Wiele tekstów o tzw. aferach jest pisanych na zamówienie, bo media często uprawiają czarny public relations W prasie codziennej zbiegły się ostatnio dwie informacje: „Życie” kolejny raz przegrało proces z powództwa Aleksandra Kwaśniewskiego, pomówionego w 1994 r. przez dziennikarzy tego pisma w słynnym artykule „Wakacje z agentem”. Sąd uznał, że autorzy publikacji są nierzetelni i postępowali niezgodnie z etyką dziennikarską. W tym samym czasie „Gazeta Wyborcza” podała w artykule „Czarne pióra do wynajęcia”, że prokurator Marek Wełna z Krakowa, kierujący śledztwami w największej w kraju aferze paliwowej, jest szantażowany przez PR-owską firmę Media Doradztwo Informacja, która zbiera materiały mające go skompromitować w środkach masowego przekazu. Na łamach „GW” wypowiada się były dziennikarz „Życia” (nie ujawniono jego nazwiska), którego Piotr Wysocki, członek Zarządu MDI, usiłował kiedyś wciągnąć do przygotowania materiałów obciążających jedną z firm konkurujących z Prokomem. Ów reporter był zaskoczony złożoną mu ofertą i informacją, że Wysocki pracuje dla Prokomu, pamiętał bowiem, że gdy był dziennikarzem, zwalczał tę firmę. Gazeta dotarła do dwóch umów na usługi doradcze MDI z PZU. Jedna opiewała na 4,2 mln zł, druga, zawarta na czas nieokreślony, miesięczne wynagrodzenie za PR przewidywała na 25 tys. dol. Ta sama spółka próbowała w 2001 r. zdobyć kontrakt na obsługę medialną Państwowych Portów Lotniczych, podaje „GW”. Dyrektor PPL, Maciej Kalita, ujawnił wtedy, że MDI manipulowała poufnymi informacjami o przetargu na budowę terminalu Okęcie. Ale prokuratura sprawę umorzyła. Spółka zajmowała się też lobbingiem w sprawie biopaliw i telefonii UMTS. Wiceprezesem MDI jest Rafał Kasprów, autor „Wakacji z agentem”. – Nie uprawiamy czarnego PR i to, co zrobiła „Wyborcza”, narusza nasze dobra osobiste. Jeśli redakcja nie opublikuje sprostowania, (14 punktów, kwestionują prawie każde zdanie), wstąpimy na drogę sądową – powiedział mi Piotr Wysocki. Rafał Kasprów dodał, że jest w szoku, bo napisanie tak obraźliwych słów na temat MDI nie było poprzedzone żadnym spotkaniem zaproponowanym przez dziennikarza. Kiedyś uprawiali razem dziennikarstwo śledcze. – Doświadczamy pewnej zawiści środowiskowej – domyśla się przyczyn publikacji. – Spotkałem się z określeniem, że przeszliśmy na ciemną stronę mocy. Czy cel uświęca środki? Co to jest czarny PR? Nawet fachowcy w public relations mają kłopot ze zdefiniowaniem tego pojęcia. – Dezinformacja, szkalowanie, obrzucanie błotem – tak określa to zjawisko Piotr Czarnowski, założyciel i szef First Public Relations. Do tej opinii przychyla się właścicielka Advanced PR, Anna Kniaginin. Prof. Jerzy Olędzki z Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego uważa czarny public relations za propagandę XX w., współczesną metodę manipulacji, oszukiwania ludzi. Wykorzystując fałszywe informacje, dywersję, sabotaż, dezinformację, kamuflaż, demarketing, oszustwa marketingowe, czarną reklamę, propagandę i wojnę psychologiczną, podważa się pozycję i wiarygodność instytucji, organizacji lub konkretnego człowieka. Andrzej Długosz, właściciel agencji PR CrossMedia, wcześniej dziennikarz, twierdzi, że czarny PR różni się od normalnego tylko celem działania. W przypadku tego pierwszego zakłada się zaszkodzenie drugiej stronie, podważenie jej wiarygodności. – Czarny PR – dowodzi Długosz – pojawia się wszędzie tam, gdzie decyzje mające daleko idące konsekwencje finansowe są podejmowane przez wąskie grono i zazwyczaj oparte na przesłankach trudnych do zweryfikowania. To może się zdarzyć np. przy wyborze oferenta w procesie prywatyzacyjnym. Grażyna Bukowska, była rzeczniczka prasowa „Super Expressu” i właścicielka firmy PR-owskiej, twierdzi, że nigdy nie zetknęła się z czarnym PR, choć słyszała, że ta patologia się nasila. Zdaniem Piotra Wysockiego, czarny PR to humbug wymyślony przez dziennikarzy. Mitem jest, że firmy PR-owskie przedstawiają dziennikarzom nieprawdziwe informacje. – MDI – tłumaczy Wysocki – jest agencją, która wyspecjalizowała się w zarządzaniu sytuacją kryzysową. Do nas zgłasza się klient, czyli firma niesłusznie, jej zdaniem, zaatakowana przez media, i pyta, jak się bronić. Na spotkanie z panią przyszedłem z firmy farmaceutycznej, która wypuściła na polski rynek swój lek. By go zareklamować, urządziła atrakcyjne seminarium dla lekarzy – tak robią wszyscy producenci w tej branży. I oto od jakiegoś czasu w gazetach lokalnych zaczęły się pojawiać informacje dyskwalifikujące ów specyfik. Znaleźliśmy dwa takie artykuły na dwóch krańcach
Tagi:
Helena Kowalik






