Dekomunizacja Wilhelma Szewczyka

Dekomunizacja Wilhelma Szewczyka

Wojewoda śląski wbrew woli lokalnego samorządu i społeczeństwa zmienił nazwę ważnego placu w Katowicach

Stara, pożółkła książeczka. Zaledwie 70 stron. Tytuł: „Powstańczy apel”. Autor: Wilhelm Szewczyk. Leżała gdzieś głęboko w mojej bibliotece, nieco zakurzona. Zapewne bym jej nie odszukał, gdyby nie decyzja wojewody śląskiego o zmianie nazwy placu w pobliżu dworca kolejowego w Katowicach. Książeczkę wydano w 1981 r., na 60. rocznicę trzeciego powstania śląskiego. Rocznica ta była obchodzona przez władze PRL, podobnie jak 60. rocznica odzyskania niepodległości w 1978 r. i 150. rocznica wybuchu powstania listopadowego w 1980 r. Dzisiaj wmawia się młodzieży, że PRL była „sowiecką okupacją”, jednak to państwo nawiązywało nie do sowieckiej, ale do polskiej tradycji historycznej i obchodziło także te rocznice, które nie miały związku z ruchem robotniczym. Przynajmniej w latach 70. i 80.

Nocna akcja wojewody

„Powstańczy apel” czytałem, mając 13 lat, i była to jedna z moich pierwszych lektur historycznych. Otwieram na pierwszej stronie: „Patriotyzm to codzienna, często trudna i wyczerpująca praca, ale siłę takiemu codziennemu patriotyzmowi daje również przeświadczenie, iż przed nami byli inni, tak samo, albo i może bardziej ofiarni. Nie wszystkim stawiamy pomniki, wszystkich jednak obejmuje zbiorowa pamięć narodu, w którego życiorys na zawsze wpisało się pokolenie powstańców śląskich”.

35 lat temu nie mogłem przypuszczać, że upamiętnienie w przestrzeni publicznej autora tych słów zostanie uznane za propagowanie „komunizmu lub innego ustroju totalitarnego”. Właśnie opierając się na ustawie o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego – zwanej potocznie ustawą dekomunizacyjną – oraz po zasięgnięciu opinii IPN wojewoda śląski Jarosław Wieczorek 13 grudnia 2017 r. wydał zarządzenie zastępcze o zmianie nazwy placu Wilhelma Szewczyka w Katowicach na plac Marii i Lecha Kaczyńskich.

Decyzja wojewody budzi wątpliwości już choćby z tego powodu, że plac Szewczyka nie był reliktem komunizmu. W PRL był to plac Dworcowy i na plac Szewczyka przemianowały go władze solidarnościowe w 1991 r., tuż po śmierci pisarza. Zmiana nazwy placu przez wojewodę śląskiego – dokonana zresztą bez konsultacji z mieszkańcami Katowic i miejscowym samorządem – wywołała niemałe poruszenie wśród lokalnej społeczności. 16 grudnia 2017 r. na byłym już placu Szewczyka odbył się protest przeciw przemianowaniu go na plac Kaczyńskich. Wzięło w nim udział ok. 300 osób.

– Był pisarzem zaangażowanym, dziennikarzem działającym na rzecz miejsca i społeczności, w których mu przyszło żyć. I o to do niego największa pretensja właśnie – że działaczem też był, że należał. Można być pisarzem, który nie wystawia nosa zza biurka, ale można także, jak Wilhelm Szewczyk, zaangażować całą swoją popularność, cały swój autorytet, żeby zrobić cokolwiek dla swojego Śląska, żeby zrobić cokolwiek dla swojego świata – powiedział o Wilhelmie Szewczyku jeden z przemawiających, prof. Maciej Tramer z Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej Uniwersytetu Śląskiego.

Organizatorzy protestu skierowali do wojewody petycję o przywrócenie placu Szewczyka, w której napisali m.in.: „Wilhelm Szewczyk był nie tylko jednym z najważniejszych regionalnych pisarzy, ale też jednym z kluczowych śląskich intelektualistów. Jego olbrzymi dorobek literacki, publicystyczny, dziennikarski – a także wieloletnia, wytrwała praca na rzecz rozwoju lokalnej kultury – sprawiają, że nie sposób myśleć o Śląsku, pomijając Wilhelma Szewczyka (…). Historia Śląska nie jest jednoznaczna, nie jest czarno-biała, i taka jest też historia Wilhelma Szewczyka. To jednak nie usprawiedliwia dokonywania zmiany nazwy ważnego placu w centrum Katowic bez konsultacji z mieszkańcami i po nocy. Nie zgadzamy się na taki tryb procedowania, który importowany jest na grunt naszego regionu. Z ulicy Wiejskiej, z polskiego Sejmu i Senatu”.

Przemilczenia IPN

Wpływ na decyzję wojewody śląskiego miała niewątpliwie opinia katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Czytamy w niej, że Wilhelm Szewczyk (1916-1991) to „publicysta, pisarz, krytyk literacki, działacz partii komunistycznej w okresie PRL, członek wojewódzkich władz PZPR w Katowicach”. Dowiadujemy się dalej, że zadebiutował w 1935 r. na łamach czasopisma „Kuźnica”, związanego z ruchem narodowo-radykalnym. W 1945 r. zaś „rozpoczął pracę w Wydziale Informacji i Propagandy Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach”.

Następnie dochodzimy do największej – w ocenie IPN – zbrodni Szewczyka: „początkowo związał się politycznie z prokomunistycznym Stronnictwem Demokratycznym. Z rekomendacji tego ugrupowania wszedł w skład Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach (formalnie reprezentował w niej Związek Zawodowy Literatów Polskich). W czerwcu 1947 r. wstąpił do komunistycznej PPR. W latach 1945-1950 Wilhelm Szewczyk był redaktorem naczelnym tygodnika »Odra«. W latach 1947-951 sprawował także funkcję kierownika literackiego Teatru Śląskiego w Katowicach. 22 grudnia 1949 r. został wydalony (tymczasowo) z PZPR w ramach akcji czyszczenia partii z przedwojennej inteligencji i działaczy endeckich. W pierwszej połowie lat 50. Wilhelm Szewczyk był inwigilowany przez UB jako »reakcjonista«, »klerykał«, »nacjonalista« oraz »separatysta śląski«. W listopadzie 1956 r. zapadła ostateczna decyzja o zaniechaniu jego rozpracowania. Aparat bezpieczeństwa uznał bowiem, że był w pełni »lojalny wobec ustroju«.

Nie przeszkadzało to w pełnieniu przez niego w latach 1952-1956 funkcji dyrektora Studium Teatralnego w Katowicach. Współpracował też stale z pismem kulturalnym o socrealistycznym profilu – »Śląskiem Literackim«. Następnie był redaktorem naczelnym czasopisma »Przemiany« (1956-1957), należącego do nurtu popaździernikowej »odwilży«, a po jego likwidacji redaktorem działu kultury w organie KW PZPR w Katowicach – »Trybunie Robotniczej« (1957-1961). Wreszcie jako redaktor naczelny kierował dwutygodnikiem kulturalnym »Poglądy« (1962-1983), zajmującym proreżimowe stanowisko w kwestiach polityczno-kulturalnych.

Od 28 marca 1960 r. ponownie został działaczem PZPR. Od 5 marca 1971 r. był członkiem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach, a w latach 1980-1981 członkiem Egzekutywy KW PZPR w Katowicach. Z ramienia PZPR zasiadał w sumie przez ponad 20 lat w Sejmie PRL (…)”*.

Tyle. O twórczości literackiej Szewczyka i jego działalności kulturalnej ani słowa. Dziwnie brzmi stwierdzenie IPN, że aparat bezpieczeństwa zaprzestał inwigilacji pisarza w listopadzie 1956 r., ponieważ był on jakoby już lojalny wobec ustroju. O Październiku ‘56 w IPN nie słyszano?

W podobnym tonie jak opinia IPN jest sformułowana notka biograficzna Szewczyka w Wikipedii, co skłania do podejrzeń o jej autorstwo animatorów obecnej polityki historycznej. Wyeksponowano w niej – oprócz wyżej zacytowanych informacji – dwie rzeczy. W pierwszej kolejności to, że na łamach ONR-owskiej „Kuźnicy” Szewczyk postulował „wyeliminowanie Żydów z życia kulturalnego i gospodarczego”, a literaturę i prasę żydowską uznał „za jedną z najgroźniejszych broni żydowskiego państwa eksterytorialnego”. Zacytowano również fragment wydanej w latach 60. książki Szewczyka „Z teczki wspomnień PPR”, w której gloryfikował PRL i potępiał AK za „najohydniejsze zbrodnie” na działaczach komunistycznych. No i jeszcze taki smaczek, że będąc posłem, interweniował u marszałka Sejmu, żeby wódkę w bufecie sejmowym sprzedawano nie tylko Bohdanowi Czeszce i Władysławowi Machejkowi, ale także innym posłom. A więc antysemita, komunista i amator alkoholu.

Los Ślązaka

Losy Wilhelma Szewczyka niewątpliwie są tak pogmatwane jak historia Górnego Śląska. Ale czy to powód, by z wyrwanych z kontekstu fragmentów jego życia robić akt oskarżenia? Był synem górnika i powstańca śląskiego, prostego człowieka, który jednak interesował się książkami i to zainteresowanie zaszczepił synowi. Mimo że pochodził z niezamożnej rodziny, ukończył gimnazjum w Rybniku. W gimnazjum był twórcą koła słowianofilów i pisał pierwsze utwory literackie. Debiutował w 1932 r. wierszem „Kochaj ziemię śląską”, opublikowanym w wychodzącym w Knurowie piśmie „Młodzież Śląska”.

Podczas II wojny światowej – jak wielu Ślązaków – został przymusowo wcielony do Wehrmachtu. Walczył we Francji i na froncie wschodnim. Odmówił jednak podpisania volkslisty i otwarcie krytykował hitleryzm. Osadzono go za to w 1942 r. w więzieniu w Katowicach, skąd zbiegł i do końca wojny ukrywał się w Generalnym Gubernatorstwie. Poszukujące Szewczyka gestapo zamiast niego aresztowało jego brata Jerzego, który został wywieziony do KL Auschwitz.

Znający Szewczyka red. Kazimierz Zarzycki twierdzi, że powodem jego akcesji do Obozu Narodowo-Radykalnego był nie antysemityzm, ale rosnące zagrożenie niemieckie przed 1939 r. i chęć przeciwstawienia się mu na gruncie śląskim. Natomiast w 1945 r. Szewczyk miał stwierdzić, że „nie warto kopać się z koniem, ale trzeba tego konia po naszemu przerobić”. Taki był jego śląski realizm polityczny. Wstąpił do partii nie po to, żeby budować socjalizm, ale po to, by walczyć tam o sprawy polskie i śląskie, co zresztą z sukcesem robił po 1956 r. Tego IPN nie chce przyjąć do wiadomości.

Ani z opinii IPN, ani z notki w Wikipedii nie dowiemy się, że Wilhelm Szewczyk był jedną z ważniejszych postaci w historii Górnego Śląska w XX w., a w twórczości literackiej prezentował własny, niezależny punkt widzenia. Nie dowiemy się, jak ważne miejsce w historii literatury polskiej zajmują i jakie treści zawierają takie utwory Szewczyka jak „Ptaki ptakom”, „Hanys”, „Skarb Donnersmarcków”, „Czarne słońce”, „Kleszcze”, „Od wiosny do jesieni”, „Gadzi raj”, „Moja tratwa najsilniejsza”, „Z kraju Lompy”, „Nanker. Dialogi wrocławskie z roku 1339 w trzech odsłonach”. Ani że zbiór jego esejów „Śląski trud literacki” nie został dopuszczony do rozpowszechniania przez cenzurę PRL. Ani tego, że napisał 60 książek o Śląsku – powieści, opowiadań, dramatów i esejów – w których bronił polskości Śląska oraz pokazywał oblicze niemieckiego panowania na tej ziemi. Był poza tym autorem 7 tys. artykułów, w których nie zawsze kadził władzom PRL. Miał bowiem odwagę skrytykować pacyfikację kopalni Wujek oraz krótkowzroczny nacjonalizm w podejściu władz centralnych do Górnego Śląska.

Nie dowiemy się, jaką rolę w odbudowie polskiej kultury na ziemiach zachodnich odegrała redagowana przez Szewczyka „Odra”. Ani że kierowane przez Szewczyka pisma, takie jak „Odra”, „Poglądy” i „Przemiany” (śląski odpowiednik „Po Prostu”), kończyły żywot w sposób nagły, jako efekt ograniczeń ze strony władz partyjno-państwowych, mających zastrzeżenia do treści prezentowanych na ich łamach. Szewczyk przez ponad ćwierć wieku był też członkiem zespołu redakcyjnego zasłużonego dla polskiej kultury „Życia Literackiego”. Pomógł wielu ludziom – byłym powstańcom śląskim, akowcom, chadekom Korfantego i endekom – znaleźć w PRL pracę. W zbiorze esejów „Syndrom śląski” przywrócił pamięć genialnego rzeźbiarza Stanisława Szukalskiego. Był aktywnym działaczem Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachodnich i Katowickiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego oraz członkiem Rady Programowej Biblioteki Piśmiennictwa Śląskiego. Tych wszystkich informacji próżno szukać w opinii IPN i notce z Wikipedii.

Po 1989 r. środowiska antykomunistyczne i ślązakowskie zarzucały Szewczykowi, że w powieści „Ptaki ptakom” (zekranizowanej w 1976 r.) miał stworzyć „fałszywy mit” obrony Wieży Spadochronowej w Katowicach przez polskich harcerzy we wrześniu 1939 r. Ale nawet jeżeli tak było, jest to piękny mit, a historia narodu składa się również z takich mitów.

Wilhelm Szewczyk jest postacią, której z historii Górnego Śląska wykreślić się nie da. Obok wojewody Jerzego Ziętka, z którym ściśle współpracował, był w tamtym czasie najbardziej szanowaną osobą w regionie. Potrafił łatwo przełamać dystans między sobą a czytelnikiem czy petentem. Dlatego wielu ludzi chętnie podejmowało z nim współpracę i traktowało jako swojego reprezentanta. Był „głosem Górnego Śląska”, który przemawiał w imieniu mieszkańców i miał ich autentyczne wsparcie. W jednym z artykułów z 1956 r. napisał: „Urodzony i żyjący tutaj – jestem z wami, przeciwko temu wszystkiemu, co czyniło i czyni jeszcze nasze życie biednym, słabym i bezbarwnym”.

Dzisiaj ponownie zaczęto recenzować życiorysy ludzi według ściśle określonych, dogmatycznych i oderwanych od kontekstu historycznego kryteriów politycznych. Jeden z przemawiających podczas protestu przeciwko przemianowaniu placu Szewczyka na plac Kaczyńskich powiedział, że jeżeli cokolwiek wymaga w Polsce dekomunizacji, to obecna partia rządząca. Trudno się z tym nie zgodzić.

* Cyt. za: M. Zawała „To przez tę notatkę IPN Szewczyk stracił plac w Katowicach!”, www.silesion.pl, 14 grudnia 2017.

Wydanie: 1/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy