Polacy budują sieć

Polacy budują sieć

Jak się stać modelowym społeczeństwem informacyjnym?

Każdy z nas dostrzega żywiołowy rozwój w naszym otoczeniu teleinformatycznym. Niemal wszyscy posługują się telefonami komórkowymi wyposażonymi w liczne funkcje i coraz bardziej wyrafinowanymi technologicznie komputerami. Czy to oznacza, że nie mamy już żadnych przeszkód w osiągnięciu najwyższych standardów w komunikowaniu się? Czy już jesteśmy „społeczeństwem informacyjnym”, o które upominają się programy rządowe i wspólnotowe?
Niestety, jeszcze nam do tego daleko, choć postęp odbywa się nieprzerwanie i ogromnie szybko. Jeden z unijnych raportów ukazywał Polskę jako kraj zacofany pod tym względem: „W Polsce występują zapóźnienia nie tylko wobec starych krajów członkowskich, ale także wobec nowych członków Unii, co w poważny sposób może wpływać na konkurencyjność polskiej gospodarki. Sytuacja na rynku telefonii stacjonarnej w Polsce jest niezadowalająca. Na 100 mieszkańców przypada zaledwie ok. 35 telefonów, w Czechach ok. 40, a w starych krajach Unii ten wskaźnik wynosi 58 telefonów stacjonarnych na 100 mieszkańców”.

Lepiej późno niż za późno

Ten stan powinien się zmienić, ale Polska rozpoczęła budowę społeczeństwa informacyjnego dopiero pod koniec lat 90. Przełomem była akcesja do struktur UE, poprzez którą zostały Polsce narzucone procedury służące modernizacji kraju. Duża ich część dotyczyła i wciąż dotyczy budowy społeczeństwa informacyjnego jako wzorowego modelu społeczeństwa europejskiego. Polski rząd opublikował wiele raportów oraz dokumentów, na podstawie których opracowano kilka zasadniczych strategii, obecnie wdrażanych. Najważniejszymi są: „Strategia informatyzacji RP ePolska na lata 2004-2006”, „Narodowy Plan Rozwoju na lata 2007-2013”, „Plan Informatyzacji Państwa”, „ePolska – plan działań na rzecz rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce na lata 2001-2006”.
Ale oprócz programów rządowych i sporych środków przeznaczanych na powszechną informatyzację istnieje coś, co można nazwać żywiołowym pędem społecznym, takim informatycznym pospolitym ruszeniem, w którym bierze udział zwłaszcza młodsza część Polaków. To właśnie dzięki nim bariery rozwojowe i zapóźnienia infrastrukturalne stają się dużo łatwiejsze do pokonania.
Weźmy kilka przykładów z codziennych serwisów informacyjnych. Młodzi polscy informatycy regularnie zdobywają najwyższe nagrody na różnych konkursach i olimpiadach informatycznych. W 2008 r. polska drużyna zdobyła pierwsze miejsce – ex aequo z Chinami – podczas XX Międzynarodowej Olimpiady Informatycznej w Kairze. Przedstawiciele obu państw zdobyli po trzy złote i po jednym srebrnym medalu. Takie sukcesy każdego roku odnoszą nie tylko polscy licealiści, ale także studenci kierunków informatycznych na uniwersytetach, co oznacza, że kadra, która będzie pracować w przyszłym społeczeństwie informacyjnym, będzie należała do światowej elity.

Jesteśmy głodni internetu

Ale również pod względem przygotowania użytkowników wcale nie jesteśmy „ubogimi krewnymi” społeczeństw bardziej zamożnych i rozwiniętych technologicznie.
Świadczy o tym np. polska edycja Wikipedii, encyklopedii internetowej tworzonej przez samych użytkowników sieci. Okazuje się ona największą spośród wszystkich Wikipedii w językach słowiańskich, w dodatku w ciągu niecałych ośmiu lat, bo powstała 26 września 2001 r., osiągnęła ponad 500 tys. artykułów i haseł i jest aktualnie czwartą Wikipedią pod względem liczby artykułów, ustępując jedynie wersji angielskiej, niemieckiej i francuskiej.
Polacy też szalenie szybko opanowali inne informatyczne udogodnienia, zarówno w ich spolszczonych edycjach, jak też w angielskojęzycznych. Np. polski serwis mikroblogowy Blip.pl odnotował w ostatnim miesiącu ponaddwukrotny wzrost liczby użytkowników! Jego amerykański odpowiednik Twitter.com odniósł w USA wielki sukces. Moda na mikroblogowanie dotarła także do Polski. Blip.pl ma 200 tys. nowych użytkowników w miesiąc! Polacy nauczyli się więc masowo surfować w internecie, blogować i dyskutować na czatach. I to bez rządowych czy unijnych dotacji. Ten postęp został dokonany za własne, prywatne pieniądze i jest naszą wielką zdobyczą.

Skok do głębokiej sieci

Jeśli teraz umiejętnie pokierować rozwojem tego potencjału i dofinansować newralgiczne punkty, wąskie gardła, to z pewnością polskie społeczeństwo dogoni najbardziej rozwinięte społeczeństwa informacyjne.
Jednak najbardziej optymistyczne prognozy nie zmienią faktu, że społeczeństwo informacyjne nie sprowadza się tylko do kontaktów towarzyskich i hobbystycznych. Są sprawy znacznie poważniejsze, np. aktywność w ramach społeczności lokalnych, pomoc w funkcjonowaniu samorządów na wszystkich szczeblach, kwestie ekonomiczne: elektroniczna bankowość, podatki, ubezpieczenia, ochrona zdrowia i bezpieczeństwo obywateli. To wszystko działałoby dużo sprawniej z pomocą infrastruktury teleinformatycznej. O różnych e-usługach marzą zresztą sami obywatele, co wynika z badań przeprowadzanych na zlecenie MSWiA. Chcieliby oni m. in. dostępu przez internet do wykazu placówek medycznych i ich usług w swoim województwie, dostępu do porad o zdrowiu, profilaktyce chorób, prawidłowym odżywianiu, ostrzegania przez internet o zagrożeniach meteorologicznych, terrorystycznych, o katastrofach oraz miejscach występowania chorób zakaźnych i epidemii, ale również instruktaży udzielania pierwszej pomocy. Chcieliby dostępu w internecie do niektórych baz policyjnych (np. skradzionych dokumentów i in.). A także możliwości zgłaszania skarg i przestępstw na policję i do straży miejskiej. Obywatele liczą na to, że upowszechnienie internetu ułatwi udział w referendach oraz głosowaniu w wyborach do parlamentu i samorządów. Obywatele chcą upowszechnienia możliwości wykonywania pracy z domu przez internet lub telefon, ale i dostępu do informacji oraz porad dla szukających pracy.
Osobny dział potrzeb, które można by zaspokoić przez internet, stanowi kultura, nie tylko informacja o imprezach, możliwość pobierania filmów i plików muzycznych, lecz także czytanie gazet, czasopism i nowo wydanych książek.
Z usług transportowych i finansowych już teraz udaje się wielu osobom korzystać za pośrednictwem sieci (kupowanie biletów, dokonywanie transakcji, zakupy w e-sklepach).
Wszystko chcielibyśmy mieć blisko siebie, w domu, w internecie, tylko że wymaga to sporych nakładów na rozbudowę infrastruktury teleinformatycznej, aby sieć była powszechna w każdej gminie czy dzielnicy, a oprogramowanie umożliwiało sprawne korzystanie z niej. Jeśli jednak będziemy pojętnymi uczniami w szkole społeczeństwa informacyjnego, to uczynimy dla własnej wygody wszystko to, co bohaterowie bajek po wymówieniu zaklęcia: „Stoliczku, nakryj się!”. Tyle że my będziemy musieli potwierdzić swoją wolę wciśnięciem klawisza ENTER.

Wydanie: 24/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy