Co po Kaddafim?

Co po Kaddafim?

Świat arabski w najbliższych latach nie stworzy państwa na wzór europejski

Obalenie lub śmierć kolejnych arabskich dyktatorów – Mubaraka w Egipcie, Ben Alego w Tunezji, wreszcie Kaddafiego w Libii – każe postawić pytanie, czy inteligencja tych krajów będzie w stanie stworzyć państwa nowoczesne, respektujące prawo, ze sprawnym systemem ekonomicznym. Jak budować demokrację bez ukształtowanego systemu partyjnego, bez przywódców, bez powszechnie akceptowanych autorytetów moralnych zaangażowanych w procesy polityczne? Tę lukę mogą wypełnić albo struktury wojskowe, które w krajach arabskich mają pewne doświadczenie w przejmowaniu władzy, albo oparte na islamie. I jedne, i drugie jako niedemokratyczne są złym rozwiązaniem.

Wojsko może zostać zaakceptowane w okresie przejściowym – na podstawie przekonania, że jest to jakaś nadzieja na demokratyzację państwa i że w momencie osiągnięcia stabilizacji żołnierze wrócą do koszar. Armia jest również gwarantem minimum świeckości państwa. Innym rozwiązaniem jest budowanie władzy na bazie islamu, który jest nie tylko religią, lecz także ideologią. Połączenie tych dwóch aspektów bywa niebezpieczne. Islam to religia o charakterze socjalnym, skierowana do ludzi biednych. Głosi hasła populistyczne, dociera do człowieka i gdy trzeba, daje mu wsparcie duchowe i ekonomiczne. Islam wspiera, a meczet chroni. Przywódcy islamscy szybko opanowują nastroje społeczne. Ideologią islamu są prawdy zawarte w Koranie, według którego ludzkość rozwija się zgodnie z wolą bożą, a źródłem zła i nieszczęść są niewierni. Zdumiewająca jest nieustanna popularność Abd al-Wahhaba (1703-1792), który twierdził, że muzułmanin powinien być podporządkowany tylko Koranowi.

Islam zwycięski?
Przywódcy religijni są świadomi siły oraz potencjału moralnego, którym dysponują, mają też poczucie misji historycznej. Koncepcje utworzenia teokratycznego imperium muzułmańskiego nie są zresztą nowe. Ciągle żywe pozostają teorie Sajjida Kutba, który w latach 50. XX w. wzywał do stworzenia imperium rządzonego prawami Boga. Zwolennicy dominacji islamu uważają to za możliwe.
Należy zatem się spodziewać, że świat arabski w najbliższych latach nie przeprowadzi radykalnych reform i nie stworzy modelu państwa europejskiego. Stworzy natomiast nowy model państwa uwzględniającego wartości muzułmańskie. Jeżeli Zachód chce uczestniczyć w procesie reform świata arabskiego, musi odzyskać wiarygodność, przekonać, że podmiotem polityki będą społeczności, a nie elity, jak również uwzględnić różnice kulturowe. Zachód musi pomóc Afryce Północnej w sferze ekonomicznej i gospodarczej, w zmniejszeniu bezrobocia, w przywróceniu rentowności gospodarstw rolnych, których funkcjonowanie jest nieopłacalne m.in. ze względu na dotacje do rolnictwa europejskiego. Trzeba zweryfikować całokształt polityki UE i Stanów Zjednoczonych w stosunku do Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Najwyższy czas, aby te regiony przestały być strefą „historyczno-przyjacielskich wpływów”.
Wydarzenia na Bliskim Wschodzie otwierają przed Polską nowe możliwości współpracy. Mamy doświadczenie w transformacji politycznej i gospodarczej, w kształtowaniu systemu partyjnego i politycznego oraz społeczeństwa obywatelskiego. Mamy też doświadczenie w wypracowywaniu i realizacji praw i wolności obywatelskich. Elementy te winny być podstawą współpracy z państwami Afryki Północnej.

Przyszli Europejczycy
W procesie tych zmian istotne wydaje się także systemowe podejście do kwestii imigrantów arabskich. Jeśli sprawdzą się prognozy demograficzne, Europa będzie musiała się wesprzeć na potencjale ludzkim z Południa, głównie z Afryki Północnej. Aktualnie populacja europejska liczy 728 mln ludzi, w 2050 r. będzie miała 557–653 mln. Liczba mieszkańców w krajach, które zamkną się na obcokrajowców, gwałtownie spadnie, a te, które przyjmą przybyszów, radykalnie się zmienią.
Jakość owych przemian leży więc w interesie Europy. Im mniej region Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu będzie się różnił od Europy, tym łagodniej przebiegną procesy integracyjne i tym większa będzie szansa uniknięcia konfliktów. Różnica sprowadza się głównie do religii i roli kobiety w życiu społeczno-politycznym. W większości krajów europejskich państwo oddzielone jest od struktur kościelnych, a wiara pozostaje sprawą prywatną. Rola arabskich kobiet w różnych krajach, regionach i środowiskach jest niejednakowa. W Europie zresztą jest podobnie. Jeżeli kobiety muzułmańskie zyskają szerszy dostęp do edukacji, zwiększy się ich aktywność zawodowa, co doprowadzi do poszerzenia się ich wolności, zmniejszenia liczby urodzeń – innymi słowy ich pozycja zbliży się do standardów europejskich.
Wydarzenia w świecie arabskim powinny stać się źródłem refleksji zarówno dla społeczności Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, jak i dla Zachodu. Działania Zachodu w stosunku do Południa (trzeba pamiętać, że Zachód nie zrealizował wszystkich planów, do których się zobowiązał, niektóre okazały się chybione, innych nie ukończono) pozostają w sferze polityki zagranicznej, a ta musi być realizowana zgodnie z interesem społecznym, w tym przypadku z interesem społeczności zachodniej. Polityka ma cele doraźne i strategiczne, często trzeba w nią inwestować i muszą to być inwestycje opłacalne. Jeśli elity polityczne nie będą umiały sprostać tym zadaniom, czeka je los podobny do elit politycznych w Tunisie, Kairze i Trypolisie, tyle że forma będzie łagodniejsza, a to już wynik procesów demokracji.


Autor jest doktorem nauk humanistycznych, byłym ambasadorem RP w Algierii, wykładowcą Akademii Finansów w Warszawie

Wydanie: 43/2011

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy