Człowiek orkiestra i jego pomysły

Człowiek orkiestra i jego pomysły

Coraz ciekawsze wieści docierają do nas o politologu, specu od marketingu i PR, który zrobił prawdziwą karierę na polskiej kolei, czyli o Jacku Prześludze. Wspominaliśmy już o nim w „Przebłyskach” (nr 16). Człowiek orkiestra, można by rzec, geniusz kolejowy. Nasz geniusz odpowiedzialny jest m.in. za – jak to się teraz ładnie nazywa – rewitalizację dworców kolejowych, czyli ich remonty. Pomysły ma niesamowite. Na warszawskim Centralnym najpierw chciał przenosić kasy ze wschodniej strony hali dworcowej na zachodnią, by w zwolnionym miejscu urządzić centrum handlowe. Kasy się ostały, więc teraz zamarzył sobie, by w poczekalni zrobić… salon motocyklowy! Po co? Chyba tylko po to, żeby wkurzeni na PKP ludzie zamiast tłoczyć się na peronach, kupili motor i szybciej dojechali nim do celu niż pociągiem. Inny pomysł to boiska do squasha. W ten sposób ci, którzy dostaną białej gorączki w kolejce do kas biletowych, będą mieli gdzie odreagować.
A skoro jesteśmy przy kasach. Otóż na Centralnym, jak zresztą na wielu innych dworcach, oprócz kas należących do PKP są kasy ajencyjne. Te pierwsze zlokalizowane są w holu głównym, te drugie – w galeriach podziemnych. Kas PKP jest bodaj 16 (przy okazji przenosin geniusz chciał zmniejszyć ich liczbę o połowę), tych drugich także kilkanaście. Ich właściciele mają umowy z dwoma kolejowymi podmiotami – PKP InterCity (od nich dzierżawią terminale kasowe) i d. PKP Nieruchomości (te użyczają miejsce na dworcu). Wszystkie kasy cieszą się ogromną popularnością. I nagle przy okazji remontu dworca PKP InterCity wypowiedziały umowy ajentom i zmniejszyły drastycznie liczbę punktów sprzedaży. Z kilkunastu do kilku. W InterCity można usłyszeć, że zmieniła się polityka sprzedażowa firmy, bo coraz więcej ludzi kupuje przez internet, poza tym będą kasy automatyczne. Argumenty ajentów, że w ich kasach sprzedaż cały czas rośnie, nie zrobiły na InterCity żadnego wrażenia, choć spółka dostaje z tego tytułu po kilkadziesiąt milionów złotych rocznie. – Albo przyjmujecie nowe warunki,
albo dziękujemy – usłyszeli ajenci.
– I nie podlega to negocjacjom.
Skąd zatem pomysł, by firma sama pozbawiała się dochodów? Wydawałoby się to nielogiczne, ale… Na dworcu mówi się – bo jest to tajemnicą poliszynela – że wszystko stało się za sprawą Jacka Prześlugi. Otóż pewien członek zarządu PKP, Jacek Prześluga, postanowił wyrugować ajentów. W tym celu zlecił członkowi rady nadzorczej spółki PKP InterCity, Jackowi Prześludze, aby ten wydał stosowne zalecenia, by owe kasy zredukować i później zlikwidować. Po co? By w opróżnionych miejscach otworzyć nowe kasy ajencyjne, należące już nie do ajentów, tylko do innej spółki PKP, pod nazwą Dworzec Polski, której prezes, Jacek Prześluga, postanowił na tym zarobić! Prawda, jakie to proste?!
Powie ktoś – a może tak będzie lepiej i taniej? Nie sądzimy. Wiemy, że po kasach ajencyjnych chodziły emisariuszki Jacka Prześlugi i pytały kasjerki: – Ile pani tu zarabia? My damy za dniówkę 10 zł więcej! Poza tym przecież powszechnie wiadomo, że nowy moloch, jakim już jest firma Dworzec Polski, na pewno będzie miała wyższe koszty osobowe. I będzie to musiało się odbić na cenach biletów. No, chyba że do nowych kas biletowych będziemy – jak do prawie całych PKP – dopłacać my, podatnicy…

Wydanie: 21/2011

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy