Domagamy się bezpłatnego in vitro

Domagamy się bezpłatnego in vitro

Coraz więcej osób popiera apel „Przeglądu” o refundację leczenia niepłodności

W ubiegłym tygodniu wystosowaliśmy list otwarty do marszałka Sejmu, Senatu i przewodniczących klubów parlamentarnych (pełny tekst w nr 5), w którym przypominamy, że z powodu niepłodności cierpi w Polsce ok.1,5 mln kobiet, i domagamy się, by leczenie niepłodności, w tym metoda in vitro, było refundowane.
Do znakomitych przedstawicieli życia publicznego, którzy poparli nasz apel w ostatnich dniach, dołączyli:
dr Agnieszka Graff, historyk literatury
Maria Łopatkowa, Centrum Pedagogiki Serca
prof. Mirosława Marody, socjolog, UW
Urszula Nowakowska, kierująca Centrum Praw Kobiet
prof. Zygmunt Zdrojewicz, seksuolog
Obszerny list nadszedł też od Izabeli Jarugi-Nowackiej, pełnomocnika rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, która już podpisała nasz apel. Przypomniała, że przed rokiem zorganizowano w jej urzędzie konferencję „In vitro w XXI wieku – nadzieje i zagrożenia”. Jej uczestnicy uznali za priorytetowe zwiększenie dostępu do leczenia niepłodności.


 

Otrzymaliśmy też dziesiątki listów od czytelników, którzy dziękują, że zajęliśmy się problemem, że walczymy o ich prawo do posiadania dzieci. I podpisują się pod apelem. Są z nami. Bardzo często, przekazując słowa poparcia, opisują swoje wieloletnie, raz wygrane, raz przegrane leczenie. A oto fragmenty listów:

Jesteśmy jedną z par, o których prawa walczycie. Życzymy powodzenia!
*
In vitro może zmienić całe moje życie.
*
Mam na imię Elżbieta (29). Wraz z mężem Tomaszem (34) od czterech lat staramy się o dziecko. Ani u mnie, ani u męża nie ma przeciwwskazań, abyśmy mieli dzidziusia. Przeszliśmy już wiele i orientujemy się w kosztach. Jesteśmy przerażeni.
*
Poruszyliście bardzo bolesny dla nas temat. Chcielibyśmy poprzeć apel o refundację leczenia niepłodności. Sami borykamy się z tym problemem już cztery lata, na razie bez rezultatu, ale wierzymy. Do chwili obecnej wydaliśmy już ponad 20 tys. zł, więc doskonale wiemy, ile kosztuje leczenie. Na razie nie mamy problemów finansowych i możemy sobie na to pozwolić, ale czujemy się oszukani przez państwo, bo płacimy wysokie składki na NFZ i nie otrzymujemy tego, co potrzebujemy. Nie chodzi nam głównie o pieniądze, bo jeżeli ma to doprowadzić do narodzin upragnionego dziecka, wydamy jeszcze więcej, ale chodzi nam o sprawiedliwe traktowanie ludzi dotkniętych problemem niepłodności. Przeżywamy ból fizyczny i psychiczny, a dodatkowo sugeruje się nam, że chęć posiadania dziecka jest naszym prywatnym kaprysem.
Podobno państwo prowadzi politykę prorodzinną, ale my jakoś nie możemy jej zauważyć. Wszyscy trąbią o niżu demograficznym, ale nikt nie próbuje tego zmienić, choćby poprzez refundację leczenia niepłodności.
*
Podziwiamy działalność lekarzy, pionierów w zapłodnieniu in vitro. Dają życie dzieciom i szczęście rodzicom. Niech ich racja zwycięży.
*
Jesteśmy jedną z par, o których pisaliście. U nas we Wrocławiu ceny są jeszcze wyższe. Sama inseminacja kosztuje 500 zł. Do tego dochodzą koszty leków, wizyt monitorujących i badań diagnostycznych. Jesteśmy przerażeni i samotni, ale dziecko śni się nam po nocy.
*
Z problemem bezpłodności walczę już od trzech lat. W kwietniu podejmę próbę zapłodnienia in vitro, ale ze względów finansowych będzie to jedyna próba. Jeśli nie wyjdzie, będę znowu musiała poczekać parę lat, aż nazbieram na następną. A szanse z roku na rok mam coraz mniejsze.


 

Nadal czekamy na głosy tych, którzy chcieliby poprzeć nasz apel. Kontakt: i.konarska@przeglad-tygodnik.pl

 

Wydanie: 6/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy