Geologia to ja

Geologia to ja

Niewykluczone, że wkrótce wydobycie i przetwarzanie polskich bogactw naturalnych stanie się okazją do wyprowadzania pieniędzy publicznych w prywatne ręce

Takie mogą być skutki ustawy o utworzeniu Polskiej Agencji Geologicznej, której projekt powstał pod rządami PiS. O przyjęcie ustawy zabiega kierujący polską geologią prof. Mariusz Orion Jędrysek, od listopada 2015 r. główny geolog kraju, sekretarz stanu i pierwszy zastępca ministra środowiska, a także pełnomocnik rządu ds. polityki surowcowej państwa i poseł PiS. On jest też odpowiedzialny za opracowanie projektu ustawy.

Jak stwierdził geolog dr Tomasz Nałęcz, PAG to antypaństwowy i antynarodowy przekręt. Agencja miałaby zastąpić Państwowy Instytut Geologiczny, przejmując jego majątek i część pracowników. Sekcja Krajowa Geologiczno-Wiertnicza NSZZ Solidarność uważa, że byłby to „zabór mienia instytutu stanowiący formę zorganizowanej grabieży”.

Szefowie Krajowego Związku Zawodowego Geologów w PIG i tamtejszej Solidarności napisali wspólnie do premiera Mateusza Morawieckiego, że istnieje zagrożenie bezpieczeństwa geopolitycznego Polski. PAG będzie bowiem „praktycznie niekontrolowalnym podmiotem”, a ustawa, która ją powołuje, dotyczy zarządzania wartymi biliony złotych surowcami i sterowania dostępem do nich.

Oręż geologicznej władzy

Nowa agencja stanie się organem wykonawczym głównego geologa kraju, pełniąc jednocześnie funkcje państwowej służby geologicznej. Dziś tymi zadaniami zajmuje się Państwowy Instytut Geologiczny, prowadzący również badania naukowe. Służba geologiczna rozpoznaje budowę geologiczną kraju i wykrywa ewentualne zagrożenia (np. dla prac budowlanych), określa zasoby bogactw naturalnych, przygotowuje materiały konieczne do udzielania koncesji na wydobycie surowców, sporządza mapy geologiczne.

PAG będzie robić to samo, co dziś PIG, ale nie tylko. Oprócz zlecania zadań na zewnątrz PAG, zgodnie z projektem ustawy, miałaby udzielać przedsiębiorcom wsparcia finansowego w formie pożyczki lub dotacji na różne działania gospodarcze. Może to być np. rozwijanie nowych sposobów poszukiwania i wydobycia surowców oraz ich późniejszego przerabiania, metod przetwarzania odpadów czy rekultywacji gruntów. Wszystkie takie prace są bardzo kosztowne. O tym, kto dostanie wsparcie, ma decydować konkurs rozpisany przez prezesa przyszłej PAG. To ważny zapis, który umożliwi różnym firmom – także koncernom zagranicznym – uzyskanie na swoją działalność dużego zastrzyku finansowego ze środków państwowych (jego wysokość nie jest ograniczona w ustawie). Oczywiście to dobrze, jeśli firmy zechcą wdrażać w Polsce innowacyjne technologie przemysłowego przerobu surowców czy będą zajmować się ich wydobyciem w nowoczesny sposób. To jednak one powinny raczej w tym celu u nas inwestować, a nie uzyskiwać środki na działania od państwa polskiego. Udzielaniem wsparcia tym firmom nie powinna też się zajmować państwowa służba geologiczna, bo może wejść w konflikt interesów. Zwłaszcza zaś nie powinna mieć na to tak dużego wpływu jedna osoba, czyli prezes przyszłej PAG.

„Uchwalenie ustawy o Polskiej Agencji Geologicznej znacznie pogorszy przejrzystość i kontrolę sprawowaną nad wydatkowaniem pieniędzy publicznych, które znajdą się w jednym ręku – prezesa PAG, który z kolei będzie mógł je wydawać znacznie swobodniej (co może oznaczać także ryzykowniej) niż obecnie. Nad działaniami prezesa PAG nie ma skutecznej kontroli poza bardzo ogólnym, słabym pod względem uprawnień, nadzorem ministra, któremu pozostaje tylko »zaufanie«”, oświadcza Zbigniew Kuszlewicz, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ Solidarność. Związek zarzuca, że ustawa umożliwi wydawanie publicznych pieniędzy przez PAG „w dowolnym miejscu na Ziemi”, a „pieniądze można utopić wszędzie, uzasadniając m.in. niegospodarność tzw. ryzykiem geologicznym”.

Można zatem wyobrazić sobie sytuację, że na terenach, które nowa agencja (czyli jej prezes) uzna za bardziej zasobne w złoża surowców, duże wsparcie trafi do niektórych bliżej zaprzyjaźnionych firm. Albo zawyżona zostanie zasobność złóż, by jakaś firma uzyskała dotację na innowacyjne metody wydobywcze – choć ta firma wcale nie chciałaby tego robić, bo zależałoby jej tylko na zdobyciu dotacji.

Ostateczną decyzję o wsparciu podejmuje jednoosobowo prezes PAG, który zgodnie z projektem ustawy odpowiada za gospodarkę finansową przyszłej agencji oraz zarządzanie jej majątkiem. Ponadto prezes PAG już bez żadnych konkursów ma decydować o udzielaniu wsparcia samorządom i ich spółkom oraz firmom państwowym na zagospodarowanie zdegradowanych gruntów. Jak napisał dr Tomasz Nałęcz, oceniając projekt ustawy, spółki już czekają na wielomilionowe zlecenia od prezesa PAG.

„Korupcjogenne jest też łączenie stanowiska prezesa PAG z działalnością dydaktyczną na uczelniach. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której uczelnie będą się ustawiały w kolejce, aby zatrudnić prezesa PAG w zamian za intratne zlecenia na badania, zwłaszcza za pośrednictwem stowarzyszeń i prywatnych firm pracowników uczelni”, podkreśla Zbigniew Kuszlewicz z Solidarności.

Obawa o manipulowanie wynikami badań zasobności złóż może się wydawać przesadzona, ale warto np. zwrócić uwagę na sytuację z 2016 r., gdy Państwowy Instytut Geologiczny sporządził kolejny raport o zasobach gazu łupkowego w Polsce. Poprzednie opracowanie, z 2012 r., zostało normalnie opublikowane – lecz w 2016 r. naszą geologią rządził już wiceminister Jędrysek, który nie zatwierdził raportu, utajnił go, oświadczył, że jest „bzdurny merytorycznie” i wadliwy, oraz zażądał informacji o jego autorach pod kątem ich dorobku i predyspozycji do sporządzenia rzetelnego, obiektywnego dokumentu. I nie miało żadnego znaczenia, że raport ten przygotowała 15-osobowa grupa fachowców, zgodnie z wszelkimi regułami nauki i metodyki. To sygnał, że tak może się stać i z innymi wynikami badań geologicznych, które nie będą się podobać szefostwu.

Nieusuwalny

Zgodnie z projektem ustawy prezes Polskiej Agencji Geologicznej będzie powoływany przez ministra środowiska na pięcioletnią kadencję (najwyżej dwie) – i praktycznie nieusuwalny. Postulowano, by prezesa PAG wybierano w drodze konkursu, ale wiceminister Jędrysek odrzucił ten pomysł.

Rada Legislacyjna przy premierze, badając projekt ustawy, kilkakrotnie wytknęła nieprecyzyjne zapisy – ale w jednym przypadku zauważyła precyzję bardzo daleko idącą, stwierdzając: „W odróżnieniu od wielu innych funkcji kierowniczych, projektodawca wzmacnia ochronę kadencyjności Prezesa PAG, albowiem ściśle limitowane i precyzyjnie sformułowane mają być przypadki uprawniające do jego odwołania z pełnionej funkcji. Minister może odwołać Prezesa PAG przed upływem kadencji jedynie w przypadku niezłożenia w wymaganym terminie sprawozdania rocznego, a nie jak zwykle bywa w takich przypadkach – w razie odrzucenia sprawozdania”. Czyli odwołanie nie może nastąpić w przypadku niewłaściwego wykonywania pracy przez prezesa.

Ryzyko związane z dużym wpływem jednej osoby na przepływ państwowych środków w prywatne ręce jest istotnym powodem powszechnej krytyki, z jaką spotyka się projekt ustawy o PAG.

Jak powiedział np. przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Geologów Państwowego Instytutu Geologicznego Rafał Janica, chodzi tu o to, żeby wydzielić „prywatną” agencję, która realizowałaby pomysły wiceministra Jędryska. Koresponduje to z uwagą Rady Legislacyjnej, która zgłosiła „zastrzeżenia do zamierzonego odstąpienia od stosowania względem PAG reguł systemu prawa finansów publicznych (zwłaszcza pozostawienia do jej dyspozycji niemal całych nadwyżek finansowych)”. Jak zapisano w projekcie, agencja może utworzyć dowolną liczbę funduszy, na których musi zostać 95% nadwyżki, a tylko 5% trafi do budżetu państwa.

Komitet Nauk Geologicznych PAN ocenił, że „projekt jest sprzeczny z duchem i zapisami Konstytucji RP, ustawy o finansach publicznych, prawa geologicznego i górniczego”.

Pojawiły się też zarzuty, że w pisaniu ustawy mogli uczestniczyć lobbyści, zatrudnieni w Ministerstwie Środowiska przez wiceministra Jędryska. Tak się bowiem składa, że dyrektor Departamentu Polityki Surowcowej i Analiz resortu środowiska Hubert Schwarz to prezes Stowarzyszenia Kopalń Odkrywkowych, skupiającego właścicieli tych kopalń i osoby dozoru. Ekspertem stowarzyszenia jest zaś dr Jolanta Maj, wicedyrektor Departamentu Geologii i Koncesji Geologicznych.

Stowarzyszenie Kopalń Odkrywkowych (z siedzibą we Wrocławiu, skąd posłem PiS jest wiceminister Jędrysek) zapewne mogłoby być żywo zainteresowane uzyskaniem dotacji z PAG. W dodatku statutowym celem stowarzyszenia jest działalność lobbingowa w celu wpływania na treść aktów prawnych normujących problematykę górniczą.

Planowana ustawa przekieruje środki publiczne, które dotychczas znajdowały się w kurateli Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, pod zarząd jednej osoby – prezesa PAG. Będzie to bardzo droga operacja, bo zapisany w projekcie ustawy koszt funkcjonowania nowej agencji ma rosnąć od 534 mln zł zaplanowanych na ten rok do 630 mln zł w roku 2027. Przez te dziewięć lat daje to 5,38 mld zł – a będzie więcej, bo zapisane na papierze skutki finansowe ustaw są zwykle zaniżone. Tymczasem roczny budżet PIG, działającego od 100 lat i z powodzeniem wykonującego wszelkie zadania służby geologicznej oraz prace badawcze, to ok. 135 mln zł.

Rada Legislacyjna dziwi się więc, że „projektodawca wskazuje, iż utworzenie PAG spowoduje obniżenie kosztów wykonywania zadań państwa z zakresu geologii”, podczas gdy w rzeczywistości nastąpi „znaczący wzrost wydatków na cele związane z funkcjonowaniem PAG”.

Schodzenie na dno

Wiceminister Jędrysek, dążąc do utworzenia nowej agencji, zwalcza nadzorowany przez siebie PIG, ogranicza środki na jego funkcjonowanie, utrudnia mu wykonywanie zadań. Odbija się to na polityce surowcowej Polski, powoduje marnotrawienie pieniędzy i zmniejsza zyski, jakie nasz kraj mógłby czerpać z wydobycia bogactw naturalnych. Przykładów można podać aż nadto.

Zdaniem prof. Jędryska poszukiwania gazu łupkowego były u nas źle prowadzone i nie przynosiły oczekiwanych korzyści. Trzy lata temu, zostając głównym geologiem kraju i wiceministrem środowiska, profesor zyskał możliwość naprawienia błędów poprzedników. Efekty osiągnął błyskawicznie. W 2014 r. w Polsce było 15 czynnych odwiertów poszukiwawczych gazu łupkowego. Na koniec 2015 r. – tylko cztery. W kolejnych latach – już żadnego…

Prawie pięć lat temu PIG rozpoczął budowę nowego magazynu rdzeni (próbek uzyskanych z wierceń) w Leszczach k. Kłodawy. Inwestycja uzyskała pozytywną opinię poprzedniego głównego geologa kraju, przeszła wszelkie akceptacje i uzgodnienia, miała być ukończona w ubiegłym roku. W czerwcu 2016 r. wiceminister wstrzymał prace, bo uznał, że nie zostały poprzedzone rzetelną analizą – i zapowiedział, że sam ją przeprowadzi. Instytut stracił 1,17 mln zł, minęło dwa i pół roku, magazyn nie powstał, o analizie nic nie słychać.

W roku 2014, ostatnim przed nastaniem „dobrej zmiany”, PIG – w dużej mierze dzięki swoim ekspertyzom i badaniom – osiągnął zysk 0,97 mln zł. Potem były już tylko straty – na koniec 2017 r. aż 5,44 mln zł.

Działalność PIG jest finansowana z dotacji Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Są one przekazywane na podstawie umów między NFOŚiGW a instytutem, zawieranych na wykonanie zadań PIG. Obie instytucje nadzoruje wiceminister Jędrysek, który akceptuje też zadania dla PIG. Pod jego rządami wzrosły opóźnienia w podpisywaniu tych umów – a więc i w przesyłaniu środków z NFOŚiGW. W 2017 r. PIG nie miał podpisanych umów na prawie 18 mln zł, a pod koniec 2018 r. na 14 mln zł. Opóźnienia w większości przekraczały rok. Skoro nie ma umów ani pieniędzy, PIG musi brać kredyty, by finansować swoje zadania, co wpływa na jego straty.

Instytut musi poza tym wydawać pieniądze na zadania, których nie planowano. W 2017 r. na telefoniczne polecenie od wiceministra Jędryska zapłacił w trybie nagłym 0,5 mln dol. Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego z siedzibą na Jamajce – za rozpatrzenie wniosku o przyznanie Polsce 15-letniej (możliwej do przedłużenia) koncesji na poszukiwanie surowców pod dnem środkowego Atlantyku. Chodzi o ok. 1000 km kw. dna na głębokości od 1800 do 2400 m. Nie wiadomo było, gdzie to jest, więc PIG, również na polecenie wiceministra, kupił za 29,5 tys. euro współrzędne tego terenu od Ogólnorosyjskiego Naukowo-Badawczego Instytutu Geologii i Zasobów Mineralnych Oceanu Światowego w Petersburgu. Nie było oczywiście umowy z NFOŚiGW na wydatkowanie obu tych kwot, toteż instytut musiał je wyłożyć z własnych środków. Według wiceministra Jędryska badania dna mogłyby się zacząć już wiosną 2018 r. (ale naturalnie nie zaczęły się do dziś).

Jeszcze żadne państwo nie rozpoczęło komercyjnego wydobycia surowców z dna morskiego, bo to skomplikowane i kosztowne. Nie wiadomo też, czy z fragmentu dna, który Polska miałaby badać, kiedykolwiek będzie można coś wydobywać, gdyż międzynarodowa Konwencja o różnorodności biologicznej uznała ten rejon za mający szczególne znaczenie ekologiczne. Wydatek jednak już się opłacił. W ubiegłym roku wiceminister Jędrysek został przewodniczącym Zgromadzenia Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego (na rok).

Ocena aż trudna do osiągnięcia

To, jak Jędrysek kieruje polską geologią, zostało zbadane w specjalnym wewnętrznym audycie, przeprowadzonym we wrześniu 2018 r. w Ministerstwie Środowiska i obejmującym departamenty nadzorowane przez wiceministra (czyli minister polecił skontrolować swojego pierwszego zastępcę). Raport z audytu stwierdza, że zauważono słabości w procesie planowania i podejmowania decyzji strategicznych, powielanie czynności przez różne komórki organizacyjne, brak bieżącej analizy problemów i skutecznego ich rozwiązywania, rozproszenie kompetencji w sprawach legislacyjnych (jeden z departamentów w ogóle nie wykonywał tu swoich obowiązków), brak nadzoru nad realizacją powierzonych zadań. W obszarze geologii nie ma dokumentu strategicznego, który określałby cele i wskazywał sposób ich osiągnięcia. W związku z długotrwałym opiniowaniem przez ministerstwo wniosków o finansowanie oraz zmienianiem decyzji co do powierzonych zadań PIG nie dostawał zaplanowanych środków i musiał wziąć 6 mln zł kredytu.

Nie przygotowywano wniosków o realizację prac geologicznych, gdyż nie istnieje Polityka Surowcowa Państwa (za co odpowiada wiceminister Jędrysek). W zarządzanych przez niego departamentach dochodziło do częstych zmian na stanowiskach kierowniczych (np. w departamencie nadzoru geologicznego sześciu dyrektorów i pięciu zastępców w ciągu około dwóch i pół roku) i panował brak zaufania do pracowników. Przekładało się to na atmosferę pracy i skłaniało ludzi do odejścia.

Opóźnione są postępowania koncesyjne w sposób naruszający Kodeks postępowania administracyjnego – co spowodowało prawie 3 mln zł strat. Podobno w departamentach analizowano liczbę i czas udzielanych koncesji, ale brakuje dokumentacji, która by to potwierdzała. Istnieje natomiast Zespół ds. Analiz, który jednak tak dalece niczego nie analizuje, że audytorzy uznali go za zbędny. Istnieje także Wydział ds. Legislacji, który wszakże nie prowadzi żadnych projektów legislacyjnych. Z kolei ważny Wydział Kopalin Stałych od lipca 2016 r. nie ma szefa.

Tyle audyt. Właściwie nie wiadomo, co jeszcze bardziej krytycznego można by powiedzieć o pracy wiceministra Jędryska… Ale jest on posłem PiS popieranym przez o. Tadeusza Rydzyka (prowadzącego duże inwestycje geotermalne). To zaś oznacza rządową gwarancję nietykalności dla wiceministra i jego działań (czy raczej zaniechań).

W grudniu szefowie związków zawodowych działających w PIG wystosowali – po raz drugi – wspólną petycję do ministra środowiska Henryka Kowalczyka o „zaprzestanie dalszego procedowania szkodliwej dla Państwa ustawy o PAG”, o pilną dymisję wiceministra Jędryska, „którego nastawiona na prywatne i partykularne interesy działalność szkodzi Państwu Polskiemu”, oraz o analizę strat finansowych powstałych w departamentach i jednostkach podległych wiceministrowi. Odpowiedzi nie było.

Dialog społeczny

Projekt ustawy o PAG wywołuje niemilknącą falę krytyki. Mimo to 5 grudnia wiceminister Jędrysek przekazał go Radzie Ministrów. 11 grudnia projekt miał już „stanąć na rządzie”, lecz w ostatniej chwili spadł z porządku obrad. Dwa dni później geolodzy protestowali pod Ministerstwem Środowiska, sprzeciwiając się ustawie o PAG i przejęciu państwowych pieniędzy oraz mienia PIG.

„Procedowanie projektu ustawy o PAG odbyło się z drastycznym naruszeniem prawa. Wymagane prawem konsultacje społeczne nie zostały przeprowadzone (…). Pan min. Jędrysek próbuje ukryć ten fakt w manipulacyjny sposób, wykorzystując do tego konsultacje, jakim został poddany wcześniej procedowany projekt ustawy o Polskiej Służbie Geologicznej. Nie można jednak mylić tych dwóch aktów (…). Pan min. Jędrysek kompletnie ignoruje wszelkie uwagi i sugestie prezentowane przez stronę społeczną. Wprowadzanie rozwiązań siłowych budzi nasze oburzenie. Biorąc pod uwagę ignorowanie wszelkich form debaty merytorycznej przez Pana min. Jędryska oraz pojawiające się kolejne zastrzeżenia do wadliwej ustawy o PAG, podtrzymujemy nasze żądania dotyczące odrzucenia tego szkodliwego projektu oraz odwołania niekompetentnego Głównego Geologa Kraju”, napisał NSZZ Solidarność w PIG do sekretarza Rady Ministrów Jacka Sasina (i do wiadomości innych ośmiu dygnitarzy z premierem Morawieckim na czele).

Czworo profesorów z Rady Naukowej PIG zawiadomiło prof. Waldemara Parucha, szefa Rządowego Centrum Analiz Strategicznych, że „Główny Geolog Kraju prowadzi szeroko zakrojoną akcję dyfamacyjną PIG, która ma rzekomo przemawiać za koniecznością powstania PAG. Niekiedy formułowane przez niego zarzuty dotyczące PIG ocierają się o groteskę”. Na przykład ten, że ostatnia mapa geologiczna Polski przygotowana przez PIG pochodzi z 1971 r., podczas gdy w rzeczywistości powstała w 2006 r.

Do tego samego adresata napisał Krajowy Sekretariat Zasobów Naturalnych Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ Solidarność, wskazując „jaskrawy przykład nierzetelności”, jakim było wystąpienie wiceministra Jędryska (10 stycznia 2019 r. w resorcie środowiska), który skupił się „tradycyjnie na krytyce funkcjonowania podlegającego mu PIG, nad którym sprawuje bezpośrednią kontrolę od ponad trzech lat”.

Związek podkreśla, że nie można „kreować projektu ustawy w oparciu o działania i interesy jednej osoby”, wspierającej się, przy uzasadnionych podejrzeniach o nielegalny lobbing, podległym aparatem urzędniczym i fasadowymi konferencjami bez możliwości otwartej debaty, gdzie „nawet delikatnie krytyczne uwagi merytoryczne są atakowane z najwyższych diapazonów jako »antypolskie«” (konferencje te PIG musiał finansować z własnych środków i nie wiadomo, czy poniesione koszty zostaną kiedykolwiek zrefinansowane). „Można z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że po utworzeniu PAG ulegną upośledzeniu wszystkie istotne funkcje służby geologicznej. (…) Projekt ustawy o PAG jest zbędny i potencjalnie niebezpieczny dla interesów Państwa”.

Krajowy Sekretariat Zasobów Naturalnych napisał też do wiceministra Jędryska, wskazując: „Debatę merytoryczną szybko Pan przeniósł na poziom prawno-polityczny, stosując metodę faktów dokonanych (…). Nawet kolejni mianowani przez Pana dyrektorzy PIG szybko orientowali się, do czego prowadzi Pańska polityka – i wyrażali to oficjalnie, za co ich Pan dymisjonował”. W istocie, od objęcia urzędu głównego geologa kraju prof. Jędrysek aż pięciokrotnie zmieniał dyrektorów PIG.

Ostatni, jak na razie, zwolniony szef instytutu dr Tomasz Nowacki 21 listopada ub.r. napisał do prezes Rządowego Centrum Legislacji Jolanty Rusiniak: „Nie ma żadnego uzasadnienia dla powoływania odrębnego podmiotu, określanego jako Polska Agencja Geologiczna (…). Utworzenie PAG spowoduje chaos w funkcjonowaniu państwowej służby geologicznej. (…) Wejście w życie ustawy o PAG spowoduje niezliczone problemy praktyczne, w wielu przypadkach niemożliwe wręcz do rozwiązania”. Dwa dni później już go nie było.

Słowa krytyki dotyczące ustawy o PAG są konsekwentnie ignorowane przez rząd. Wreszcie do premiera Morawieckiego napisał Piotr Duda, przewodniczący Komisji Krajowej Solidarności: „Jeszcze raz proszę o poważne potraktowanie tych sygnałów (…). Na dialog nigdy nie jest za późno”. Lekceważenie cudzych opinii oraz kolejne zmiany szefów PIG i kierownictw departamentów ministerstwa zajmujących się geologią to przykład, jak PiS traktuje przejęte instytucje i urzędy. Dla członków obecnej ekipy są one niczym prywatne folwarki, w których za nic się nie odpowiada i nie ponosi żadnych konsekwencji.

Wiceminister Jędrysek wydaje się jednak człowiekiem przezornym i chyba bierze pod uwagę utratę stanowiska. Dlatego projekt ustawy o PAG stanowi, że prezes przyszłej agencji nie może wykonywać żadnej działalności zarobkowej, z wyjątkiem pracy naukowej, dydaktycznej i sprawowania mandatu posła albo senatora (choć to sprzeczne z art. 103 konstytucji). Wypisz wymaluj, funkcja skrojona dla obecnego głównego geologa kraju…

Fot. Andrzej Iwańczuk/REPORTER

Wydanie: 6/2019

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. dsdfsdfdf
    dsdfsdfdf 7 lutego, 2019, 22:19

    Możemy se pogadać a jak podskoczymy to Mossbacher zainterweniuje i sprawa bedzie zalatwiona czy nam sie to podoba czy nie.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 20 lutego, 2019, 23:39

    Komusza cenzura dane personalne wymusza , to dopiero wolna prasajak w ZSRR

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy