Reportaż
Łowca Ściganych
Jak w majestacie prawa dostałem licencję na zabijanie Korespondencja z Chicago Płace – znakomite, godziny – dowolne. Wydawałoby się – wymarzona praca, a jednak niewielu chciałoby spróbować sił w tym fachu. Ludzie, którzy dla pieniędzy poszukują osób ściganych przez prawo, nazywani są łowcami nagród. Ich legendę pielęgnuje również fabryka snów w Hollywood. Przypadek sprawił, że dołączyłem do tych, którzy – jak się później okazało – działają w sposób najbardziej bezprawny w obliczu prawa. Wszystko
Żywcem wzięci
W Płocku właściciel kamienicy zamurował wyjście nie płacącym lokatorom. Za zamkniętą bramą zmarły już dwie osoby Sprawa zrobiła się głośna, kiedy w październiku ubiegłego roku umarła 79-letnia mieszkanka kamienicy – Stefania Łęska. Krewny, który donosił staruszce jedzenie, tego dnia próżno wołał ciocię. Kobieta nie pokazała się, jak zwykle, w oknie, żeby na sznurku wciągnąć jedzenie. Mężczyzna wezwał policję. – Ponieważ nie było jak dojść do mieszkania, sprowadziliśmy podnośnik. Tą drogą wszedł policjant
Ukrainiec u polskiego gospodina
We wsiach w okolicy Krakowa robi w polu więcej najemników zza Buga niż miejscowych Raj śmierdzi zwierzęcym łajnem, butwiejącą kapustą, nadgniłą marchwią i ostrym ludzkim (mówią, że siódmym) potem, szczególnie obfitym, gdy dzień pracy wynosi 18-20 godzin, a robota wymaga zgiętego karku lub klęczenia na kolanach. Latem – na polu lub pod foliowym namiotem, gdzie rosnące roślinki wymagają nieustannej pielęgnacji: nawożenia, oprysków, plewienia, podlewania. Zima w raju to worki i skrzynki wywlekane z chłodni
Człowiek ze szpadą na kółkach
Nie chodzi o roztaczanie parasola ochronnego. W końcu nawet dowcipy o kadłubku mogą śmieszyć – mówią szpadziści inwalidzi – Moje mieszkanie w Tarnowie jest na czwartym piętrze bez windy, a spółdzielnia nie chce mi go zamienić – mówi Marcin Stelmach. – Siedziałbym tam na tym moim wózku jak królewna na wieży. Do Integracyjnego Klubu Sportowego trafiłem półtora roku temu dzięki Robertowi Wiśmierskiemu, od którego dowiedziałem się o sekcji szermierki. Gdyby nie to mieszkanie, nie mógłbym podjąć żadnej pracy. Mieszkanka na warszawskiej Akademii Wychowania
Góralowi agencji nie żal
Komitet Obrony Praw Człowieka na Orawie nie bawi się w eleganckie słówka: agencja towarzyska to burdel i takich im nie trzeba Całe odium spada teraz na Tadeusza Pakosa, prezesa Gminnej Spółdzielni, bo on jest pod ręką, a prawdziwy sprawca zamieszania siedzi spokojnie w Krakowie, interes kręci i śmieje się w kułak z bogobojnych orawian. Pakos jak może, tak unika dziennikarzy, którzy imputują mu, że wziął łapówkę od mafii i za wszelką cenę chcą się dowiedzieć, ile było. Prezes pokazuje umowę, w której jak byk
Dentysta otwiera dusze
Ci, którzy przychodzą do cerkwi, zwracają się do mnie – batiuszka, czyli ojcze. Pacjenci w gabinecie mówią zwyczajnie – doktorze O tym, że rodzina ze strony matki jest wyznania grekokatolickiego, Mariusz Synak dowiedział się dopiero po przyjęciu święceń kapłańskich. – Przez lata to był rodzinny sekret, którym nie chciano mnie obarczać – mówi. On w niedziele chodził wraz z rodzicami (mimo że ojciec był partyjnym sekretarzem) na msze do kościoła katolickiego. Do czwartej klasy licealnej Mariusz nie wiedział, jaki
Całe życie dla Nienackiego
Wkrada się cicho na dawną posesję pisarza i przysypia tam do rana na schodach Pokoik w starym domu, przy ulicy Plażowej w Iławie cały wytapetowany prawniczymi książkami. Na stole rozłożone kodeksy: karny, prawa cywilnego, administracyjnego, tuż obok nich opasłe komentarze, sterty papierów, urzędowych pism, oświadczeń, odwołań, próśb. Alicja Janeczek, wieloletnia towarzyszka życia Zbigniewa Nienackiego, podsuwa mi coraz to inny artykuł, zakreślony grubo czerwonym mazakiem. – Niech pani czyta, no niech pani czyta
Wirus na białych fartuchach
Pawełka zarażono żółtaczką, ledwo pojawił się na świecie –Syn urodził się w 1992 roku w jednym ze śląskich szpitali – opowiada Robert P. – Wtedy były takie czasy, że nie mogłem być obecny przy porodzie, a dziecko zobaczyłem po tygodniu przez szybę i to dzięki wielkim znajomościom. Matkę – Agatę P. – wypisano do domu z noworodkiem dopiero po dziesięciu dniach od porodu. Dziecko było przerażająco żółte, ale w szpitalu powiedziano, że to silna i przedłużająca się żółtaczka fizjologiczna. Po dwóch tygodniach położna
Nie jestem wnukiem folksdojcza
Na Podkarpaciu potomkowie niemieckich kolonistów walczą o majątek po dziadach Tomasz Szczygieł zajmuje z żoną i synkiem mieszkanie na piętrze komunalnej czynszówki. Komorne płaci do kasy Towarzystwa Budownictwa Mieszkaniowego, ale wcale nie ma pewności, czy kiedyś nie zostanie wyrzucony na bruk. Na rogu ulic Jagiellońskiej i Grodzkiej w Nowym Sączu prowadzi niewielki, przejęty po ojcu, zakładzik – naprawia aparaty fotograficzne. Jeździ starym maluchem. Choć charakter ma pogodny i uważa się za optymistę, bywają dni, kiedy mu nerwy puszczają: – Komunistyczne państwo
Tyle oszczędności
Zostawiła w spadku rodzinnym Kraszewicom ponad milion dolarów. I skłóciła wieś Marianna Miletich odeszła tak, jak żyła – cicho i skromnie. W ostatniej drodze towarzyszyła jej garstka osób. Prosta, tania trumna, złożona została w grobowcu, który sobie wcześniej obstalowała – z lastryko i czarnego marmuru. Gdy w półtora roku później okazało się, że Marianna zostawiła w spadku rodzinnym Kraszewicom ponad milion dolarów i do wioski zjechały telewizje z całego świata, gmina nie musiała się wstydzić.







