Dla kogo święty?

Dla kogo święty?

Prusak z ducha, a Włoch z krwi i z banku św. Ducha – mówiono o Piusie XII

Odczułem ulgę, gdy Watykan wstrzymał się z beatyfikacją Piusa XII. Zapewne zaważyły na tej decyzji protesty Żydów i światowej opinii publicznej. Szkoda, że zabrakło głosu Polaków, którzy w czas wojennej apokalipsy doznali – po narodzie żydowskim – największych cierpień i mają prawo zarzucać Piusowi XII, że nic nie zrobił, by im pomóc.
Edmund Osmańczyk w książce „Wisła i Kraków to Rodło” opowiada o pielgrzymce Polaków do Rzymu w 1933 r., w celu uproszenia ówczesnego papieża Piusa XI, aby stanął w obronie katolickiego ludu polskiego w Rzeszy przed germanizacyjną polityką wrocławskiego kard. Bertrama i rządu III Rzeszy:
„Aby uzyskać audiencję u Ojca Świętego i móc przedstawić osobiście troski religijne Polaków w Nadodrzu i Prusach Wschodnich, trzeba było rozmawiać najpierw z politycznym sekretarzem papieża, znanym nam dobrze z przyjaźni z hitlerowcami od roku 1923, z księdzem Eugeniuszem Pacellim. Ten watykański polityk, o którym mówiono, że to „Prusak z ducha, a Włoch z krwi i z banku św. Ducha”… wreszcie był nam znany, jak całemu już światu, z tego, że w lipcu 1933 r., jako sekretarz stanu stolicy apostolskiej doprowadził do końca swe dzieło: związał Watykan z imperialistycznymi Niemcami poprzez podpisanie 20 lipca 1933 r. konkordatu z III Rzeszą… Tak więc z autorem konkordatu z hitlerowską Rzeszą wypadło pertraktować kilka miesięcy później prezesowi Związku Polaków w Niemczech, księdzu doktorowi Bolesławowi Domańskiemu, w sprawie audiencji u Piusa XI i możliwości wsparcia katolickiego ludu polskiego w Nadodrzu.
W dramatycznej rozmowie ten wysoki reprezentant rzymskiej kurii, Eugenio Pacelli, oświadczył kategorycznie:
– Nie! Interesy Kościoła wymagają całkowitej germanizacji Nadodrza dla umocnienia tam niemieckiego katolicyzmu. I dlatego papież przemówi do was po niemiecku, i to w obecności przedstawiciela waszej ambasady, ambasady III Rzeszy!”.
Pacelli w czasie przytoczonej rozmowy zapewne znał opublikowaną w latach 1925/27 książkę „Mein Kampf” Hitlera, bo była to wtedy

podstawowa lektura w Niemczech,

a przyszły papież był znany z tego, że zawsze gruntownie zgłębiał wiedzę w interesujących go sprawach. Musiał więc wiedzieć, jakie cele stawia sobie wódz III Rzeszy i jakimi metodami będzie do nich dążył. W drugiej części „dzieła” Führer stwierdza, że „rasą panów” są Aryjczycy, a wśród nich szczególna pozycja należy się Niemcom. Słowianie mają być tylko niewolnikami. Żydów, jako szkodliwą rasę, należy zlikwidować. Wszędzie tam, gdzie mieszka choćby jeden Niemiec, Rzesza Niemiecka ma prawo zbrojnie wejść, aby go chronić. Przestrzeń życiową powinni Niemcy zdobywać na wschodzie Europy. Pomimo tego Watykan zawarł konkordat z III Rzeszą i było to milczącym przyzwoleniem na ideologię i program zawarte w „Mein Kampf”.
Podobnie zresztą działo się wówczas we Włoszech, gdzie Pius XI (1922-1939) zawarł w 1929 r. pakty laterańskie z Benitem Mussolinim, i tak mówił o tym zbrodniarzu: „Dla Włoch Bóg wskazał takiego człowieka… on pojął, czego trzeba krajowi, aby wyzwolić go z anarchii…”; „Cudowny człowiek”. Zrozumiałe opinie, skoro rząd faszystowski zakazał rozpowszechniania pornografii, zwiększył liczbę państwowych świąt katolickich, likwidował świeckie ustawodawstwo, uczynił wielkie darowizny na rzecz duchowieństwa. Krzyże pojawiły się w szkołach i sądach, szkoły katolickie zostały zrównane ze szkołami publicznymi, nauka religii powróciła do szkół.
W połowie sierpnia 1939 r. Pacelli, już jako Pius XII, zapewnił hitlerowskiego ambasadora, że powstrzyma się od jakiegokolwiek potępienia Niemiec, kiedy te uderzą na Polskę. Rzekomo spowodował to wzgląd na 40 mln katolików niemieckich. A wzgląd na 20 mln katolików polskich, którym przyszło nieskończenie więcej cierpieć z powodu wojny? Niemieckim katolikom również.
28 lutego 1938 r. został wyświęcony na biskupa polowego Franz Justus Rarkowski, używający w korespondencji

pozdrowienia Heil Hitler.

Ten papieski przedstawiciel wydał po napaści Niemiec na Polskę odezwę: „W ważnej godzinie, kiedy nasz niemiecki naród przejść musi ogniową próbę sprawdzenia się i przystępuje do walki o swoje przyrodzone i przez Boga ustanowione prawa życiowe, zwracam się… do was, żołnierze, stojący w tej walce na pierwszej linii frontu i mający wielkie i zaszczytne zadanie, ażeby ochraniać i bronić mieczem bezpieczeństwa i życia narodu niemieckiego… Każdy z was wie, o co chodzi w tych dniach burzliwych dla naszego narodu, i każdy widzi przed sobą, wyruszając na bój, świetlany przykład najprawdziwszego wojownika, naszego Führera i Naczelnego Dowódcy, pierwszego i najdzielniejszego żołnierza Rzeszy Wielkoniemieckiej…”.
Po wybuchu wojny prymas Polski, kardynał August Hlond przybył do Rzymu 18 września i zdał papieżowi relację o tragedii Polski. Kardynał występował w watykańskim radiu, udzielał wywiadów prasie oraz wykorzystywał swoje wpływy osobiste, by pomóc ojczyźnie. 30 września kardynał wraz z dużą grupą Polaków został przyjęty przez papieża, który w swym przemówieniu takiej udzielił rady tym nieszczęśnikom: „…Waszemu tak oto złagodzonemu bólowi nie będzie towarzyszyć pragnienie zemsty (!), a tym bardziej nienawiść (!)”.
Miał papież stale dokładne relacje z piekła okupacji w Polsce, lecz nie uczynił nic, by Polakom pomóc, nawet polskiemu Kościołowi, który

stracił czterech biskupów,

1996 księży, 113 kleryków i 238 zakonnic. W orędziu na Boże Narodzenie w 1939 r. wołał papież nie o pokój, lecz o nową krucjatę: „Połóżmy kres tej bratobójczej wojnie i połączmy siły przeciwko wspólnemu wrogowi, którym jest ateizm”.
Wszyscy niemieccy biskupi, z wyjątkiem bp. Preysinga z Berlina, który nigdy nie popierał wojen Hitlera (i nie spadł mu z tego powodu włos z głowy), aż do ostatnich minut wojny nawoływali do spełnienia „obowiązku” wobec Führera i ojczyzny.
Od roku 1939 do 1945 śmierć poniosło blisko 55 mln, a 90 mln odniosło rany. 45 mln ludzi w Europie ewakuowano, zamknięto, wypędzono z miejsc zamieszkania. Relatywnie największe straty poniosła moja Ojczyzna. Gdzie był wtedy papież Pius XII i jego przedstawiciele? Co uczynili, by powstrzymać zbrodniarzy i ratować niewinne ofiary?
Nie zawsze Pius XII był taki wstrzemięźliwy w niesieniu ludziom pomocy. Do końca wojny pozostał przyjacielem faszystów. Wielu zbrodniarzy wojennych z Niemiec, Włoch, Chorwacji i innych krajów otrzymało stały bądź czasowy azyl w Watykanie, unikając zasłużonej kary.

Wydanie: 3/2010

Kategorie: Historia

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy