Czeczenia przed referendum

Czeczenia przed referendum

Sześciokrotnie w minionych kilku latach – ostatni raz w końcu stycznia tego roku – miałem okazję przebywać z ramienia Rady Europy w tej niewielkiej kaukaskiej republice, obszarowo mniejszej od województwa zachodniopomorskiego czy warmińsko-mazurskiego. Nic dziwnego, bowiem mało gdzie we współczesnym świecie sytuacja jest tak napięta i skomplikowana, a zarazem budząca tak wielkie kontrowersje. To właśnie w przypadku konfliktu w Czeczenii i wokół Czeczenii skupiają się jak w soczewce zjawiska i procesy odnoszące się do demokracji, praw człowieka, międzynarodowego terroryzmu, roli armii czy relacji między różnymi cywilizacjami. To tu nazwa stolicy tego terytorium: Grozny – wciąż trafnie oddaje istniejącą rzeczywistość. I choć o świcie w tym mieście obudziły mnie gwałtowne detonacje, wciąż giną ludzie, a w grudniu 2002 r. rebelianci wysadzili w powietrze siedzibę miejscowych władz, w wyniku czego liczba ofiar była niemal tak duża jak w rezultacie wcześniejszej o kilka tygodni akcji terrorystycznej w Moskwie, w teatrze na Dubrowce – dostrzegam symptomy normalizacji. Daleko wszakże do stabilizacji.
Nikt dokładnie nie wie, ilu ludzi zginęło w dwóch wojnach czeczeńskich toczonych w ostatniej dekadzie – tej pierwszej 1994-1996 i tej drugiej od 1999 r. Sto tysięcy czy tylko 30 tys.? Jedno jest pewne – prawa człowieka były naruszane brutalnie przez obie strony konfliktu, zaś skala okrucieństwa okazała się i pozostaje wyjątkowa. Dlatego nie należy podchodzić do całej sprawy w kategoriach czarno-białych, ponieważ obraz jest szczególnie zamazany i nieprzejrzysty. Dziś wśród ludności dominuje uczucie potwornego zmęczenia wojną i pragnienie życia w pokoju i normalności. A to przede wszystkim wymaga zapewnienia minimum bezpieczeństwa.
Nawet na warunki Kaukazu, z tamtejszą mozaiką etniczną i kulturowo-językową, Czeczeni to wyjątkowo nieszczęśliwy naród. Łącznie jest ich ponad półtora miliona, z czego obecnie – według niedawnego spisu oficjalnego – w samej republice ciut ponad milion. Sporo mieszka w Moskwie i okolicach. Zresztą same dane demograficzne stanowią przedmiot ostrych sporów o zabarwieniu politycznym. Nie wchodząc głęboko w historię, po 30 latach walki terytorium to w 1859 r. zostało zajęte przez Rosjan. Pod zarzutem kolaboracji z Niemcami Stalin w 1944 r. zlikwidował odrębną republikę czeczeno-inguską, a jej ludność deportowano do Azji, głównie do Kazachstanu. Jak się szacuje, zginęło wówczas ok. 300 tys. osób. Republikę reaktywowano w 1957 r. – żyła głównie z wydobycia ropy naftowej, a za gospodarkę odpowiadali Rosjanie. W końcowym stadium istnienia ZSRR, w warunkach chaosu politycznego, były generał Dżochar Dudajew (zabity w 1996 r.) proklamował we wrześniu 1991 r. niepodległość Republiki Iczkerii. Jego następcami zostali, znani mi osobiście, Jandarbijew i – wybrany demokratycznie na prezydenta w 1997 r. – Asłan Maschadow. W podzielonym na klany społeczeństwie czeczeńskim kluczową rolę odgrywali jednak przywódcy rodów i dowódcy polowi, a wśród nich Szamil Basajew oraz zmarły ostatnio w więzieniu Salman Radujew. Zachodził proces odrodzenia islamskiego w wersji fundamentalistycznej, zwłaszcza swoiście \”importowanej\” z Arabii Saudyjskiej – wahabickiej.
Po I wojnie czeczeńskiej, którą zakończyło porozumienie w Chasawjurcie w 1996 r., republika de facto była niezależna. Na jej obszarze nie było ani jednego żołnierza rosyjskiego. Władze na Kremlu uznają to obecnie za wielki błąd, ale pozostaje faktem, iż Czeczeni swą szansę wtedy zmarnowali. Powstało państwo bezprawia – mały Afganistan pod rządami talibów. Nie funkcjonował system oświaty ani służby zdrowia. Porywano ludzi dla okupu, kwitł handel bronią i narkotykami. Po niewyjaśnionych do końca akcjach wysadzenia budynków w Moskwie, Bujnaksku i Wołgodońsku, jesienią 1999 r. rozpoczęła się operacja wojsk rosyjskich, zakończona – po dramatycznych walkach – zdobyciem Groznego w lutym 2000 r. Na tym tle doszło do umocnienia władzy prezydenta Putina, opowiadającego się za zdecydowanymi rozwiązaniami. Do dziś centrum tego miasta – złożone z wypalonych wieżowców – wywiera koszmarne wrażenie, choć mieszka w nim już łącznie ponad 200 tys.; gdy byłem wówczas, było tam może 10-15 tys. osób. Tak zapewne musiała wyglądać Warszawa po powstaniu i po wyzwoleniu.
Władze rosyjskie od początku konsekwentnie argumentowały, iż walczą w Czeczenii z międzynarodowym terroryzmem, z siłami związanymi z tymi, które stały za zamachami na Nowy Jork i Waszyngton 11 września 2001 r. To rozumowanie – wcześniej raczej odrzucane przez opinię światową – po wydarzeniach w USA coraz częściej było podzielane. Dziś nadal – w górach – walczy ok. tysiąca dobrze uzbrojonych separatystów, w tym spore grono cudzoziemców, mających podobno związki z Al Kaidą. Część z nich w ciągu dnia zachowuje się jak normalni ludzie, a nocami sięga po oręż. Przemoc rodzi przemoc, a zbrodnia zbrodnię. Dlatego wciąż istnieje konieczność całkowitego wyjaśnienia wszelkich przestępstw popełnionych zarówno przez żołnierzy rosyjskich, jak i separatystów czeczeńskich. Także – ustalenia losu tysięcy ludzi zaginionych w toku wojny, porwanych i często torturowanych.
Powróciłem z Czeczenii i Inguszetii z pewną nadzieją. Mimo wszystko życie powoli powraca do normy. Działają szkoły i uczelnie, szpitale i banki. Ruszyły niektóre zakłady i wydobywa się już 5 tys. ton ropy dziennie. Do republiki przybywają ludzie, także do Groznego, choć sytuacja humanitarna jest wciąż dramatyczna. W sąsiedniej biednej, półmilionowej Inguszetii, gdzie bezrobocie wynosi 85% (sic) nadal przebywa 65 tys. uchodźców czeczeńskich, z których 17 tys. mieszka w namiotach. Na odbudowę kraju potrzebne są ogromne środki.
Nikt nie ma chyba dziś wątpliwości, iż Czeczenia pozostaje częścią składową Federacji Rosyjskiej – jako jeden z jej 89 podmiotów prawnych. Ważne jest jednak, by była rządzona demokratycznie. Mało realne są rozmowy z rebeliantami pozostającymi w górach, w tym z Maschadowem. Spora część z nich włączyła się zresztą w normalne życie. Ahmed Kadyrow – obecny szef administracji czeczeńskiej, mianowany przez Moskwę – sam walczył z bronią w ręku przeciwko Rosjanom na początku ubiegłej dekady. Ale potrzeba władzy wybranej demokratycznie. Dlatego 23 marca br. odbędzie się w Czeczenii referendum konstytucyjne, które ma utorować drogę do przyjęcia rozwiązań gwarantujących autonomię tej republiki w ramach Rosji (np. typu Tatarstanu) oraz doprowadzić do wyborów (prawdopodobnie w grudniu 2003 r.) regionalnego, dwuizbowego parlamentu, a także prezydenta.
Niektórzy obserwatorzy mają wątpliwości co do tego, czy sytuacja dojrzała do takiego rozwiązania. Ale pojawiło się światełko na końcu tunelu. Zawsze lepiej szukać rozstrzygnięć przy urnach wyborczych niż na polu walki.

Autor jest sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów; wiceprzewodniczącym Zgromadzenia Rady Europy, przewodniczącym Komisji ds. Migracji, Uchodźców i Demografii Zgromadzenia. Kierował wieloma misjami humanitarnymi Rady Europy, m.in. na obszarze byłej Jugosławii, w Czeczenii i w Rwandzie.

Wydanie: 12/2003

Kategorie: Świat