Przebłyski
Wojna pań
Dorota Warakomska, szefowa telewizyjnej „Panoramy”, nie kryje niechęci do jednej ze swoich podwładnych, Joanny Racewicz. Warakomska próbowała już wielu sposobów, by usunąć nielubianą pracownicę – usuwała jej nazwisko z grafiku, kazała się zajmować typowymi zapchajdziurami. Nie udało się. Joanna Racewicz nie tylko przetrwała w zespole „Panoramy”, ale też zaczęła ją prowadzić. Dorota Warakomska, żelazna dama TVP, nie kapituluje. Czekają nas nowe emocje.
Do Berlina z „Faktem”
Ze wzruszeniem czytamy dziennik „Fakt”. Toż to żywy dowód na to, że nawet ogromne niemieckie pieniądze nie sprawią, że redakcja będzie miała codziennie nowe pomysły. Pisze się więc na okrągło o Oleksym jako Batmanie (bo lubi latać). Po piątym artykule zaczęliśmy się zastanawiać, o co tu chodzi. Czyżby niemieccy właściciele gazety mieli pretensje do Oleksego, że nie lata do tak miłego redakcji „Faktu” Berlina?
Sukces jak przekleństwo
Mandat eurodeputowanego spadł na Zbigniewa Kuźmiuka niczym grom z jasnego nieba. Ale niedawny szef klubu parlamentarnego ludowców, zamiast świętować nieoczekiwany sukces, chodzi jakiś przygnębiony. Życzliwi – jak zawsze – koledzy wyjaśnili nam tę sprzeczność. Ponoć żona się zgodziła na jego kandydowanie tylko dlatego, że zapewnił ją, że i tak przegra. Teraz – jak mówią – ciosa mu kołki na głowie, że do Strasburga chce prysnąć. Sam europoseł Kuźmiuk skarży się, że psychicznie nie jest przygotowany na wyjazd.
Turkuć podjadek z Polski
Michał Kamiński, kandydat PiS do Parlamentu Europejskiego, zasypał Warszawę wielkimi, błyszczącymi ulotkami, zachęcającymi, by na niego głosować. Kosztowna kampania po wyciśnięciu wodolejstwa pozostawia informację, że pierwsze wystąpienie Michała Kamińskiego w parlamencie było podziękowaniem za przyjęcie nas do Unii, a drugie wyrażało wątpliwości co do nominacji Danuty Hübner na komisarza unijnego. Wrażenie było na pewno niezatarte – grzeczny poseł, dziwne, że tak podgryzający współrodaków, którym się powiodło. Turkuć podjadek z Polski, taka grozi mu ksywa.
Dwulicowa LPR
Liga Polskich Rodzin w klipie wyborczym do europarlamentu postanowiła odwołać się do fragmentów papieskich wizyt w ojczyźnie. Uwierzyła, że darzący sympatią Jana Pawła II naród przynajmniej część tych uczuć przeleje na nią. A przecież nie dalej jak kilka miesięcy temu jeden z liderów LPR, Bogdan Pęk, zrugał papieża za poparcie akcesji Polski do UE i stwierdził: „Nie czytał traktatu akcesyjnego, więc gada coś od rzeczy”. Cóż, w LPR dobrze wiedzą, że jak trwoga, to do… papieża.
Kto się boi, ten się zbroi
Niekonwencjonalnie walczyli w Łodzi o rząd dusz kandydaci do europarlamentu z Samoobrony i SLD. Kandydat partii Leppera, dr Jacek Kardaszewski, wykładowca ekonomii, na plakacie wyborczym występuje ze… strzelbą (w dole apel: „Dość upokorzeń”). Inną strategię obrał były marszałek województwa łódzkiego, startujący z SLD, zaczepiając kobieciny z siatami na miejskim bazarze: „Nazywam się Mieczysław Teodorczyk. Czy pani mnie pozytywnie rozpoznaje?!”. Jak widać, kto się boi, ten się zbroi. Albo udowadnia na targu, że jeszcze niekarany.
Zniechęcanie do Kapery
Kazimierz Kapera został prezesem liczącej 300 osób partii Rodzina-Ojczyzna. Członków musimy ostrzec, że pan prezes ma skłonności do przeinaczeń. Na swojej stronie internetowej podaje, że jako wiceminister zdrowia w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego podał się do dymisji, bo rząd nie chciał realizować jego polityki prorodzinnej. Tymczasem został zdymisjonowany za stwierdzenie, iż homoseksualiści to chorzy, których należy leczyć. Poza tym nie wspomina, że gdy ruszyła akcja przeciwko przemocy wobec kobiet, krzyczał, że jest ona niepotrzebna, bo zniechęca panny do zamążpójścia.
Zdziwiony Tober
Michał Tober, wiceminister kultury, specjalista od środków masowego przekazu, bardzo się zdziwił, gdy w naszym kraju skrytykowano to, że potężny niemiecki koncern, mający już w swoim ręku ogólnopolski dziennik i tygodnik opinii, szykuje się do przejęcia prywatnej telewizji. Twierdzi, że to nic groźnego, bo przecież mamy w mediach pluralizm. A my się dziwimy, że Tober nie wie, iż w Niemczech nikt nie zgodziłby się na taki pluralizm. A pewnie i na takiego wiceministra…
Imię jego Ordon
Józef Szaniawski, dla żartu określany mianem „ostatniego więźnia politycznego PRL”, nie jest zadowolony z książki Marii Nurowskiej o Ryszardzie Kuklińskim, choć opowieść o słynnym szpiegu tworzyła pod jego dyktando. Z własnej inicjatywy dodała swemu bohaterowi tylko „zniewalające spojrzenie”. Ale Szaniawski widzi Kuklińskiego jako porucznika Ordona. Dobry trop. Prawdziwy Ordon nie wstąpił na działo, aby zginąć w obronie uciemiężonej Polski. Jego bohaterstwo to tylko literacka fikcja. Kukliński – Ordonem, to hasło w sam raz dla tych,
Do sześciu razy sztuka
Aktor Olaf Lubaszenko po raz szósty postanowił skończyć studia. Tym razem zaocznie, na Wydziale Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Poprzednio próbował skończyć Wydział Aktorski, potem Reżyserski w Akademii Teatralnej, ale bez powodzenia. Następnie przerzucił się na kierunki nieartystyczne – studiował kolejno teologię, psychologię i socjologię (na Uniwersytecie Jagiellońskim), lecz na żadnym nie wytrwał. Czyżby teraz zainspirowany tytułem swojego filmu „E=mc2” chce udowodnić, że Einstein się mylił?






