Corbyn wygrywa poglądami

Corbyn wygrywa poglądami

Klub w Westminsterze podchwycił twierdzenie, że Corbyn jest zbyt lewicowy i przez to niewybieralny. Posłowie zaczęli mówić, z początku anonimowo, później już się nie kryjąc, że trzeba go usunąć, by ratować partię. Czekano tylko na okazję do uchwalenia wotum nieufności. Ta nadarzyła się wraz z referendum w sprawie Brexitu. Corbyna oskarżono, że zbyt słabo zaangażował się w kampanię za pozostaniem w Unii Europejskiej i jest odpowiedzialny za jego wynik. Wkrótce do dymisji podali się niemal wszyscy ministrowie w jego gabinecie cieni, a klub parlamentarny przegłosował wotum nieufności, którego efektem były wybory.

Niewybieralny wygrywa

Co ciekawe – zwłaszcza w kontekście zarzutu niewybieralności Corbyna – liczono nie tyle na to, że ktoś szefa partii pokona w wyborach, ile na to, że uda się uniemożliwić mu start. Zakładano, że będzie musiał ponownie postarać się o zdobycie poparcia 15% posłów, co się nie uda i walka wyborcza rozegra się między innymi kandydatami. O tym, jak taki zabieg wpłynie na laburzystów i ich wiarygodność, nie myślano. Jednak organ administracyjny partii, National Executive Committee, niewielką większością głosów zdecydował, że lider partii automatycznie zyskuje prawo ubiegania się o reelekcję. Później uciekano się jeszcze do różnych kruczków prawnych, próbując m.in. zmniejszyć liczbę uprawnionych do głosowania. Kiedy prawo wyborcze ograniczono do osób, które zapisały się do partii przed 12 stycznia 2016 r. i wprowadzono wyjątek dla tych, którzy wniosą jednorazową opłatę w wysokości 25 funtów, w kilka tygodni zrobiło to 183 tys. laburzystów.

Byli to niemal wyłącznie ludzie, którzy planowali zagłosować na Jeremy’ego Corbyna, bo wierzyli, że propozycje starego socjalisty mają sens. Tym bardziej że wbrew dorabianej mu gębie niewiele jest w nich rozwiązań, które można uznać za radykalne. Wyraziste – tak. Ale nie radykalne. W kampanii Corbyn obiecywał przede wszystkim walkę o wycofanie cięć w opiece społecznej oraz oszczędności w usługach publicznych, które były decyzjami Davida Camerona, i powrót do stanu z okresu ostatnich rządów Partii Pracy. Oprócz tego nieustannie wzywa do renacjonalizacji brytyjskich kolei, co jest hasłem niezwykle popularnym, bo odkąd oddano je w prywatne ręce, Brytyjczycy mają jedne z najdroższych w Europie biletów kolejowych. Program uzupełniały zdecydowany sprzeciw wobec wszelkiego angażowania się w działania wojenne i zapowiedź rezygnacji z projektu Trident, czyli brytyjskiego programu zbrojeń nuklearnych.

Te hasła zapewniły Corbynowi zwycięstwo. Zagłosowało na niego ponad 310 tys. członków partii. Kontrkandydat Owen Smith zebrał 193 tys. głosów. Pokazuje to zresztą skalę zmian w Partii Pracy i znaczny wzrost liczby jej członków. W 2010 r. Ed Miliband zwyciężył, otrzymując o 30 tys. mniej głosów niż teraz przegrany Smith. Sam wynik nie zaskoczył nikogo, bo jedynym lewicowym politykiem na Wyspach, który mógłby wygrać z Corbynem, jest obecnie Sadiq Khan. Ten poparł Smitha – tak samo jak niemal wszyscy partyjni liderzy – ale na samodzielny start się nie zdecydował. Jeszcze, bo wcześ­niej czy później to zrobi. Jego celem jest zostanie premierem. Do tego musi być liderem partii, która może wygrać wybory.

Jestem całkiem czerwony

Efektem wewnątrzpartyjnej awantury była gwałtowna utrata poparcia przez Partię Pracy. „Program Smitha pokazał, jak radykalnie Corbyn przesunął środek ciężkości partii w lewo i zrealizował w ten sposób swój podstawowy cel z czerwca 2015 r.”, pisał George Eaton na łamach „New Statesmana”. Nawiązywał do tego, że Smith – świadomy popularności w partii postulatów socjaldemokratycznych – przez całą kampanię starał się prezentować jako kandydat o podobnym do Corbyna światopoglądzie. Lewicowy, podnoszący postulaty socjalne, antywojenny. Różnić ich miały nie postulaty, lecz styl. „Jestem kimś, kogo otaczają ludzie, którzy byli lewicą laburzystów przez całe swoje życie. Nie powinno być zaskoczeniem, że skoro wywodzę się z takiego środowiska, to jestem całkiem czerwony. Jestem taki”, mówił w jednym z wywiadów. Nie pomyślał jednak, że jako dobrze ubrany, dobrze wypadający w mediach i gładko wypowiadający się polityk zostanie uznany za nieautentycznego.

Pozorne zalety okazały się jego największymi wadami. Ludzie, mogąc wybrać między kandydatem prawdziwym i telewizyjnym, zdecydowali się na tego prawdziwego. Było to tym łatwiejsze, że Corbyn postawił na bezpośrednie spotkania z wyborcami i odbył ich ponad 100. Zajrzał w najodleglejsze części kraju. W tym czasie Smith, świadomy, że lepiej wypada w telewizji, nie odmawiał żadnym mediom i bardzo chętnie udzielał wywiadów. Nie tylko mu to nie pomogło, ale jeszcze zaszkodziło. Sztab jego rywala, blisko współpracujący z autorami kampanii Berniego Sandersa, wyłapywał wszystkie gafy oraz fałszywe nuty w jego wypowiedziach i nagłaśniał je w mediach społecznościowych.

Partia Pracy kontynuuje ostry skręt w lewo sprzed roku i dziś nawet jej centrum stało się „całkiem czerwone”. Impulsem była przede wszystkim dokonana w 2014 r. zmiana wewnętrznej ordynacji i wprowadzenie zasady „jeden członek, jeden głos”. Ten z pozoru niewielki ruch przyniósł widoczne efekty. Spowodował, że politycy zamiast szukać poklasku w telewizji, muszą przede wszystkim trafić do przeszło półmilionowego partyjnego elektoratu. A ten, przynajmniej w wypadku Partii Pracy, ma wobec polityków oczekiwania inne niż media, np. nad to, jak mówią, przedkłada to, co mówią i czy są w tym autentyczni. Dlatego niedawne wady stały się zaletami, a dotychczasowe zalety zaczynają ciążyć.

Za cztery lata laburzyści będą mieli okazję przekonać się, czy to, co dobre w polityce wewnątrzpartyjnej, sprawdzi się też w wyborach krajowych. O ile Partia Pracy dotrwa do 2020 r. w obecnym kształcie, bo sporo się mówi o możliwym rozłamie i exodusie posłów do partii Liberalnych Demokratów. Niektórzy twierdzą, że wotum nieufności i wcześniejsze wybory były przygotowaniem gruntu do takiego rozłamu. Więcej jest jednak głosów tonujących nastroje i wzywających do jedności. Wśród nich te najważniejsze, należące do dwóch liderów partii, Jeremy’ego Corbyna i Sadiqa Khana, bo choć różni ich wizja, w tym akurat są zgodni.

Strony: 1 2

Wydanie: 40/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy