Czarna strona sprawiedliwości

Czarna strona sprawiedliwości

To, co Polacy sądzą o wymiarze sprawiedliwości, każdego musi przyprawić o ból głowy. Każdego, choć najbardziej powinni się przejąć sami zainteresowani. Dawno bowiem nie spotkałem się z tak ponurymi wynikami badań, które by na domiar złego tak bardzo kontrastowały z samozadowoleniem środowisk prawniczych.

Czy może być coś jeszcze gorszego niż przekonanie ponad połowy Polaków, że prokuratorzy, sędziowie i adwokaci są skorumpowani? Albo pogląd 70% ankietowanych, że wyroki, które zapadają w Polsce, są niesprawiedliwe? Skąd tak wielki brak zaufania? Nawet jeśli przyjąć, że w jakiejś mierze jest to element typowej dla Polaków nieufności wobec większości instytucji i nawet wobec samych siebie, to musi coś być w tych opiniach. To nie jest tylko mentalna skaza w takim myśleniu Polaków o sobie, że my zawsze mamy rację, a jak sąd rozstrzygnął inaczej, to z pewnością ktoś wziął łapówkę. Największy wpływ na złe opinie o wymiarze sprawiedliwości mają osobiste doświadczenia i nagłaśniane przez media przestępcze zachowania jego reprezentantów. Co może myśleć o tej machinie np. mój znajomy, który od prawie trzech lat jeździ 300 km na rozprawy sądowe? Miał podwójnego pecha. Jest uczciwy i nie chowa głowy w piasek, kiedy coś widzi. A że wraz z żoną był świadkiem pyskówki sąsiedzkiej, zgodził się poświadczyć, jak było. No i teraz to świadkowanie drogo go kosztuje. Już sześć razy jeździł na rozprawy sądowe. Najczęściej po to, by usłyszeć, że rozprawa zostaje odwołana. Traci czas, pieniądze i cierpliwość pracodawcy. A takich jak on są setki tysięcy. Widzą, że machina sprawiedliwości nie potrafi sobie poradzić z wiejską rozróbą. Jak więc może funkcjonować sprawnie, gdy w grę wchodzą wielkie afery gospodarcze czy kryminalne? Lista zarzutów wobec niej jest długa. Jak na te zarzuty reaguje środowisko sędziowskie? Najczęściej metodą strusia. Chowa głowę w piasek, czyli ukrywa się za immunitetem. I to nawet w takich przypadkach, gdy sędziowie mają postawione zarzuty przestępcze albo gdy popełniają błędy, w wyniku których giną ludzie. Albo gdy wobec sprawców brutalnych przestępstw wydają niewspółmiernie do winy łagodne wyroki. Gdy na to wszystko nałoży się przewlekłość postępowań sądowych, zawiłość procedur i wysokie koszty usług prawniczych, widać, że wyprawa do sądu po sprawiedliwość jest drogą przez mękę. I po dalszą mękę. Zanim zresztą sprawa trafi do sądu, można trafić na dyspozycyjnego politycznie i skorumpowanego prokuratora, który poprowadzi ją zgodnie nie tyle ze stanem faktycznym, ile z instrukcjami szefów. Na skuteczną i bezstronną obronę też nie zawsze można liczyć. Co i rusz słychać bowiem o kolejnej kancelarii adwokackiej zamieszanej w jakąś aferę.
Świat nam uciekł bardzo daleko i gdy u nas po 12 latach zakończyła się sprawa byłego ministra Janusza Lewandowskiego, to Austriacy w ciągu czterech dni skazali Fritzla. Czy do tego trzeba jeszcze coś dodawać?
Nie ma więc już nadziei na efektywność, rzetelność i obiektywizm naszego wymiaru sprawiedliwości? Jest! W tym ciemnym tunelu jest światełko optymizmu. Prawie połowa Polaków wierzy, że korupcję można pokonać. Jeszcze wierzy.

Wydanie: 13/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy