Czy małe jest piękne?

Czy małe jest piękne?

Pracownicy mikrofirm zarabiają o jedną trzecią mniej niż osoby zatrudnione w budżetówce i większych przedsiębiorstwach

Bierz sprawy w swoje ręce, załóż firmę, bądź liderem rozwoju. Niech żyje wolny rynek, w końcu każdy człowiek kieruje się zasadą korzyści materialnej. Najnowszy raport GUS o mikrofirmach dowodzi, że ostatnim, który na taką korzyść może liczyć, jest pracownik.

Mikrofirmy (przedsiębiorstwa zatrudniające do dziewięciu pracowników) to znaczący segment gospodarki. Na koniec 2019 r. znalazło tam zatrudnienie 4,23 mln osób. To niemal tyle samo co w budżetówce (4,34 mln osób).

W 2019 r. mikrofirmy płaciły zatrudnionym średnio 3,3 tys. zł brutto, tymczasem w budżetówce można było zrobić średnio 5,11 tys. zł. Najlepszą kondycją portfeli cieszyli się jednak pracownicy w większych zakładach. Pod koniec 2019 r. zarabiali średnio 5,17 tys. zł brutto. W uproszczeniu oznacza to, że pracownicy mikrofirm zarabiają brutto tyle, ile osoby zatrudnione w budżetówce i większych przedsiębiorstwach dostają netto. Czyli o jedną trzecią mniej!

Ta rozbieżność jest różnie interpretowana. Część pracodawców uważa, że nie mają środków na podnoszenie wynagrodzeń. Za ten stan winią systematycznie zwiększaną płacę minimalną. Twierdzą, że to rynek i konkurencja powinny regulować poziom wynagrodzeń, a nie rozporządzenia rządu.

Twarde dane dowodzą jednak, że w 2019 r. zyski brutto mikrofirm stanowiły 14% ich przychodów ogółem. Rok wcześniej – 13,2%. W liczbach bezwzględnych to, bagatela, 24 mld zł więcej. Przez jeden rok! W ciągu pięciu lat, mimo corocznych podwyżek płacy minimalnej, zyski urosły aż o 53%. Czyli o 20% więcej niż płaca minimalna. Upada zatem teza o obniżaniu rentowności mikrofirm poprzez systematyczny wzrost płacy minimalnej. Co więcej, z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że gdyby nie ustawowy wzrost płacy minimalnej, to pomimo zwiększającej się zyskowności małych firm wynagrodzenie pracowników rosłoby tylko nieznacznie.

Biorąc pod uwagę rażącą różnicę między średnią płacą pracowników w mikrofirmach a wynagrodzeniami zatrudnionych w dużych przedsiębiorstwach, można stwierdzić, że ci pierwsi są największymi beneficjentami urzędowej płacy minimalnej (od tego roku jest to 2,8 tys. zł brutto).

Osobną, ale równie ważną kwestią jest strategia budowania konkurencyjności mikrofirm. Powyższe dane wskazują, że opiera się ona na niskich płacach i niskich kosztach pracy, a nie na innowacyjności. To szczególnie istotne, gdy uświadomimy sobie, że kluczową barierą rozwoju społeczno-gospodarczego Polski jest tzw. pułapka średniego dochodu. Wyjściem z tej pułapki jest przestawienie gospodarki na tory konkurowania innowacyjnością. Wszystko jednak wskazuje, że zrobią to nie mikro- ani małe przedsiębiorstwa, ale duże firmy. Postawię w tym miejscu być może przewrotne pytanie: czy to nie oznacza, że zamiast promować mikrofirmy, powinniśmy raczej postawić na rozwój dużych przedsiębiorstw? I to nie tylko z powodu troski o interesy pracowników, ale także z myślą o przyszłości polskiej gospodarki.

Trzeba też zadać pytanie, dlaczego pracownik w dużej firmie zarabia na tym samym stanowisku znacznie więcej niż jego odpowiednik w mikroprzedsiębiorstwie. Z czego to wynika? Czy jest uczciwe? Czy małe firmy są rzeczywistym motorem rozwoju gospodarczego? I równie ważne – czy przyczyniają się do postępu cywilizacyjnego, odpowiedzialnie chroniąc prawa człowieka, obywatela, pracownika?

Chciałbym tutaj przytoczyć fragment interesującej wypowiedzi w kwestii wynagrodzeń: „Sprawiedliwa zapłata bierze pod uwagę w pierwszym rzędzie i przede wszystkim podmiot, to znaczy pracownika. Przyznaje mu rolę wspólnika i współpracownika w procesie produkcji i wynagradza go za to, czym on jest w tym procesie, a nie tylko za to, co wyprodukował. Trzeba w niej brać pod uwagę, oczywiście, członków rodziny pracownika i ich prawa po to, aby mogli we wspólnocie żyć w sposób godziwy i w ten sposób posiadali należyte warunki dla własnego rozwoju i dla wzajemnej pomocy. Zapłata robotnika musi być taka, ażeby on i jego rodzina mogli korzystać z dobrodziejstw kultury i dawać im również możliwość przyczyniania się z kolei do podnoszenia kultury kraju i narodu”.

Wbrew pozorom słowa te nie pochodzą od XIX-wiecznych socjalistycznych utopistów. Ich autorem jest polski papież, Jan Paweł II. Jako pracownik i szef centrali związkowej w pełni utożsamiam się z tymi słowami. Wydaje się zasadne, aby to przesłanie znalazło oddźwięk na gruncie stosunków gospodarczo-społecznych w Polsce. Dlatego oczekiwałbym od naszych partnerów w Radzie Dialogu Społecznego – pracodawców i strony rządowej – szczerej, merytorycznej i konstruktywnej debaty poświęconej sytuacji pracowników zatrudnionych w mikrofirmach. Dla OPZZ jedną z opcji rozwiązania problemu jest rozwój branżowych układów zbiorowych pracy. Trzeba o tym porozmawiać, bo wiele wskazuje na to, że małe nie zawsze jest piękne.

Andrzej Radzikowski jest przewodniczącym OPZZ

fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 9/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy