Czy wiara jest dla nas dobra?

Czy wiara jest dla nas dobra?

Obywatele krajów zeświecczonych – z najwyższym procentem ateistów i agnostyków – cieszą się najlepszym zdrowiem, najdłuższym życiem i największym zakresem wolności osobistej

Wszyscy ludzie pobożni: chrześcijanie, muzułmanie, żydzi i sikhowie zgadzają się co do jednego: oddawanie czci Bogu i posłuszeństwo jego przykazaniom jest niezbędnym warunkiem istnienia zdrowego społeczeństwa. Ortodoksyjni rabini na okupowanym Zachodnim Brzegu, wahabiccy szejkowie w Arabii Saudyjskiej, papież w Watykanie i mormoni w Salt Lake City wzywają do tego samego: jeśli chcecie szczęśliwego, bezpiecznego i pomyślnego życia dla siebie i swoich bliźnich, Bóg i jego wola muszą zajmować centralne miejsce w waszych sercach i umysłach.
Większość ludzi bogobojnych łączy również przekonanie, że odrzucenie Boga i nauczania moralnego Kościoła musi prowadzić do rozkładu życia społecznego. Wszelkie plagi społeczne: przestępczość, biedę, zły stan oświaty czy epidemię AIDS przypisują oni słabnącym wpływom religii. Szczególnie żenującym przykładem tej postawy były surowe napomnienia amerykańskich „teleewangelistów”, którzy winą za zamachy z 11 września 2001 r. obarczali liberałów i ludzi postępowych, którzy odrzucili Boga ze sfery publicznej.
Gdyby ta głoszona teoria religijna była prawdziwa, należałoby się spodziewać, że najmniej religijne społeczeństwa na Ziemi

byłyby bastionami przestępczości,

biedy i śmiertelnych chorób, a społeczeństwa najbardziej religijne – krainami wszelkiej pomyślności. Tymczasem porównanie krajów najbardziej religijnych i najbardziej niereligijnych ujawnia wręcz przeciwną tendencję. To kraje zeświecczone – te z najwyższym procentem ateistów i agnostyków – okazują się najbardziej stabilne i zamożne. Ich obywatele cieszą się najlepszym zdrowiem, najdłuższym życiem i największym zakresem wolności osobistej. Jednocześnie kraje najbardziej religijne, w których wiara i kult odgrywają dominującą rolę w życiu prywatnym i społecznym, są najbardziej niestabilne, najuboższe, najbardziej represyjne i zagrożone największą przestępczością.
Z jednym wszakże zastrzeżeniem. To, co powiedzieliśmy wyżej, odnosi się przede wszystkim do krajów, w których ateizm był wolnym wyborem coraz bardziej racjonalnych społeczeństw (jak w Szwecji, Holandii czy Japonii), a w mniejszym lub nawet wcale do krajów, w których społeczeństwu ateizm narzucono (jak w Korei Południowej, na Łotwie czy w byłej NRD). Kraje, w których ateizm wymuszono, zmagają się z wieloma problemami społecznymi, jakie rodzi władza autorytarna: z korupcją, stagnacją gospodarczą i wysoką przestępczością.
Raport na temat rozwoju społecznego ONZ z roku 2005 obejmuje 177 krajów uporządkowanych według „wskaźnika rozwoju społecznego”, skonstruowanego na podstawie takich kryteriów rozwoju jak przeciętna długość życia, alfabetyzacja, dochód na głowę mieszkańca, poziom wykształcenia etc. Według tego opracowania, spośród 25 krajów najbardziej rozwiniętych wszystkie poza USA i Irlandią należą także do krajów o najwyższej stopie organicznego ateizmu. Jednocześnie w 50 krajach z dolnej części listy liczba ateistów jest tak mała, że nie są oni w ogóle ujęci w statystykach.

Kraje zsekularyzowane

mogą się pochwalić najniższą stopą śmiertelności niemowląt, kraje religijne – najwyższą. Spośród 225 krajów objętych raportem CIA z roku 2007 25 krajów o najniższej stopie śmiertelności niemowląt wykazywało jednocześnie wysoki poziom organicznego ateizmu. Jednocześnie dane z 75 krajów o najwyższej śmiertelności niemowląt w ogóle nie uwzględniają ateistów.
Nie inaczej kształtują się dane na temat ubóstwa. Według Raportu ONZ na temat sytuacji społecznej na świecie (2003), wśród 40 najuboższych krajów świata wszystkie poza Wietnamem cechuje bardzo wysoki poziom religijności i brak lub minimalna liczba ludzi niewierzących.
Kraje o wysokiej liczbie organicznych ateistów należą również do najbardziej egalitarnych pod względem płci, podczas gdy w krajach religijnych dyskryminacja kobiet jest szeroko rozpowszechniona. Według opracowanej przez Ronalda Ingleharta i Pippa Norrisa „skali równości kobiet i mężczyzn”, z dziesięciu krajów, w których idea równości płci ma największe poparcie, wszystkie poza USA i Kolumbią należą do najbardziej niereligijnych, a dziesięć krajów najbardziej równości niechętnych – należy również do najbardziej pobożnych. W opracowaniu „Human Values and Social Change” Inglehart zauważył ponadto, że w parlamentach krajów świeckich, takich jak Szwecja, Dania i Holandia, kobiety stanowią najwyższy odsetek deputowanych. Najmniej posłów płci żeńskiej znajdujemy za to w takich krajach jak Iran, Pakistan czy Nigeria. Podobnie kształtują się postawy wobec homoseksualizmu.
Jedynym wskaźnikiem zdrowia społecznego, który zdaje się przemawiać na korzyść społeczeństw bardziej religijnych jest liczba samobójstw. Ludzie wierzący w Boga popełniają je rzadziej. Na tle tych danych szczególnie interesujący jest przypadek USA – wraz z Irlandią najbardziej religijnego kraju wśród państw uprzemysłowionych.

Odsetek ludzi religijnych

w tym kraju – tych np., którzy wierzą, że Chrystus był synem Boga lub że Biblia jest słowem bożym – należy do najwyższych na świecie. Jednocześnie Stany Zjednoczone zajmują wysokie, ósme miejsce na liście krajów najbardziej rozwiniętych. Jeśli jednak porównamy je z innymi rozwiniętymi krajami demokratycznymi, takimi jak Kanada, Japonia lub kraje Europy Zachodniej, pozycja USA gwałtownie się obniża. Stany Zjednoczone mają wyższą stopę zabójstw, ubóstwa, otyłości i bezdomności niż inne kraje rozwinięte. Są również jedyną zamożną demokracją, w której obywatele nie korzystają z powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego.
Przytoczone wyżej dane nie dowodzą oczywiście, że wysoki poziom organicznego ateizmu jest wyłączną przyczyną zdrowia społecznego ani że niski jego poziom skutkuje automatycznie nasileniem się takich plag jak bieda lub analfabetyzm. Zamożność i wszelka pomyślność społeczeństw jest wynikiem działania wielu czynników historycznych, gospodarczych i socjologicznych. Zebrane przez nas dane pozwalają jednak na stwierdzenie, że upadek wiary nie prowadzi do cywilizacyjnego załamania, upadku moralnego i erozji obyczajów. Jest raczej odwrotnie. Wiara w Boga może dawać pocieszenie i poczucie sensu życia jednostkom, jednak w skali społecznej okazuje się znacznie mniej korzystna niż światopogląd racjonalistyczny, który przychodzi w jej miejsce. Jeśli chcecie żyć w społeczeństwie bardziej sprawiedliwym, bardziej przyjaznym i szczęśliwszym, nie szukajcie recept na bolączki w religii albo w tzw. społecznej nauce Kościoła. Religijne recepty nie są i nigdy nie były skuteczne. Szukajcie raczej tam, gdzie poszły w zapomnienie.

Tłum. Krzysztof Tanewski

 

Wydanie: 2007, 32/2007

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy