Dotacje tak, cygara nie

Dotacje tak, cygara nie

Dzień bez podlizywania się wyborcy jest dla polityka dniem zmarnowanym. Nie może sobie na to pozwolić, zwłaszcza wtedy gdy spadają mu sondaże. Jak Platformie Obywatelskiej. Co wówczas robić? Najwdzięczniejszym obszarem do wykazania się obywatelską troską są pieniądze. Najlepiej publiczne pieniądze. Stąd projekt PO, by partiom politycznym zabrać dofinansowanie z budżetu państwa. Chytry pomysł, choć niewiele mający wspólnego z regułami demokracji parlamentarnej, na straży której, przynajmniej hipotetycznie, powinny stać ten rząd i ta partia. Chytry, bo zbieżny z oceną zdecydowanej większości Polaków, którzy chcą zamknięcia kranu z pieniędzmi dla partii. I zrobienia porządku z tą sodomą i gomorą. Tyle że wyraźny przypływ ocen krytycznych nastąpił wraz z ujawnieniem sposobów korzystania z tych środków właśnie przez samą PO. Trudno bowiem dziwić się ludziom, że kiedy czytają o cygarach, drogich knajpach i strojach, to ogarnia ich chęć wysłania w kosmos całego systemu finansowania partii. Zgłaszając swój projekt, Platforma liczy na to, że stając na czele rzekomej odnowy, jakoś przykryje własne wpadki. A bez pieniędzy z budżetu też sobie poradzi. Bo przecież na najbliższe wybory wystarczy jej te kilkadziesiąt milionów złotych, które sobie odłożyła i ma na kontach. Gdyby zaś zabrakło finansowania z budżetu, to komu jak komu, ale Platformie nie dadzą zginąć sympatycy tej partii, którzy w Polsce należą do najlepiej uposażonych. Stać ich na darowizny i inne formy wspomagania swoich. Nie tylko grosza, ale i złotówek nie poskąpią. Ale czy taki ma być w Polsce system? Czy chcemy powrotu do nieodległych czasów, gdy pieniądze dla ugrupowań politycznych wędrowały w teczkach? Oczywiście wraz ze zobowiązaniami zaciąganymi wobec biznesu dającego pieniądze. Po wyborach trzeba było te długi spłacać. Wiadomo jak.
To, co piszę, nie oznacza, że nie ma problemu z finansowaniem partii. Taki problem oczywiście jest. Tyle że propozycja PO jako żywo przypomina sytuację z dowcipu, jak to z podwórka wraca niemiłosiernie ubrudzone dziecko i mąż pyta żonę: „Myjemy czy robimy nowe?”.
Platforma chce robić nowe dziecko. Ale prawie wszyscy eksperci mówią: myjemy. Bo rację ma prof. Joanna Górnicka-Kalinowska, etyk z UW, która mówi, że „jeżeli partie nie są finansowane z budżetu państwa, to państwem rządzi pieniądz”.
Obecny system finansowania partii ma moim zdaniem sens. Wymaga jednak mycia, czyli kolejnych bezpieczników stopujących zapędy tych polityków, którzy mylą kasę publiczną z prywatną. Sięgają po pieniądze budżetowe w sposób sprzeczny z intencją płatników, czyli nas, wyborców. Najprostszy, a pewnie i najskuteczniejszy pomysł to objęcie pełną kontrolą tych wydatków partii, które pochodzą z dotacji budżetowej. I obowiązek publikowania w internecie każdej faktury, bez wyjątków. Podobne zasady powinny zresztą obejmować administrację rządową i samorządy. Wydający publiczne pieniądze muszą się liczyć z opinią publiczną. A lepsza kontrola może w dalszym planie wzmocnić partie polityczne.

Wydanie: 31/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy