Pryszcz lustracyjny

Pryszcz lustracyjny

Włodzimierz Odojewski przekonał się, że moda na IPN-owskie opluwanie nie ma końca

Niejeden już przekonał się, że dzika, żywiołowo prowadzona polska lustracja i szperanie w aktach byłej Służby Bezpieczeństwa z pomocą fanatyków z Instytutu Pamięci Narodowej przynosi mnóstwo szkód. Niszczy się autorytety, zadaje cierpienia poszkodowanym przez dawny system, a w rezultacie powstałego zamieszania fałszuje obraz naszej najnowszej historii. A ponoć autorom lustracji chodziło o coś przeciwnego, o prawdę historyczną i oczyszczenie…
Ostatnio pryszcz lustracji dokuczył znakomitemu pisarzowi Włodzimierzowi Odojewskiemu. Niby wysokiej pozycji w literaturze mu nie odebrał, ale zaufanie czytelników zostało nadszarpnięte. Ci zaś, którzy książek w ogóle nie czytają, a historię widzą w sposób uproszczony, mają jeszcze jeden dowód, „jak system niszczył naród, a donosiciele się bogacili”.
Artykuł Krzysztofa Masłonia „Kryptonim ťWOŤ”, który ukazał się w „Rzeczpospolitej” w grudniu ub.r., zaczyna się zdaniem: „Pisarz Włodzimierz Odojewski był w latach 60. tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa – ustaliła na podstawie archiwów Instytutu Pamięci Narodowej Joanna Siedlecka”.
Właściwie reszty można nie cytować, bo przyzwyczailiśmy się już do sensacji tego typu. Można jedynie westchnąć: I jego też dopadli!
Włodzimierz Odojewski ma dziś 79 lat. Od 1971 r. mieszka poza krajem, do Polski przyjeżdża sporadycznie. Kilka lat temu po śmierci żony ożenił się po raz drugi. Patrzy dziś na otaczającą go rodzimą rzeczywistość oczami człowieka schorowanego, zmęczonego, a ostatnio także boleśnie zranionego. Czy jest ktoś, komu w swym bogatym życiu zaszkodził? Czy ktoś czuje do niego urazę i chęć zemsty? Być może jest taki ktoś, ale lista tych, którym pomagał na niwie twórczości literackiej, wydaje się dużo dłuższa. Gdy w latach 60. współtworzył Studio Współczesne Teatru Polskiego Radia, potrafił przyciągnąć do pisania słuchowisk najwybitniejszych literatów ówczesnej doby. Także w kolejnej dekadzie, gdy już jako emigrant objęty w kraju cenzorskim zapisem i „wyklęty”, był kierownikiem literackim Rozgłośni Polskiej RWE, to współpracował i dawał zarobić 160 pisarzom z Polski.
Tymczasem książka „Kryptonim ťLirykaŤ”, której promocją miał być wspomniany artykuł, napisana przez osobę dużo młodszą, niemającą chyba żadnego powodu, by atakować pisarza, przytacza informacje, że Włodzimierz Odojewski jako tajny współpracownik SB zaszkodził wielu swoim kolegom. Padają nawet nazwiska.

Zranić łatwo, wyjaśnić prawie niemożliwe

Co może zrobić człowiek, na którego spada takie oskarżenie? W polskiej rzeczywistości – niewiele. Może oświadczyć, że to nieprawda, ale przecież dobrze wiadomo, że „każdy drań chce się bronić i dowodzić swej niewinności”. Może też prosić o jakieś świadectwa tych, którym rzekomo miał szkodzić. Oba te działania Włodzimierz Odojewski podjął, ale żadnej ulgi to nie przyniosło, bo taka jest istota lustracyjnej kalumnii.
I aby było jasne – to nie rzekomo poszkodowani przez Odojewskiego postanowili opublikować jego „teczkę” z SB (zresztą takiej teczki podobno nie ma, zachowały się tylko rozproszone w różnych miejscach notatki). Opublikowała te informacje „bezinteresownie” znana dziennikarka, która dotarła do dokumentów w IPN, wymienieni zaś przez nią poszkodowani próbują jakoś Odojewskiego bronić. Dziwne, że Joanna Siedlecka znająca osobiście pisarza nie znalazła czasu ani ochoty, aby zwrócić się do niego o zajęcie stanowiska.
Pisarz Jarosław Abramow-Newerly też w „Rzeczpospolitej” opublikował krótkie wyjaśnienie, że zarzuty stawiane Odojewskiemu są nieprawdziwe. „Z nękania przez UB Odojewski zwierzał się mojemu Ojcu (Igorowi Newerlemu), który interweniował na jego rzecz u Jerzego Putramenta”, pisze Abramow-Newerly. „Na pewno zaś nie donosił na mojego Ojca czy swoich bliskich przyjaciół. To absurd”.
Autor tego listu przypuszcza, że zajmujący się literatami funkcjonariusz Krzysztof Majchrowski, który dosłużył się stopnia generała, zmyślał, aby wykazać się inwencją.
Literat Jerzy Sito napisał w odpowiedzi na list Odojewskiego jeszcze ostrzej. „Odmówiłem czytania tych ubeckich bredni”.
Niestety większość z listy „poszkodowanych” przez Włodzimierza Odojewskiego już nie żyje i nie napisze żadnych oświadczeń. Tym gorzej dla oskarżonego. Zresztą sprawca obecnych kłopotów, były funkcjonariusz SB Krzysztof Majchrowski, który zdaniem Odojewskiego „oprawiał pół Związku Literatów Polskich”, też przed kilku laty odszedł w „krainę wiecznych łowów”. Jego dawne ofiary dały mu spokój i być może dziś żałują wspaniałomyślności i miłosierdzia.

Skala kłamstwa

„W artykule o mnie – pisze Odojewski w swojej „mowie obrończej” – znajduję poza banałami, należącymi do ówcześnie powszechnej środowiskowej wiedzy, około sześćdziesięciu procent kłamstw i kłamliwych insynuacji. (…) Wśród przypisywanych mi śmieci jest wiele budzących śmiech! Podobno przekazywałem coś Majchrowskiemu na Słonimskiego. Otóż Słonimskiego nie znałem osobiście. Marię Dąbrowską i Annę Kowalską dwa razy odwiedziłem w ich mieszkaniu ze swoim przyjacielem Władysławem Lechem Terleckim, pozostał po tym ślad w pamiętnikach obu pań. Nie znałem osobiście Henryka Gaworskiego. Nigdy nie zetknąłem się z Andrzejem Brychtem. Nie znałem Pawła Jasienicy i nigdy się z nim osobiście nie zetknąłem. Nie znałem Jerzego Leca ani Leopolda Buczkowskiego. (…) Nie znałem, nie spotkałem się nigdy z Oskarem Tauschinskim ani z Wilhelmem Johannysonem. Nie znałem i nigdy nie zetknąłem się z Kazimierzem Wierzyńskim, z Aleksandrem Jantą-Połczyńskim, z krytykiem Andrzejem Biernackim, z Aleksandrem Maliszewskim. (…) Zaskakuje mnie także wiadomość, jakobym przekazywał ujemne uwagi na temat Kunstmanna; otóż on był moim tłumaczem i dzięki niemu zarabiałem spore jak na ówczesną Polskę pieniądze. A już doprawdy domu wariatów jest warte twierdzenie, jakobym donosił na Igora Newerlego, ojca chrzestnego mojego literackiego dzieciństwa, człowieka, któremu relacjonowałem dokładnie każde spotkanie z Majchrowskim”.
Trochę za wiele tych nieścisłości w szkalujących tekstach o Włodzimierzu Odojewskim przepisanych bezkrytycznie z materiałów dostępnych w IPN. Ale jest jeszcze podłość niezwiązana z działalnością instytutu, już całkiem nowego domowego chowu. To pojawiające się w owych tekstach sugestie, że Włodzimierz Odojewski wzbogacił się na rzekomym donosicielstwie… domek w Alpach, posiadłość we Francji… We Francji w istocie mieszka córka pisarza, która tam założyła rodzinę, a w Alpach…
– Proszę napisać – mówi Barbara Lewkowicz, żona Włodzimierza Odojewskiego – że takie insynuacje obrażają mnie osobiście. Domek ten zbudowaliśmy z moim pierwszym, nieżyjącym już mężem, znanym w Niemczech architektem.
Odojewskiemu przypomina się Ryszard Kapuściński, któremu pod koniec życia teczka z IPN dostarczyła wiele zgryzoty. Po publikacji w prasie pisarz domagał się dostępu do wszystkich materiałów na jego temat, ale nie było mu dane zakwestionować choćby jednego świstka. Choroba, która go dopadła, była szybsza od procedur IPN.

Wydanie: 11/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy