Daleko od prawdy

Daleko od prawdy

Nasi politycy mają prima aprilis przez okrągły rok

Kiedy 1 kwietnia król Jan Sobieski zawarł z cesarzem Austrii układ o współpracy, zadbał, by data podpisania była o dzień wcześniejsza, tłumacząc, że w oficjalne ogłoszenia, iż traktat rzeczywiście obowiązuje, nikt nie uwierzy, skoro zawarto go w takim dniu. Teraz w naszych mediach zanika jednak stara tradycja prima aprilis.
I nie ma się co dziwić. Skala publicznych wypowiedzi mijających się z rzeczywistością, nie do końca prawdziwych czy wręcz kłamliwych i załganych od początku do końca, jest tak duża, że żartobliwe kłamstewka, ukazujące się w naszej prasie 1 kwietnia, nie są oczywiście w stanie im dorównać i nie wyróżniają się na tle otaczającej nas coraz bardziej rzeczywistości.

Nowa świecka tradycja
Do polskiej tradycji językowej weszły już zwroty: „posiada wykształcenie prezydenckie”, określające człowieka, który jak Aleksander Kwaśniewski twierdzi, że ma wyższe wykształcenie, choć nie ukończył studiów; czy – niezbyt wprawdzie eleganckie, bo płci pięknej w metrykę się nie zagląda – sformułowanie „młoda jak pierwsza dama” odnoszące się do pani, która się nieco odmładza, o czym dowiedzieliśmy się dzięki uczynnym koleżankom Marii Kaczyńskiej ze studiów.
Przyjęło się też określenie „kłamca jasnogórski”, opisujące kogoś, kto wzorem Romana Giertycha zapiera się w żywe oczy, że nie odbył ważnego spotkania, choć oczywiście je odbył. Poznaliśmy „pomroczność jasną” dotyczącą osobników, którzy niczym syn Lecha Wałęsy upili się i narozrabiali, a tłumaczyli to wszystko chwilowymi zakłóceniami świadomości. Ostatnio zaś pewną popularność zdobyła fraza „zadzwoń do Dorna”, odnosząca się do zachowania posła Piotra Misztala, który oszukiwał (będąc niezbyt trzeźwy), że rozmawia przez komórkę z ministrem spraw wewnętrznych, który zaraz zrobi porządek na dyskotece, gdzie bawił się poseł.
Alkohol i związane z nim nieprawdziwe historyjki odgrywają zresztą ważną rolę w polskim życiu publicznym. Można sporządzić niemały katalog wyjaśnień, przywoływanych przez naszych „prawdomównych” przedstawicieli, którzy w rozmaitych okolicznościach występowali po pijanemu. Pos. Alfred Owoc zapewniał, że jest absolutnie trzeźwy, a ten zapach w samochodzie to swoista woń płynu do spryskiwacza. Pos. Janusz Malinowski wyjaśniał, że zapewne toniki, które wypił, były „nieco wzmocnione”. Pos. Waldemar Borczyk nie silił się na żadne finezyjne tłumaczenia, po prostu przez wiele godzin zapewniał, że nic nie pił, i dzielnie odpierał wszelkie próby nakłonienia go do poddania się badaniu alkomatem. I tak dalej.

Czas na łże-elity
Osobny rodzaj mijania się z prawdą stanowią obietnice polityków. Premier Marcinkiewicz stwierdził niedawno, że jest zdania, iż w polityce zawsze trzeba mówić prawdę, bo dużo łatwiej żyć z prawdą niż z kłamstwem. Żeby kłamać, trzeba bowiem strasznie dużo pamiętać.
Ale działalność pana premiera pokazuje, że i mówienie prawdy nie jest łatwe. Obiecywał np., że w pierwszym roku funkcjonowania jego rządu oszczędności tylko w administracji wyniosą 3,5 mld zł – a po pół roku wiadomo już, że żadnych oszczędności nie będzie. Obiecywał tanie państwo – tymczasem pierwsza uchwała jego rządu dotyczyła wzrostu zarobków i zatrudnienia w administracji. O sławnej zapowiedzi zbudowania 3 mln mieszkań mówić już nie warto.
Liderzy PiS obiecywali dwie stawki podatkowe (18 i 32%) – tymczasem nie ma o tym mowy; obiecywali likwidację Narodowego Funduszu Zdrowia – szybko się z tego wycofali. Obiecywali odpolitycznienie mediów – ale w nadzwyczajnym trybie przeforsowali ustawę zapewniającą im kontrolę polityczną nad publicznym radiem i telewizją; obiecywali ułatwienia dla przedsiębiorców i znowelizowanie ustawy o swobodzie działalności gospodarczej – nic takiego nie nastąpiło; obiecywali, że chcą umocnienia demokracji – tymczasem zabrali się do jej ograniczania; zapewniali, że nie chcą żadnych wojen – a tu rozpętują kolejne…
Prezes Jarosław Kaczyński ma więc całkowitą rację, mówiąc o łże-elitach. Rzeczywiście, łżą.

Prawdomówni inaczej
Ale tak było i w przeszłości. Czyż prezydent Wałęsa nie obiecywał każdemu
100 mln starych złotych (10 tys. nowych). Obietnic premiera Jerzego Buzka na wołowej skórze by nie spisał, niewiele ustępował mu Leszek Miller.
I nawet Leszek Balcerowicz, odczuwający zawsze obrzydzenie do wyjaśniania i obiecywania czegokolwiek społeczeństwu, niedorastającemu do światłych wizji ekonomicznych, dał się na początku urzędowania namówić na obietnice, że po trzech miesiącach, a jeśli nie, to po pół roku wdrażania jego „planu” zaczniemy odczuwać pierwsze pozytywne skutki (jak wiadomo, odczuliśmy je trzy lata później dzięki temu, że wicepremier przerwał realizowanie swych eksperymentów i musiał odejść ze stanowiska). Balcerowicz szybko zresztą zmienił zdanie i wydusił przed kamerami, że cierpliwość i wytrwałość będą cechami bardzo pożądanymi dla Polaków. I powiedział świętą prawdę.
Generalnie jednak mówienie nieprawdy jest od zawsze związane z pracą polskiego polityka. Już przedwojenny kodeks honorowy Władysława Boziewicza stanowił: „Członkowie sejmu są wolni od odpowiedzialności honorowej za ich mowy sejmowe”. Oznacza to, że przeświadczenie o tym, iż nasi parlamentarzyści powszechnie mijają się z prawdą i publicznie plotą głupstwa, było i jest od dawna tak ugruntowane, że wyklucza wszelką możliwość żądania od nich satysfakcji. Byłoby to tak samo skuteczne jak biczowanie przez perskiego króla morza za to, że faluje.

To ich specjalność
Rodacy ów imperatyw mówienia nieprawdy przez ludzi z pierwszych stron gazet świetnie zresztą rozumieją (w końcu sami nie jesteśmy przesadnie prawdomówni), przyzwyczaili się do niego i jak wynika z wypowiedzi uczestników naszej sondy, doskonale zdają sobie sprawę, że jeśli chodzi o naszych polityków, parafrazując Chandlera, kłamstwo to ich specjalność. Dzięki temu skutki mijania się przez nich z prawdą nie są specjalnie szkodliwe, bo i tak przecież im nie wierzymy.
Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest to, że umieszczamy polityków na ostatnich miejscach we wszelkich rankingach zaufania. 73% Polaków twierdzi, że najczęściej kłamią politycy; na drugim miejscu, lecz bardzo daleko w tyle, są adwokaci – za największych kłamców uważa ich 40% obywateli. Tak niska ocena dla naszych „mężów stanu” nie jest jednak niczym złym. Bo, po pierwsze, nieufność wobec polityków to społeczna zaleta, a nie wada, po drugie zaś, nie jesteśmy tu wyjątkiem. Dość posłuchać, co o swych parlamentarzystach mówią np. mieszkańcy Rosji, Ukrainy, a choćby i USA. Amerykanie zresztą, oprócz strażaków, mało komu ufają, a ponieważ za oceanem złą sławą cieszą się od dawna przedstawiciele sądownictwa i palestry, to ludzie z satysfakcją wskazują tam na minimalną różnicę w wymowie między słowami lawyer (prawnik) i liar (kłamca).
Doświadczenie uczy, że polityk, który mówi prawdę, ma u nas minimalne szanse na wybór, bo Polacy chcą słuchać bajek i miłych obietnic. Tyle że w bajki nikt nie wierzy, a my pragnęlibyśmy jeszcze, żeby to wszystko, co nam opowiadają, okazało się prawdą. A tak dobrze to nie ma.


Czy kłamstwo stało się normą w naszym życiu politycznym?

Olga Lipińska, reżyser
Fakt. Kłamią wszyscy. Nie ma polityka, który by nie kłamał, bo oni mają na względzie tylko swoją karierę. W całej elicie politycznej nie widzę żadnego państwowca. Ich interesuje albo interes partii, albo własny. A cel uświęca środki, czyli kłamstwa.

Prof. Barbara Jedynak, historia obyczaju, UMCS
Kłamstwo nie może być normą przyjętą w cywilizowanym świecie. Cena prawdomówności była u nas znana. Gdy ktoś chciał coś poręczyć, mówił „słowo honoru”. W domach polskich uczono prawdomówności, a drobne, niewinne i nieszkodliwe kłamstwa mogły się pojawić tylko w zabawie i flircie. Co innego duże kłamstwo z premedytacją wypowiadane w celach politycznych, co innego flirt przy księżycu, co innego rozmowa przy stole. W dyplomacji nie wszystko, co się mówi, jest prawdą, ale tam są niedopowiedzenia. Największe kłamstwa padają w blasku fleszy na konferencjach prasowych polityków. Są dwie groźne postacie kłamstwa – jedno z nieuctwa, gdy mówi się z przekonaniem, że się wie, a drugie w celach manipulacyjnych. Mickiewicz nazywał to pięknie językiem płatnym. Teraz kłamstwo stało się w Polsce strukturalne. Trzeba by odkłamać nie tylko politykę, lecz także szkołę, media itd. Dawniej w Polsce istniał obyczaj, że ktoś, kto nakłamał, wchodził pod stół i odszczekiwał. Dziś bardzo wielu osobom z życia publicznego to by się przydało.

Janusz Rewiński, aktor, satyryk
Politycy kłamią. Ot, choćby Golenin Prawy, prawdziwy mistrz w tym gatunku. Na nową falę nie będę nadawał, ale na drugim miejscu wśród kawalarzy umieszczę Dzielnego Człowieka z Brązu, socjoliberała, który teraz musi uprawiać samoobronę przed partyjnymi kolegami. Wreszcie jest Wesoły Romek, który ma specjalny status. To największy z Rodziny Adamsów, który powiedział pos. Jarudze-Nowackiej, że zjadła dziecięce pieniądze.

Prof. Jacek Hołówka, filozof, etyk
Kłamstwo normą u polityków na pewno nie jest. Oni nie mają prawa kłamać i ludzi zwodzić, mimo to podejrzewamy, że nas zwodzą i nabierają. To dlatego szkody, jakie z tego wynikają, są mniejsze niż w przypadku kłamstw innych ludzi. Kiedy ktoś prawdomówny skłamie, jesteśmy bardzo zaskoczeni, bo komuś prawdomównemu wierzymy i nawet podejmujemy pewne decyzje, kierując się jego zdaniem. Kłamstwa i krętactwa polityków są jednak mniej niebezpieczne, bo mało kto im do końca ufa.

Andrzej Mleczko, rysownik
Politycy nie są jakąś osobną grupą ludzi, którzy trafili do Polski z Marsa. Oni są przekrojem naszego społeczeństwa i nie widzę powodu, by traktować polityków specjalnie. Ich wiarygodność i prawdomówność jest dokładnie taka sama jak całej reszty społeczeństwa, bo zostali przez to społeczeństwo wybrani. Dlaczego mieliby się różnić od swoich wyborców?

Stefan Niesiołowski, senator PO
Politycy często mijają się z prawdą. Jarosław Kaczyński porównuje np. Platformę Obywatelską do prokuratora Wyszyńskiego albo mówi, że nie wywodzi się ona ze starej inteligencji. Tymczasem moja rodzina identyfikuje się herbem od XIV w., ale może dla Kaczyńskiego jest jeszcze zbyt młoda. Nie będę wymieniał całego katalogu kłamstw polityków, zresztą oni sami często o kłamstwa posądzają przeciwników. Kaczyński mówi o łże-elitach. Mijanie się z prawdą musi więc być dosyć powszechne. Mogę podać tylko niektóre przykłady. Minister Łapiński np. mówił o lekarstwach za złotówkę, Lech Kaczyński, a potem Kazimierz Marcinkiewicz wspominali o 3 mln nowych mieszkań. Mógłbym mnożyć przykłady.

Marcin Wolski, satyryk, autor „Polskiego zoo”
W wypadku polityków, tak jak adwokatów, kryterium mówienia prawdy wydaje mi się niefortunne. W polityku ceni się skuteczność, nie prawdomówność. Gdyby polityk uwierzył, że w stu procentach zrealizuje program wyborczy, byłby idiotą. Raczej staramy się rozróżniać polityków po tym, czy mijają się z prawdą w sposób elegancki, czy nie, czy kłamią sprytnie, czy tandetnie. Może to wyda się śmieszne, ale większą zgodność z prawdą widać u Leppera, bo jak coś mówi źle, to potem tak robi. Im polityk bardziej intelektualnie wyrafinowany i bardziej pokręcony, tym łatwiej znaleźć u niego rozbieżności w ocenie faktów. Więcej niuansów znajdzie się u Rokity i Kaczyńskiego. Polityk prostolinijny częściej wali prosto z mostu, niż drybluje. Nie chciałbym jednak wystawiać im laurek. Dowody kłamstwa można interpretować różnie, jeden nazywa przeciwników łże-elitami, inny mówi o lumpenliberałach, a jeszcze inny wspomni o załganych dewotach. Politycy w ten sposób nie definiują się sami, ale wolą przykleić łatkę komuś. W teście prawdomówności istotne jest także, w jaki sposób politycy są postrzegani przez media. Gdyby pod tym kątem ich oceniać, to najbardziej negatywnie ocenialibyśmy Giertycha, mimo że formalnie przepajają go wartości. Jemu to zresztą Jacek Kurski proponował poddanie się badaniu wykrywaczem kłamstwa. Ale aby zachować równowagę, wspomnę, że Leszek Miller obiecywał, że jeśli ogłosi kiedyś, iż będą gruszki na wierzbie, to one wyrosną. Tymczasem nie ma dziś ani wierzby, ani gruszek, ani Millera jako premiera.

Tadeusz Drozda, b. dyżurny satyryk kraju
Kłamstwo to podstawowa praca polityka. Musi on stwarzać wizję, czyli mijać się z prawdą, bo wizje rzadko kiedy są realne. Pewnie gdyby poszukując zwolenników, spełnił wszystkie obietnice, zostałby wywalony z roboty. Dlatego najbardziej podoba mi się Ludwik Dorn, bo gdy ktoś go o coś niewygodnego pyta, odpowiada: „Proszę mi takich pytań nie zadawać” i w ten sposób chroni się przed mówieniem nieprawdy. Nie lubi też kłamać Joanna Senyszyn i dlatego zakleiła sobie usta.
Niektórzy unikają mówienia, ale reszta gada, co im ślina na język przyniesie.

Maria Czubaszek, satyryk
Politycy nie tylko mijają się z prawdą, ale wręcz kłamią. Jestem tak bardzo o tym przekonana, że czasami czuję się zaskoczona, kiedy podejrzewam kogoś, iż powiedział jakąś prawdę. Mój faworyt to jednak Andrzej Lepper, bo jest wśród polityków najbardziej fałszywy. Czasem aż go podziwiam, bo wydaje mi się, że osiągnął perfekcję. Politycy dużym łukiem omijają prawdę, mówią tylko to, co jest im wygodne, a prawda nie zawsze jest wygodna. Wiemy zresztą, że są trzy prawdy. Ks. Tischner wyróżniał prowdę, tyz prowdę i gówno prowdę. Jeśli chodzi o polityków, to oni są najbliżej tej trzeciej prowdy.

Leszek Malinowski, kabaret Koń Polski
Ubolewam nad tym, że prima aprilis nie dotyczy dziś jednego dnia, ale jest obchodzony przez cały rok. Nawet nie nadążamy za politykami w robieniu z ludzi głupa, bo wyborcze obietnice to po prostu jaja (bez aluzji do ptasiej grypy). Jedyne, w co wierzę, to szczera wypowiedź naszego prominentnego polityka, że jak ktoś (oprócz niego) myśli o władzy, to czeka go kompromitacja. Musimy więc bardzo ciężko pracować, aby wiodących primaaprilisowych rozśmieszaczy dogonić. Kto jest obecnie liderem na liście rozśmieszaczy? To bardzo delikatne pytanie. Jak można zauważyć, boję się powiedzieć wprost, bo w świetle ostatnich działań w stosunku do mediów czy kabareciarzy za „Kaczkę dziennikarską” można się narazić na metody żywcem przeniesione z Białorusi (niebawem bratniej). Jesteśmy już bardzo blisko chwili, kiedy sędzia i prokurator w jednej osobie będzie również właścicielem więzienia.

Not. Bronisław Tumiłowicz

Wydanie: 13/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy