Dąbrowszczacy to dopiero początek

Dąbrowszczacy to dopiero początek

Młodzi ludzie mają dość prawicowego przekłamywania historii

– Dąbrowszczaków zostaje! – takie było hasło młodych ludzi, którzy mimo zimna zorganizowali akcję na ulicach warszawskiej Pragi. W pobliżu Bazaru Różyckiego zbierali podpisy pod petycją i rozdawali ulotki. Większość aktywistów była przed trzydziestką. Zaczepiali przypadkowych ludzi, najczęściej okolicznych mieszkańców, i wyjaśniali, że walczą o utrzymanie nazwy ulicy Dąbrowszczaków. Ulica, chociaż niewielka, jest dobrze znana szczególnie starszym mieszkańcom Pragi. Tym właśnie, którzy powtarzają, że są nie z Warszawy, tylko z Pragi, bo Warszawa dla nich zaczyna się dopiero za Wisłą. Ulotka była wzorowana na tablicach, którymi oznacza się nazwy ulic. To dzięki niej znalazłam fanpage akcji „Łapy precz od Dąbrowszczaków!” i skontaktowałam się z Maciejem i Jeremim. Maciej zaproponował spotkanie we trójkę: – Mamy chyba podobne motywy walki o Dąbrowszczaków.

Razem z Jeremim koordynują całą akcję w mediach społecznościowych.

Odkrywanie historii

Maciej Sanigórski zjawia się w kawiarni jako pierwszy. Ubrany na czarno, z brodą i kolczykami w uszach, chodzi o kulach – jest w trakcie rehabilitacji po złamaniu nogi. Ma 26 lat, studiował socjologię.

Przeprasza za spóźnienie Jeremiego, który ma kłopoty z dojazdem. Od razu zaczynamy rozmowę, bo Maciej rwie się do opowiadania. Pytany o zainteresowanie ulicą Dąbrowszczaków odpowiada, że pozostawienia nazwy domaga się z powodu swoich przekonań: – Jestem związany z lewicą i tradycją lewicową. Dlatego od początku obserwował akcję dekomunizacji ulic. – Kiedy okazało się, że obejmie ona też ulicę Dąbrowszczaków, uznałem, że idzie to za daleko i trzeba coś zrobić – wyjaśnia.

Dołącza do nas Jeremi Galdamez. Jest rok młodszy od Macieja, skończył socjologię na Uniwersytecie Warszawskim i tak jak Maciej angażuje się w działalność lewicową. Obaj należą do Ogólnopolskiego Związku Zawodowego „Inicjatywa Pracownicza”. Razem wielokrotnie organizowali akcje, które wprawdzie miały mniejszą skalę niż obrona ulicy, ale wymagały dużego wysiłku. I zapału, którego im nie brakuje. W przypadku Dąbrowszczaków chcieli trafić do szerszego grona odbiorców. Udało się – o ich działaniu piszą media.

Przez prawicę są mocno krytykowani, ale nawet w kręgach lewicowych słyszeli, że ich akcja nie ma sensu, bo mogą zostać nazwani komunistami. Mimo to buntują się. I w tym, co robią, sensu widzą coraz więcej. Zaczęli od złożenia kwiatów pod pomnikiem ku czci poległych i zmarłych dąbrowszczaków na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach i przygotowania akademii historycznej. – Zaprezentowaliśmy tam fragmenty filmów z wypowiedziami dąbrowszczaków i wiersze, opowiedzieliśmy o ich losach od wybuchu wojny – mówi Jeremi. – Warszawski Chór Rewolucyjny śpiewał piosenki, m.in. Marsz Brygady Dąbrowskiego, niewykonywany w Polsce chyba od 70 lat – dodaje. Na kolejną akcję – pod Instytutem Pamięci Narodowej – przyszło prawie sto osób. – Ludzi jest coraz więcej; jeszcze nie setki, ale patrząc na sytuację w Polsce, gdzie ta lewicowa historia jest dopiero odzyskiwana, świadczy to o dużym zainteresowaniu – podkreśla Jeremi.

Wspierają ich nie tylko warszawiacy. – Dzięki naszej działalności w sieci mamy poparcie ludzi z całej Polski. Ulice Dąbrowszczaków są w wielu miastach, więc internet okazuje się najlepszą metodą dotarcia do innych młodych – tłumaczy Maciej. Działanie na rzecz pamięci o żołnierzach walczących przeciwko reżimowi Franco przynosi efekty, coraz więcej osób ich kojarzy. – Jeszcze dwa lata temu o tej formacji się nie mówiło. Ci, którzy byli związani z dąbrowszczakami, znali ich historię, ale większość niestety nie wiedziała o nich nic – wskazuje Jeremi.
IPN uzasadnił konieczność zmiany nazwy ulicy tym, że dąbrowszczacy walczyli po stronie komunistów. Na stronie internetowej widnieje jednoznaczny opis. „»Dąbrowszczacy« – pojęcie odnoszące się do komunistów i innych ochotników (przede wszystkim narodowości polskiej) – członków XIII Brygady Międzynarodowej im. Jarosława Dąbrowskiego w czasie wojny domowej i sowieckiej interwencji w Hiszpanii (…)”.

Maciej i Jeremi uważają takie podejście za niezgodną z prawdą manipulację. – Dąbrowszczacy ochotniczo ruszyli do walki, bo widzieli narastający faszyzm i tendencje autorytarne – tłumaczy Maciej, który bardzo dobrze czuje się w tematach historycznych. – W Hiszpanii faszyzm wystąpił przeciwko legalnie wybranym rządom. Dąbrowszczacy uznali, że pojadą tam wspierać siły demokratyczne. I jak się później okazało, Hiszpania była preludium do II wojny światowej. Te samoloty, które bombardowały hiszpańskie miasta, bombardowały później Warszawę – ciągnie z pasją Maciej. Podkreśla, że o dąbrowszczakach czytał w książkach, bo na lekcjach ta część historii została pominięta. To też go denerwuje, bo uważa, że historia ma wychowywać młode pokolenie, dawać wzory do naśladowania. A gdzie teraz szukać wzorców? – Telewizji nawet nie warto włączać – mówią zgodnie obaj.

Im się chce

Największe poparcie dla akcji wyrażają mieszkańcy ulicy, którzy nie chcą zmiany nazwy. Przyzwyczaili się do niej i nie chcą dodatkowych problemów ze zmianą dokumentów. Cieszą się, że reprezentują ich młodzi ludzie, którym chce się działać w ich imieniu. O zbiórce podpisów więcej opowiedziała mi Sylwia Borowska, do której kontakt dostałam od Sanigórskiego i Galdameza. Spotykam się z nią kilka dni później na Krakowskim Przedmieściu – miała przyjść z chłopakiem, który bezpośrednio koordynował akcję zbierania podpisów, ale coś mu wypadło. Drobna blondynka, studentka historii na UW. Jest przyjaciółką Macieja i Jeremiego i widać, że w sprawę obrony dąbrowszczaków bardzo się zaangażowała. – Najbardziej bulwersujące dla mnie jest ciągłe powtarzanie, że byli komunistami. A to nieprawda, bo większość nie popierała żadnego ruchu partyjnego ani nurtu politycznego. Wśród nich byli komuniści, socjaliści, piłsudczycy, demokraci – mówi. Tymczasem każdy został oceniony negatywnie. – A wszyscy, niezależnie od swoich racji, wiedzieli, że jeśli padnie Madryt, padnie też Warszawa. To było ich główne hasło – dodaje.

Podobnie jak Maciej zwraca uwagę na to, że nikt o dąbrowszczakach nie uczy – ani w szkole, ani na studiach. Ona również musiała szukać informacji i książek na własną rękę. Podkreśla, że opowieść o losach tych żołnierzy jest niezwykła, bo ludzie, mimo różnic w poglądach, potrafili skupić się wokół wyższej idei. – Ich oczywistym celem było to, żeby faszyzm nie opanował całej Europy. Za to właśnie należy im się szacunek.

Sylwia tak jak Jeremi i Maciej jest zaangażowana w sprawę ze względu na swoje poglądy – od września 2015 r. jest związana z partią Razem. To jej chłopak koordynował zbiórkę podpisów. Zbierano je wśród mieszkańców – nie tylko ulicy Dąbrowszczaków, ale w ogóle na Pradze-Północ. – To, że w dziewięć dni zebraliśmy prawie 2 tys. podpisów, świadczy o naprawdę dużym poparciu – cieszy się. – Podpisywali ludzie z całej dzielnicy. Wszyscy byli zdecydowanie przeciwko – zaznacza.

Mieszkańcy potrzebowali kogoś, kto skoordynuje działania i będzie ich reprezentował. Dla nich zmiana nazwy oznacza wiele utrudnień. Pierwszym jest wymiana dokumentów.

– Na komisjach nazewnictwa bez przerwy podkreślają, że będzie bezpłatna, ale nie o to chodzi. Trzeba będzie wszystkich ciągać po urzędach – przypomina Sylwia, kładąc również nacisk na przywiązanie ludzi do nazwy ulicy, przy której mieszkają nieraz kilkadziesiąt lat. – Kiedy robiliśmy konferencję prasową, obok mnie i Maćka wystąpiła Ella Laskowska, która mieszka przy ulicy Dąbrowszczaków i miała stryja dąbrowszczaka – wspomina. – Ella opowiadała, że kiedy zamieszkała przy tej ulicy, cieszyła się, że będzie miała adres, który upamiętnia jej rodzinę. Teraz jest przerażona, że tak szarga się ich pamięć. To samo mówiła Barbara Toruńczyk, kiedy ją spotkaliśmy w lipcu na Powązkach. Ona jest autorką „Apelu Antygony” opublikowanego w „Zeszytach Literackich”. Jej ojciec był dąbrowszczakiem i zmarł kilka lat temu. Ja, podobnie jak Jeremi i Maciej, nie mam w rodzinie dąbrowszczaków.

Chociaż zna krewnych żołnierzy tego batalionu, angażuje się w różne akcje z pobudek czysto ideowych – bo historia ruchu lewicowego została zapomniana. Ostatnio Sylwia składała kwiaty w 98. rocznicę nadania praw wyborczych kobietom i upamiętniała socjalistki na Powązkach. Jako delegacja z partii Razem składa też wieńce na uroczystościach związanych z dąbrowszczakami.

Będą drążyć

Młodzi ludzie bronią nazwy ulicy Dąbrowszczaków nie tylko ze względu na losy tych żołnierzy, ale także, by przypominać o całej lewicowej historii, zepchniętej na margines. Poświęcają swój czas, żeby organizować wydarzenia przypominające o niej, zanoszą kwiaty pod pomniki i na cmentarze. Chcą otwarcie mówić o swoich przekonaniach i ich bronić. – W Polsce stworzono taki worek, który nazywa się komunizmem. Przyczepiono mu etykietkę wszystkiego, co najgorsze na świecie – tłumaczy Maciej i jednocześnie podkreśla, że historia jest nieraz bardzo skomplikowana i niejednoznaczna. – Rozróżnianie indywidualnych wyborów, patrzenie, co kieruje pojedynczym człowiekiem, jest bardzo istotne. Dąbrowszczacy byli ludźmi takimi jak my. Podejmowali mniej lub bardziej racjonalne decyzje, które wiązały się z tymi wartościami, które reprezentowali.

Cała trójka nie boi się głośno mówić, że sytuacja w naszym kraju zdecydowanie im się nie podoba. I ulica Dąbrowszczaków to dobry początek, żeby zacząć się buntować. Chcą, żeby lewica była bardziej widoczna. – W skrócie, nie chcemy uproszczeń – prawica mówi swoje: że obcy nam rozkradli ojczyznę, że kto Polak, ten jest dobry, a kto nie Polak, ten jest zły – wyjaśnia Jeremi.

– Niektórzy mówili nam, że ta akcja nie ma sensu, że lepiej nie wchodzić w otwarty konflikt – Maciej zaczyna się śmiać. – Okazało się, że jest zupełnie odwrotnie, że ludzie zaczynają się nie zgadzać z prawicowym podejściem, które trzeba bez gadania akceptować.

Młodzi nie milczą i otwarcie, trochę butnie, stawiają na swoim. Dąbrowszczacy to dopiero początek ich działalności. Zakładają stowarzyszenie Ochotnicy Wolności. – Będziemy się starali upamiętnić cały przedwojenny ruch lewicowy. Nie tylko upamiętnić, ale też badać – dodaje Jeremi i tłumaczy, że dąbrowszczacy w Hiszpanii nie pojawili się znikąd, a oni stawiają sobie za cel zbadanie, jakie mieli korzenie. Są uparci i będą drążyć temat, poświęcać swój czas, chociaż nie mają z tego korzyści finansowych.

Na zakończenie procesu dekomunizacji władza ma czas do sierpnia. – Ale ani dla nas, ani dla mieszkańców, ani dla radnych nie przestaje to być gorący temat – zaznacza Sylwia. – Mam nadzieję, że taka liczba podpisów dała komisji do myślenia, ale w zanadrzu mamy jeszcze kilka pomysłów – zapewnia. Po dąbrowszczakach chcą dalej zagłębiać się w historię lewicy, bo przecież jeszcze wiele jej elementów można wyciągnąć z zapomnienia.

Wydanie: 4/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy