga inflancka
W naszej stałej rubryce, ukazującej postacie z życia publicznego mylące Niderlandy z Inflantami, prezentujemy tym razem Leszka Millera, który porównał posła Pęczaka do Zagłoby sprzedającego Inflanty. Tradycyjnie zatem powtarzamy: Panie i Panowie! NIDERLANDY! I nie Zagłoba, lecz ZAMOYSKI!
Karczemne interesy
Redykołka to znana regionalna karczma w Zakopanem. Kiedyś własność Związku Podhalan. Dziś należy do Jana Bachledy Księdzulorza, kuzyna senatora Franciszka Bachledy Księdzulorza. Karczma stoi bezprawnie na miejskim gruncie i przeszkadza w budowie przejścia podziemnego. Ale właściciel źródła dochodu nie straci, bo od lat chroni go kuzyn. Najpierw w randze prezesa Związku Podhalan, a następnie burmistrza. W Zakopanem powiadają: kto ma ksiedzulorza w rodzie, tego Związek Podhalan nie ubodzie.
Przygadywał Lis Kwaśniewskiemu
W stenogramach z podsłuchanych rozmów telefonicznych Marka Dochnala, przebywającego za kratkami biznesmena i lobbysty, można przeczytać: „Jak mi przysłała Kinga Rusin listę gości proponowanych do Londonu, do Windsoru, na królową, to ja, kurna, myślałem, że od razu każę skasować z nią kontrakt”. Choć to nie bardzo po polsku monolog, jasno z niego wynika, że firma PR pani Rusin robiła listę gości mających wziąć udział w pewnej ekskluzywnej imprezie, jakich Marek Dochnal sponsorował wiele. Ciekawe, co na to mąż pani Rusin, Tomasz Lis,
Królik prysnął
Kierownictwo redakcji „Wprost” przyjęło niepisaną zasadę, że nie drukuje sprostowań. Choć spadają one lawiną. Udręczeni autorzy dementi skarżą się na takie traktowanie Radzie Etyki Mediów. Każda poczta do rady przynosi korespondencję od domagających się swych praw osób opisanych we „Wprost”. Ostatnio odezwali się lekarze pomówieni o traktowanie pacjentów jak króliki doświadczalne. Z czołówki „Wprost” wynikało, że uśmiercanie tą drogą jest powszechne. Ale żadnych wiarygodnych przykładów. Czy w redakcji „Wprost” szuka się tematów na suficie?
Sposób na Lipińską
Jak coś chce się udowodnić, to nie ma rzeczy niemożliwych. Tak wyszło w przypadku Olgi Lipińskiej. Po protestach jej kabaretu z ramówki TVP nie zdjęto, autorka zmieniła tylko jego formułę. Nie do poznania zaś zmienił się on w programach telewizyjnych. 23 października Jedynka proponowała bowiem „Kurs na misję – program kabaretowy”. Skąd widz – przyzwyczajony do nazwiska Lipińskiej w tytule – miał wiedzieć, że to nadal jej kabaret? Efekt – oglądalność programu spadła. I o to pewnie chodziło. Czyż potrzeba nie jest
A Ostrowski swoje
Marek Ostrowski, szef Rady Nadzorczej TVP, za nic ma apel KRRiTV wzywający go do złożenia mandatu członka rady nadzorczej. Nie przejmuje się zupełnie, że jest kością niezgody i sprawcą coraz większego chaosu wokół TVP. Ostrowski twierdzi, że po tym, jak zrezygnował z funkcji wicedyrektora telewizyjnej Trójki, problem sam się rozwiązał. Przekonuje, że i tak się wykazał wspaniałomyślnością, bo wcale nie musiał rezygnować. – Podjąłem tę decyzję mimo istnienia wielu korzystnych dla mnie opinii prawnych – mówi.
Niewinność Miodowicza
Pełnomocnik Kulczyka, Jan Widacki, przypomniał Konstantemu Miodowiczowi, członkowi Komisji Śledczej, że to UOP pod kierownictwem Miodowicza zalecił przyznanie polskiego obywatelstwa członkom spółki J&S oraz przyczynił się do uzyskania zgody na pracę w Polsce dla szpiega Ałganowa. Miodowicz się wściekł i zagroził Widackiemu sądem, ale zaprzeczyć faktom nie mógł. Całą rzecz skomentowali internauci: „Panie Miodowicz, jak jesteś niewinny, to co się tak wnerwiasz?”. „Widzisz, Kostuś, jaki ty malutki jesteś? Zadał ci Widacki kilka pytań, a ty się uśliniłeś
Światła Jasnej Góry
Głośno o ojcach paulinach z Jasnej Góry. To u nich zorganizowane było spotkanie Kulczyk-Giertych, podczas którego lider LPR miał żądać „kwitów na Kwaśniewskiego”. Jest to sprawa rozwojowa – sam Giertych najpierw twierdził, że minął się z Kulczykiem w korytarzu, wymieniając uprzejmości, potem przyznał, że rozmowa trwała także w refektarzu, i to kilkadziesiąt minut. Co Giertych powie za tydzień? To niejedyne związki paulinów z biznesem – kilka tygodni wcześniej pożyczyli oni 2,5 mln zł paliwowemu baronowi, Arturowi K.,
Dziennikarstwo śledcze a la „Wprost”
Pracownik licheńskiego sanktuarium zwolniony przez ks. Eugeniusza Makulskiego zażądał od niego 300 tys. zł, grożąc, iż opowie o różnych skandalach. Ponieważ kasy nie dostał, skontaktował się z redakcją „Wprost” i – pewnie za mniejszą sumę – podzielił się z pismem swymi rewelacjami na temat byłego pryncypała. „Wprost” pisze, iż odsłania kulisy dymisji ks. Makulskiego, i wielokrotnie chwali się, że to wynik ich wnikliwego „dziennikarskiego śledztwa”. Miejmy nadzieję, że dziennikarstwo śledcze w Polsce wygląda jednak nieco lepiej niż w wydaniu
Agresywny Kaczyński
Jarosław Kaczyński zapowiada w „Polityce” powołanie superkomisji do zbadania wszystkiego, co kiedykolwiek wydało się podejrzane politykom Prawa i Sprawiedliwości. Superśledczymi mieliby być wybrani posłowie przyszłej kadencji i uznane autorytety. I tu zaczyna się problem, bo trudno znaleźć autorytet, który nie podpadł jeszcze braciom Kaczyńskim. (Problemy z weryfikacją miałby nawet sam papież, który śmie nie popierać lansowanego przez PiS pomysłu wprowadzenia kary śmierci). Na pewno wiadomo zaś, że w komisji nie znaleźlibyśmy się my, redaktorzy „Przeglądu”. Lider PiS






