Wybrakowany liberalizm

Wybrakowany liberalizm

Modne jest ostatnio narzekanie na zagrożenia dla „liberalnej demokracji”. Na poziomie potocznych skojarzeń zazwyczaj myśli się o ograniczeniach praw obywatelskich czy też o problemach z wolnością osobistą jednostki. Niestety, mało kto łączy te narzekania z szerszym spektrum spraw społecznych.

Bo prawdą jest, że polski liberalizm od początku lat 90. był mocno ograniczony i skarlały. Wciąż aktualna pozostaje opinia prof. Jerzego Szackiego z lat 90., zawarta w książce „Liberalizm po komunizmie”, że po okresie PRL nastąpił u nas głównie rozwój liberalizmu gospodarczego. Brakowało zaś w tym wszystkim pozostałych elementów tego nurtu: liberalizmu politycznego, obyczajowego, kulturowego, intelektualnego. W obozie tzw. reformatorów dominowało raczej anachroniczne przekonanie, że „gdyby nie komunizm, wszystko byłoby w porządku, i jedynym problemem rzeczywiście istotnym jest możliwie pełna restauracja tego, co było, połączona z obroną przed obcymi wpływami, które obecnie nie zagrażają już wprawdzie własności prywatnej, ale są niebezpieczne dla ładu moralnego w stopniu nie mniejszym niż komunizm”.

20 lat później niewiele się zmieniło. Obecna władza dostrzega w liberalizmie nie mniejsze (a chyba nawet większe) zagrożenie niż w komunizmie, szansę zaś widzi w powrocie do wyidealizowanej, zamkniętej etnicznie i kulturowo wspólnoty plemiennej. Natomiast tzw. opozycja liberalna na razie poza odsunięciem PiS od władzy i powrotem do stanu sprzed wyborów niewiele nowego oferuje. A slogan obrony demokracji liberalnej pozostaje tylko pustym hasłem.

Dlaczego? Bo nie kryje się pod nim ład, w którym jest miejsce na przestrzeganie praw socjalnych obywateli, ograniczenie represyjności dominującego modelu kulturowo-obyczajowego, odrzucenie kulturowego autorytaryzmu, pogrzebanie nacjonalistycznych uprzedzeń czy też poluzowanie sztywnego gorsetu moralnej kontroli tkwiącego w praktyce codziennych stereotypów i schematów myślenia.

Strona liberalnego obozu anty-PiS nie potrafi nawet wyjść poza symbolikę narzuconą przez konserwatywny dyskurs władzy – na wiecach KOD, tak jak na zjazdach partyjnych PiS, dominuje narodowa oprawa (biało-czerwone flagi, śpiewanie hymnu itd.). Na jednej z demonstracji KOD we Wrocławiu doszło do zgrzytu, kiedy kazano grupie osób zwinąć tęczową flagę, aby – jak to uzasadniono – „nie upolityczniać” protestu. Podobno później próbowano odkręcić ten incydent. Ale pojawiły się pytania, gdzie są granice „dobrego smaku”, kto je określa i dlaczego je ogranicza. A gdyby pojawiła się flaga zielona, czerwona lub czarno-czerwona, też zastosowano by prewencyjną cenzurę kulturowo-symboliczną, aby „sprawy nie posunęły się za daleko”? A gdyby byli tam przedstawiciele organizacji ateistycznej, zwolennicy wolnej miłości albo aktywiści środowiska transwestytów, czy obecna opozycja liberalna by ich przyjęła i poparła, czy tak jak obecna władza odcięłaby się od nich i potępiła?

Kilka lat temu moja koleżanka Anna Pacześniak ukazała w swoich badaniach politologicznych konserwatyzm kulturowy działaczy SLD. Ciekawe, jak dziś wyszłyby w badaniach postawy liberałów z PO czy z Nowoczesnej wobec mniejszości seksualnych lub jaka byłaby skala nacjonalizmu czy homofobii wśród liberalnej opozycji. A co ze stosunkiem do autorytaryzmu Kościoła, do hierarchicznej szkoły czy też do powszechnej w Polsce ideologii „ostrego karania” jako recepty na wszelkie problemy?

To oczywiście są pytania pokazujące szerszy problem: jeśli kontestuje się obecną rzeczywistość, co proponuje się w zamian? I jak daleko mają pójść zmiany w strukturze i kulturze społeczeństwa?

Przed tymi pytaniami nie ucieknie ani KOD, ani obecna zagubiona opozycja. Jeśli ktoś chce dokonać w kraju tylko zamiany personalnej i partyjnej, nie ma sensu tracić czasu i energii na takie estetyczne podmiany.

Dotyczy to również tzw. mediów liberalnych, które oburzają się na działalność ministra Ziobry, ale jednocześnie podtrzymują mity „zagrożonego porządku”, „konieczności nadzoru nad emigrantami” czy też budują w środowisku drobnomieszczan atmosferę zagrożenia. Albo kultura wolnościowa, albo jednak „swojski porządek”. Trzeba się zdecydować.

Wydanie: 5/2016

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy