Pierwszy ślad Katynia

Pierwszy ślad Katynia

Już w połowie marca 1940 r. Międzynarodowy Czerwony Krzyż pytał dowództwo Wehrmachtu o obozy polskich jeńców wojennych w ZSRR

Hasło „Katyń” puścił w obieg mistrz propagandy III Rzeszy, minister Joseph Goebbels, na konferencji prasowej 13 kwietnia 1943 r. Uruchomił tym lawinową światową reakcję, która trwa do dziś. Międzynarodową piramidę książek, nie mówiąc o morzu publicystyki, uzupełniła wydana w Niemczech w 2015 r. kolejna książka o Katyniu.

Goebbels jako pierwszy zbrodnię upublicznił. W zasobach archiwalnych hitlerowskiego MSZ (Akten zur deutschen auswärtigen Politik, Serie D, Band VIII) znalazłem jednak – jak sądzę – w ogóle pierwszy ślad, sygnał zbliżającego się Katynia. Prowadzące wówczas korespondencję władze oczywiście nie zdawały sobie sprawy z tego, co się zapowiada. Wymieniając pisma, dociekano przyczyn nagłej, zagadkowej sytuacji z obozami polskich jeńców wojennych w ZSRR. Międzynarodowy Czerwony Krzyż (MCK) zwraca się w piśmie z 14 marca 1940 r. do Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu (OKW), wydział straty wojenne i losy jeńców wojennych, z następującym zapytaniem: „Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża otrzymał z różnych stron, m.in. także od Czerwonego Krzyża w Rzymie, wiadomość, według której rozwiązany został obóz dla polskich jeńców wojennych w Kozielsku (okręg smoleński) w ZSRR. Jeńcy mieli podobno zostać przerzuceni do Niemiec. Strona rosyjska dotychczas jeszcze nie potwierdziła tej informacji. Międzynarodowy Czerwony Krzyż byłby bardzo wdzięczny za wiadomość, czy powyższa informacja jest zgodna ze stanem faktycznym. Z wyrazami szacunku” (podpis nieczytelny).

Z dokumentu, którego ksero prezentujemy, wynika, że MCK zwrócił się najpierw z zapytaniem do Mos­kwy, lecz odpowiedzi nie otrzymał. Do Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu cytowana wyżej korespondencja dotarła 21 marca 1940 r., skąd 26 marca przekazano ją niemieckiemu MSZ. 28 marca MCK przekazał na adres OKW kolejny tekst o podobnej treści, który wojsko 1 kwietnia znów skierowało do niemieckiego MSZ. Druga depesza MCK brzmiała: „Prosimy o telegraficzną odpowiedź o obozach polskich jeńców wojennych w Rosji. Chodzi o Starobielsk, Kozielsk, Ostaszków i inne. Czy jeńcy tych obozów zostali przerzuceni do Niemiec, czy też obozy te istnieją nadal? Dysponujemy licznymi listami”.

6 kwietnia MSZ III Rzeszy komunikuje konsulatowi niemieckiemu w Genewie: „Proszę powiadomić Międzynarodowy Czerwony Krzyż w związku z zapytaniami z 14 i 28 marca skierowanymi do OKW, że zgodnie z naszymi informacjami radzieckie obozy dla jeńców wojennych w Starobielsku, Kozielsku, Ostaszkowie, Szepietowce i innych istnieją nadal”.

Skąd niemieckie MSZ miało taką wiadomość – nie wiadomo. Zapewne od swojej ambasady w Moskwie, która po prostu odpowiedziała, że nic jej nie wiadomo o likwidacji obozów. Ambasada radziecka w Berlinie na pewno nie przekazała takiej informacji. Rosjanie nie byli zresztą prawnie zobowiązani reagować na zapytania MCK, ponieważ ZSRR nie podpisał konwencji genewskiej w sprawie jeńców wojennych. Dlatego MCK nie utrzymywał z nim stosunków. Moskwa ponadto nie traktowała wziętych do niewoli jak jeńców wojennych, argumentując, że przecież Polska nie wypowiedziała wojny ZSRR. Przypuszczenie, że jeńcy zostali przerzuceni do obozów niemieckich, mogło się wydać naturalne, bo te dwa państwa prowadziły wojnę z Polską.

Omówiona wyżej korespondencja pozwala, moim zdaniem, kontynuować dotychczasową dociekliwość historyków w sprawie Katynia. Zdaniem badaczy historii najnowszej, m.in. dr Natalii Lebiediewej oraz prof. Wojciecha Materskiego, bliskich tematyce katyńskiej, notatka komisarza spraw wewnętrznych Ławrientija Berii przewidująca wymordowanie polskich oficerów przekazana została Kremlowi między 1 a 3 marca 1940 r. Z dokumentów wynika, że Stalin i spółka przypieczętowali decyzję podpisami 5 marca.

Dokumentacji dalszych ruchów kremlowskiej wierchuszki brak, lecz pozostała logika. Wydaje mi się wątpliwe, by Beria zaskoczył Stalina gotową notatką już tylko do akceptacji. Sprawa tak niesłychana musiała zostać uprzednio wstępnie omówiona i uzgodniona ze Stalinem, który polecił przygotować uzasadnienie zbrodni na piśmie. Mimo że likwidacja obozów zaczęła się na początku kwietnia, przygotowania do zamordowania jeńców, m.in. przerwanie korespondencji między nimi a rodzinami, musiały się rozpocząć znacznie wcześniej, nim Beria sięgnął po pióro. Inaczej listy rodzin z zapytaniami do MCK nie dotarłyby tam przed 14 marca. Korespondencja w czasie wojny, zwłaszcza via Rzym, nie docierała przecież do MCK w tempie ekspresowym. Rodziny wcześniej nie dziwiły się, że listy z Rosji przychodzą nieregularnie. Skoro w końcu zaczęły interweniować, przerwa w kontakcie musiała być bardzo długa. Ta przerwa to, według mnie, pierwsze kroki w przygotowaniach do Katynia.

Sądzę, że jeszcze przed rozpoczęciem masowej likwidacji jeńców wywoływani wcześniej z listy obozowej (nie wiadomo dlaczego) pojedynczy oficerowie stawali się pierwszymi ofiarami Katynia – bądź wywożono ich do dalekich gułagów. To ich rodziny, zaniepokojone długą ciszą w kontaktach listownych, szukały wyjaśnienia w MCK.

Wymiana korespondencji między MCK a OKW dowodzi, że notatka Berii z 1-3 marca była wprawdzie sygnałem rozpoczęcia masowej likwidacji polskich jeńców, lecz już wcześniej miały miejsce pojedyncze egzekucje.

Dlatego sądzę, że poza olbrzymią dokumentacją katyńską warto brać pod uwagę także wymianę kores­pondencji między MCK a OKW jako pierwszy sygnał, że z polskimi obozami w ZSRR dzieje się coś złego.

Wydanie: 11/2016

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy