Cocker nie do zdarcia

Cocker nie do zdarcia

Ryszard Rynkowski dostał wspaniały prezent z okazji 50. urodzin. Spełniło się jego marzenie – wystąpił razem z Joe Cockerem. Jubileuszowa feta odbyła się 10 grudnia – jak na taką uroczystość przystało – w Operze Narodowej, a zgromadzona śmietanka towarzyska świętowała nie tylko urodziny piosenkarza, ale także 200. rocznicę powstania PZU i 10 lat PZU Życie.
Po atakach terrorystycznych 11 września mieszkający w USA Joe Cocker zdecydowanie odmawiał wszelkich podróży i zaczął nagrywanie nowej płyty. Ponadto artysta nie ma w zwyczaju koncertować, gdy zajęty jest pracą w studiu. Po długich namowach zmienił jednak zdanie, ponieważ – jak twierdzi jego menedżer, Ray Neapolitan – dla takiego artysty jak Ryszard Rynkowski jest gotów przyjechać. Nazwał go nawet „polskim Joe Cockerem”. – Joe uważa polską publiczność za bodaj najlepszą w Europie, a poza tym cel występu jest szczytny – mówił Ray Neapolitan na konferencji prasowej w dniu koncertu. Część dochodu z imprezy przekazano bowiem fundacji prowadzonej przez księdza Arkadiusza Nowaka.
Koncert, zatytułowany „Za starzy na grzech”, rozpoczął się recitalem Ryszarda Rynkowskiego, któremu towarzyszył 36-osobowy zespół. Akompaniowali mu znakomici polscy instrumentaliści: grający na klawiszach Krzysztof Herdzin, saksofonista Henryk Miśkiewicz oraz wspaniały gitarzysta jazzowy – Jarosław Śmietana. Rynkowski zaśpiewał między innymi „Intymnie”, „Za młodzi, za starzy”, „Śpiewająco”, a na bis znany utwór „Szczęśliwej drogi, już czas”, ale w zupełnie nowej aranżacji.
– Chciałbym, żebyście państwo przywitali artystę, którego od wielu, wielu lat podziwiam – zapowiedział po przerwie swojego gościa. Joe Cocker to jeden z najsłynniejszych rockowych wokalistów wszechczasów, gwiazda i legenda, artysta, który nagrywał przeboje już w latach 60. „Zdartego” głosu Cockera nie sposób pomylić z żadnym innym, a jego ekspresyjne występy zawsze wzbudzają ogromny aplauz. Nic dziwnego, że organizatorzy tak bardzo zabiegali o jego przyjazd – wszak już umieszczenie jego nazwiska na plakacie imprezy wystarczy, by uznano ją za wydarzenie artystyczne.
Na warszawskim koncercie Joe Cocker zaśpiewał swoje największe przeboje. Nie zabrakło „Unchain My Heart”, „You Are So Beautiful” ani „You Can Leave Your Hat On”. Podczas pierwszych taktów tego ostatniego utworu publiczność wstała. I tańcząc, bawiła się już do końca. Wykonania kolejnych piosenek coraz bardziej podgrzewały atmosferę na widowni. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że Cocker to artysta niezwykły. Na sali nie było zapewne osoby, która słyszałaby śpiewane przez niego utwory po raz pierwszy, a jednak robiły one ogromne wrażenie i rozentuzjazmowana publiczność odkrywała je na nowo.
Początkowo planowano, że w finale koncertu Rynkowski i Cocker zaśpiewają najsłynniejszą piosenkę z repertuaru tego drugiego, czyli „With a Little Help From My Friends”. Cocker postanowił jednak pozostawić tę swoistą wizytówkę dla siebie. Na koniec swego występu, po obowiązkowym bisie, zaprosił na scenę Ryszarda Rynkowskiego. Obaj ubrani na czarno, zaśpiewali „High Time You Went” – utwór, który nie tylko pozwolił „wyśpiewać się” wokalistom, ale był okazją dla popisów solowych instrumentalistów z zespołu Cockera. Co prawda Ryszard Rynkowski nie zrozumiał gestu zaproszenia do charakterystycznego skoku radości, jakim jego gość kończy zwykle piosenkę, ale zaśpiewał fenomenalnie. Joe Cocker w pewnym sensie miał rację – brawurowy finał zasłużył na miano występu „dwóch Cockerów”.

 

Wydanie: 51/2001

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy