Ekologia i Przegląd

Dunajec już czysty

O oczyszczalnię dla Krościenka walczyło trzech poprzednich wójtów

Rozmowa z Bogusławem Waksmundzkim, wójtem gminy Krościenko nad Dunajcem

– To miasteczko ma ponad 650 lat tradycji miejskich. Dziesięć lat temu „rozwiodło się” ze Szczawnicą i jest siedzibą samodzielnej gminy. Odwiedza je kilkaset tysięcy turystów rocznie. Od końca kwietnia 2001 r. Krościenko i okoliczne wsie mają oczyszczalnię ścieków.
– Jedną z największych bolączek mieszkańców i gości przez ponad 150 dni każdego sezonu turystycznego są odpady i tysiące metrów sześc. ścieków, które – razem z jeszcze większą porcją nieczystości ze Szczawnicy – dziesiątki lat spływały prosto do Dunajca. Od roku leżące wyżej od nas uzdrowisko ma także oczyszczalnię, więc w Nowym Sączu czy Tarnowie woda do picia nie będzie zagrożona. O oczyszczalnię dla Krościenka walczyło trzech poprzednich wójtów, inwestycja kosztowała 10,5 mln zł, z budżetu gminy przeznaczyliśmy 4,5 mln zł.
– Oczyszczalnia znajduje się na miejscu dzikiego wysypiska odpadów.
– Uporządkowanie i ogrodzenie terenu, transformator, droga dojazdowa, wał ziemny, chroniący oczyszczalnię przed wysoką wodą Dunajca, kosztowały gminę 700 tys. zł. Kanalizację budowaliśmy przeszło cztery lata, do oczyszczalni o przepustowości 770 m sześc. na dobę podłączone są sołectwa: Krościenko, Krościenko-Centrum i Krośnica, cześć gospodarstw z osiedli Pod Tylką i Hałuszowa. Małe miasteczko wyglądało jak wielki plac budowy. Mieszkańcy narzekali, bo 9/12 kosztów musieli zapłacić za tzw. przykanalik, czyli przyłączenie do kanalizacji, 1/12 za wykonanie dokumentacji, a gmina dołożyła do inwestycji tylko 2/12, bo na więcej nie było środków.
– Ale jeszcze nie wszystkie osiedla skanalizowano, odpady nadal są dokuczliwe, a ich usuwanie kosztuje. Co zrobić z dymiącymi cały rok kominami?
– Uczestniczymy w międzynarodowym, polsko-słowackim programie ochrony terenów pogranicznych. Dość dobrze wypełniamy część zobowiązań, ale do osiągnięcia celu: „Pienińska gmina Krościenko nad Dunajcem miejscem aktywnego, całorocznego wypoczynku”, mamy jeszcze spory kawałek. Przez miasteczko przepływa kapryśna, górska Krośniczanka, która już nie jest otwartym kanałem ściekowym.
– Powiadają, że ziemia piękna, ale kamienista. Nie jest łatwo budować wodociągi i kanalizację.
– Mimo to 70% osiedli już nie spuszcza nieczystości do Krośniczanki i innych potoków, nie korzysta z szamb gruntowych. Wsie: Krośnica, Hałuszowa, Zapotocze, Tylka czy Grywałd będą skanalizowane, lecz 35 km sieci kanalizacyjnej trzeba budować wiele lat. Mamy jeszcze problem ze starym kolektorem burzowym, a jak u nas porządnie popada, to żadna kanalizacja nie wytrzymuje. Wszystko drogo kosztuje. Ale każda złotówka wydana na urządzenia ochrony środowiska daje większy zysk z turystyki, promocji naszych stron, czystego powietrza. O czystym Dunajcu poniżej Jeziora Czorsztyńskiego już nie trzeba marzyć, rzeka jest coraz bardziej przezroczysta, i to przez cały rok.
– W Krościenku mieści się siedziba dyrekcji Pienińskiego Parku Narodowego i wielkie centrum edukacyjne.
– Sąsiadujemy jeszcze z Popradzkim Parkiem Krajobrazowym, blisko jest też Gorczański Park Narodowy. Park Pieniński jest naszym sojusznikiem w walce o środki na inwestycje dla ochrony środowiska. Mamy sytuację lepszą niż w Zakopanem, dyrekcja parku nie przeszkadza kosić polan; nic nie chcemy parkowi zabierać.
– Jakie będą następne inwestycje po oczyszczalni i kanalizacji?
– Kto nie był u nas choćby rok, zauważy zmiany już na rynku. Promujemy Krościenko jako czystą miejscowość. Najszybciej musimy zabrać się za oczyszczenie powietrza. Prawie w każdym domu używa się gazu z butli. Jednak to ciągle mało jak na potrzeby miejscowości położonej w dolinie, otoczonej pięknymi lasami. Szkoda zatruwać naturę, ludzie przyjeżdżają do nas „na świeże powietrze”.
– Na rynku stoi studnia, skąd każdy może brać wodę. To woda mineralna?
– Mało kto wie, że u nas źródła wód uważanych za lecznicze odkryto wcześniej niż w Szczawnicy. Mamy ujęcia o potwierdzonych właściwościach mineralnych – np. Michalina, Stefan, Maria – czyli wielki majątek pod ziemią. Pięć spółek wodnych zaopatruje mieszkańców w wodę. Niektóre czerpią 200 litrów na dobę, ale jak ktoś chce 300 litrów, powinien się liczyć z tym, że mu „woda ucieknie”.
Rozmawiał
Tomasz Kowalik


Gacki, nocki i karliki

Nietoperzy jest coraz mniej, nawet o 90%

Z nietoperzami jest tak źle, że rok 2001 ogłoszono Międzynarodowym Rokiem Nietoperzy. Jeśli dzięki temu uda się coś zrobić dla ochrony tych zwierząt, będzie to częściowe zadośćuczynienie za prześladowania, jakie spotykały je od stuleci. Chyba tylko starożytni Egipcjanie i Chińczycy odnosili się do nich z sympatią. Pierwsi uważali, że nietoperze chronią przed nieszczęściem, drudzy wierzyli, że przynoszą szczęście (w dawnych Chinach noszono talizman z rysunkiem pięciu nietoperzy, który miał pomagać w osiągnięciu pięciu rodzajów szczęścia).
Do gacków, nocków czy karlików szczególnie źle odnoszono się w średniowiecznej Europie. Były symbolem śmierci, nieszczęścia i czarów, uważano je za złe duchy i demony, za sługi czarownic i nocne ptaki szatana.
Nie darzyli ich sympatią także nasi przodkowie. Uważano, że

wkręcają się we włosy,

atakują ludzi i wysysają krew. Oskar Kolberg notował, że w Lubelskiem „mówią, iż nietoperze w różne się strony mijają dlatego, ażeby znaleźć człowieka, który piekłu duszę poślubił”.
Od niepamiętnych czasów nietoperze były wykorzystywane do czarów. Oto przepis na magiczny inkaust z „Księgi Czarnej Magii”: „Weź kość nietoperza, włóż do ognia i spal, a potem utłucz na proszek i zmieszaj z równą ilością kopcia z komina”. Z nietoperzy robiono świece, proszki, kadzidła i napoje do magicznych praktyk.
Mimo postępu wiedza o tych ssakach nadal pozostaje skromna. Jedno jest pewne: nietoperze są poważnie zagrożone, także w Polsce. W okresie ostatniego półwiecza liczebność niektórych gatunków zmniejszyła się u nas aż o 90%. Nie lepiej dzieje się w innych krajach – z 30 europejskich gatunków aż 12 to skrajnie zagrożone. Wszystkich przyczyn wymierania nietoperzy nie znamy, nie ulega jednak wątpliwości, że głównym powodem są zmiany środowiska. Problem wydaje się tym bardziej złożony, że to zwierzęta kilku środowisk: gdzie indziej żyją wiosną i jesienią, gdzie indziej latem, jeszcze w innym miejscu zimują. Są też bardzo ruchliwe – w poszukiwaniu żerowiska w ciągu jednej nocy

potrafią przelecieć 50 km,

a poszukując miejsca na zimową hibernację, wędrują na odległość tysięcy kilometrów.
Zanikanie niektórych gatunków wiąże się z ograniczeniem żerowisk. Dotyczy to zwłaszcza nietoperzy polujących na owady lasów liściastych, bo tych lasów najbardziej ubywa. Dla innych gatunków niepomyślnym zjawiskiem jest zmniejszanie się powierzchni pastwisk i łąk. Wycinanie drzew dziuplastych to zarazem likwidacja miejsc rozrodczych i stanowisk odpoczynku nietoperzy.
Gdy w budownictwie zaczęto stosować chemiczne środki konserwujące i owadobójcze, strychy domów przestały być schronieniem dla nietoperzy. Szczególnie groźne okazały się stosowane w rolnictwie pestycydy; nietoperze, zjadając zatrute owady, same ginęły lub stawały się bezpłodne.
W Polsce wszystkie gatunki nietoperzy znajdują się pod całkowitą ochroną, ale to za mało, żeby ocalić je od wymarcia. Zadaniem szczególnie ważnym jest zabezpieczenie zimowych schronień tych zwierząt. Jednym z nich, największym w Europie, jest Międzyrzecki Rejon Umocniony – system wojskowy w gminie Międzyrzecz. Podziemne korytarze i komory o długości 30 km tworzą zimowisko o powierzchni około 7 ha.
W 1980 r., część podziemi przekształcono w rezerwat „Nietoperek”, który chroni nietoperze z polskich nizin, a także z Niemiec; przyjeżdżają do niego polscy i zagraniczni chiropterolodzy, by prowadzić badania.
Jednak „Nietoperek” to za mało, na zimowiska należy wyselekcjonować pewną liczbę jaskiń i schronisk jaskiniopodobnych (opuszczone sztolnie, lochy), których, na szczęście, nie brakuje. Nietoperzom niezbędne są również schronienia letnie – chodzi zwłaszcza o to, żeby ich nie płoszyć z poddaszy budynków, wież kościelnych, dziupli itp. Coraz rzadsze drzewa dziuplaste można zastępować skrzynkami dla ptaków, z których nietoperze chętnie korzystają (szczególnie ze skrzynek wykonanych z trzcinobetonu, mających dobre właściwości izolacyjne, odpornych na rozkuwanie przez dzięcioły).

Przyszłość nietoperzy

zależy również od ochrony ich żerowisk. Nie zagrozi im śmierć głodowa, jeśli ochroną obejmie się zbiorniki wodne, w tym również małe, czyli stawy, glinianki, rowy i fosy.
Szczególnie ważną sprawą jest zmiana stosunku do tych zwierząt. Na szczęście stosunek do nich stopniowo się zmienia, zwłaszcza wśród młodzieży, o czym świadczy coraz liczniejsza rzesza miłośników gacków, nocków i karlików.

Władysław Misiołek

O rękoskrzydłych prawie wszystko

Nietoperze (rękoskrzydłe) liczą około tysiąca gatunków, w Polsce występuje 20 – wszystkie podlegają ochronie.
Są jedynymi ssakami zdolnymi do aktywnego lotu. Powierzchnie lotne stanowią skórne błony między bokami ciała a kończynami przednimi i tylnymi; u niektórych błony sięgają aż do ogona.
Mają zróżnicowaną wielkość, najmniejsze ważą zaledwie 2 g, największe nawet 1,3 kg.
Są aktywne o zmierzchu i w nocy.
Niektóre gatunki żyją ponad 20 lat.
Mają dobry słuch, słabszy węch; niektóre dobrze widzą, ale orientują się głównie dzięki echolokacji. Narośl na nosie służy do skupiania i kierowania wydawanych ultradźwięków.
Bardzo dobrze latają, niektóre gatunki odbywają wędrówki do 1,6 tys. km. Większość potrafi poruszać się po ziemi, niektóre czynią to niezdarnie, inne biegają z szybkością myszy, jeszcze inne skaczą.
Odpoczywając, zwisają głową w dół, a ciało owijają błoną lotną.
Na zimę zapadają w stan hibernacji. Niekiedy tworzą kolonie liczące kilka milionów osobników.
Większość nietoperzy (w tym wszystkie żyjące w Polsce) żywi się owadami. Nietoperze-wampiry odżywiają się krwią zwierząt. Niektóre z roślinożernych zapylają kwiaty.


Co armia robi dla ochrony środowiska?

mjr Jerzy Smoliński,
rzecznik prasowy Ministerstwa Obrony Narodowej
Wymogi ochrony środowiska zostały w ostatnich latach znacznie zaostrzone. Istnieje wiele instrukcji, norm i rozporządzeń, szczególnie dotyczy to poligonów wojskowych. Niedawno utworzono specjalistyczny zakład utylizacji amunicji, do którego przywozi się m.in. pociski w celu rozbrojenia.

mjr Sławomir Sikora,
rzecznik prasowy dowódcy Wojsk Lądowych
Przykładów jest wiele. Np. myjnie samochodowe i czołgowe są już ekologiczne – wszystko odbywa się obiegu zamkniętym; są oczyszczalnie ścieków. Na każdym poligonie przebywają cywilni przedstawiciele ochrony środowiska, którzy sprawdzają i oceniają stan dbałości o przyrodę oraz zatwierdzają pod względem ekologicznym wszystkie urządzenia, np. toalety. Także pralnie wojskowe są ekologiczne. Natomiast kotłowniami zajmują się wojskowe agencje mieszkaniowe. Wojsko płaci za wywóz śmieci – żadnych odpadów nie wyrzuca się pokątnie. Każdy użytkowany pojazd posiada homologację Ministerstwa Transportu.

dr inż. Janusz Mikuła,
prezes Polskiego Klubu Ekologicznego
Ochrona środowiska w wojsku wymaga gigantycznych nakładów inwestycyjnych. Sprawa dotarła już do najwyższych szczebli decyzyjnych państwa. M.in. dwa lata temu odbyło się wspólne posiedzenie sejmowych Komisji Obrony Narodowej i Ochrony Środowiska, na którym prezentowano program dotyczący lotnisk oraz kotłowni i oczyszczalni ścieków. Podpisano umowę z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska, mającym wspomagać armię finansowo. Wiele oczyszczalni ścieków wymaga generalnego remontu, bo sektor ten był od lat niedoinwestowany. Podobnie z kotłowniami wojskowymi. Ustalono też harmonogram uregulowania stanu formalno-prawnego ochrony środowiska w obiektach wojskowych. Kłopot polega na tym, że część obiektów sprzedano, a wiele innych – którymi dysponuje Agencja Mienia Wojskowego – wymaga sporych nakładów.

płk prof. Jerzy Zieliński,
prodziekan Wydziału Inżynierii, Chemii i Fizyki Technicznej Wojskowej Akademii Technicznej im. J. Dąbrowskiego
Nasza działalność dydaktyczna i badawcza służąca ochronie środowiska skupia się na trzech dziedzinach. Po pierwsze, na ocenie i wycenie szkodliwych działań niszczących środowisko na poligonach – już opuszczonych, poradzieckich czy użytkowanych obecnie. Opracowujemy technologie pozwalające na odzyskanie starych poligonów. Po drugie, na wpływie obiektów wojskowych (koszar, schronów), na poprawieniu jakości ścieków, wydzielania gazów itd. W WAT prowadzimy też badania substancji szkodliwych i zagrożeń z tego wynikających, np. podczas transportu. Kształcimy specjalistów w zakresie chemii, m.in. na kierunkach ekologia i monitoring środowiska oraz materiały niebezpieczne i ratownictwo chemiczne.

Beata Jarmul,
pracownik ds. ochrony środowiska w jednostce wojskowej
W naszej jednostce mamy niebezpieczne odpady i staramy się ten problem uregulować prawnie. Wysłaliśmy do starostwa warszawskiego wniosek o zezwolenie na wytwarzanie odpadów, przedstawiliśmy ich wykaz i umowy z firmami, które mają je od nas odbierać (chodzi o zużyte świetlówki, lampy rtęciowe, odpady medyczne, przepracowane oleje, zużyte akumulatory itp.).

płk Ryszard Jędraszka,
kierownik w Biurze Spraw Obronnych Ministerstwa Środowiska
Wydaliśmy przewodnik ekologiczny dla sił zbrojnych państwa w ramach NATO „Jak i dlaczego chronić środowisko naturalne”. Charakteryzuje on stan środowiska naturalnego w Polsce, informuje o prawie środowiskowym, zapoznaje z kierunkami ochrony środowiska w siłach zbrojnych, podaje charakterystykę wszystkich poligonów, zasady ochrony przeciwpożarowej w lasach, na poligonach itd.
Notował BT


eko-informacje

U wybrzeży Republiki Południowej Afryki udało się sfilmować uważane za “żywą skamieniałość” ryby trzonopłetwe. Sfilmowana na głębokości ok. 100 m ryba to najprawdopodobniej należąca do rzędu trzonopłetwych latimeria, którą do 1938 r. uważano za wymarłą 70 mln. lat temu. “Sądzimy, że w okolicach Komorów żyje 200 do 300 dorosłych osobników. Mogą też występować w innych rejonach”, mówi Hans Fricke, niemiecki biolog, który obejmie przywództwo ekspedycji naukowej, mającej zbadać liczebność populacji latimerii u wybrzeży Afryki. Przypuszcza się, że latimerie żyją na dużych głębokościach, około 400 m pod powierzchnią wody.
Ich skamieniałości pochodzą z przełomu ery paleozoicznej i mezozoicznej, od dewonu do kredy. Dzieliły się na co najmniej dwie grupy – wymarłe Rhipidistia i Coelacanthidae, z których do dziś przetrwała latimeria. Charakterystyczną cechą latimerii są płetwy, których szkielet przypomina budową pięciopalczastą kończynę. Jej ciało pokrywają ciemne, stalowoniebieskie łuski z cętkowaniem po bokach. Latimeria objęta jest międzynarodowym zakazem połowów i znajduje się pod całkowitą ochroną.

Podczas seminarium w Sejmie na temat “Zwierzęta w mieście” Katarzyna Piekarska, wiceprzewodnicząca Krajowej Rady Ekologicznej SLD “Środowisko i Rozwój”, zadeklarowała wsparcie pozarządowych organizacji, działających na rzecz zwierząt. Wśród ustawowych zmian, które powinny doprowadzić do poprawy losu np. bezdomnych zwierząt, są poprawki do ustawy o samorządzie terytorialnym, precyzujące, że zadaniem własnym gminy jest zapewnienie opieki bezdomnym zwierzętom.

Polsko-chińską spółkę joint venture, która będzie produkować w Chinach Iinstalacje oczyszczalni ścieków przemysłowych i komunalnych, ma utworzyć w połowie tego roku Fundacja Inkubator z Łodzi oraz Inkubator z Szanghaju. Produkcja zostanie uruchomiona w Szanghaju, na terenie specjalnej strefy ekonomicznej. Wkładem polskich udziałowców będą – poza technologią – pomoc w uruchomieniu produkcji i szkolenia chińskich pracowników, instalujących oczyszczalnie. W Łodzi powstanie pracujący na rzecz spółki ośrodek badawczo-naukowy, współpracujący z Politechniką Łódzką.

Panda wielka jest coraz bardziej zagrożona wyginięciem, ostrzega międzynarodowa organizacja World Wide Fund. Panda zamieszkuje niemal wyłącznie Chiny centralne (jednym z najważniejszych siedlisk naturalnych jest rezerwat lasów bambusowych, obejmujący część gór Syczuanu i sąsiednich prowincji Gansu i Szansi). Szacuje się, że dziś na wolności żyje zaledwie około tysiąca sztuk tego gatunku. “Główną przyczyną wymierania pand jest wycinka lasów bambusowych”, oznajmili przedstawiciele WWF.


Spór o import atomu

Czy Rosja stanie się składowiskiem odpadów nuklearnych?

Nie pomogły protesty międzynarodowych ekologów. Rosyjska Duma przyjęła kontrowersyjną ustawę. Moskwa może sprowadzać z zagranicy wypalone paliwo jądrowe, wzbogacać je lub magazynować przez czas nieokreślony. „Jeśli sprowadzimy w ciągu dziesięciu lat 20 tys. ton jądrowych odpadów, państwo zyska co najmniej 10 mld dol.”, zapewniano. Za przyjęciem ustawy opowiedziały się prawie wszystkie partie, od komunistów po szowinistów Władimira Żyrinowskiego i politycznych przyjaciół prezydenta Putina. Tylko liberalne ugrupowania Jabłoko i Sojusz Sił Prawicowych głosowały przeciw. Wątpliwości natury ekologicznej starał się rozwiać obecny minister energetyki atomowej, Aleksander Rumiancew. Przyrzekł on, że 75% dochodów z nuklearnego importu przeznaczonych zostanie na

oczyszczenie skażonych
radioaktywnie obszarów.

Resztę otrzymają regiony w celu „rozwiązania problemów społecznych”.
Moskwa ma ambitne plany przyjęcia i przetworzenia jednej dziesiątej wypalonych prętów nuklearnych z całego świata. Jurij Wiszniewskij, dyrektor Państwowego Urzędu Kontroli Atomowej, nie wierzy jednak, by te zamiary zostały spełnione. Rosja ma tylko jeden ośrodek przetwarzania odpadów nuklearnych, Majak pod Czelabińskiem. Czy więc odpady nuklearne z Zachodu mają być przechowywane w składowiskach Krasnojarska i Tomska przez dziesięciolecia?
Budowa nowego zakładu przetwarzania atomowych odpadów potrwa od siedmiu do ośmiu lat i pochłonie ogromne pieniądze. Ostrzeżenia Jurija Wiszniewskiego są głosem wołającego na puszczy. Kiedy kontrolerzy atomowi nie wydali licencji na kontenery do przewozu odpadów nuklearnych, zaprojektowane przez urzędników rządowych, ministerstwo i tak przyjęło je do użytku.
Przeciwko nuklearnym planom władz w Moskwie
protestują ekologowie z organizacji Greenpeace,

a także rodzimi, skupieni w Ruchu na rzecz Bezpieczeństwa Atomowego. Stojąca na jego czele inżynier Natalia Mironowa zamierza przekonać prezydenta Putina i jego doradców o konieczności radykalnych zmian w polityce energetycznej państwa. Zdaniem Mironowej, skażenie radioaktywne, oraz przejęcie przez Rosję roli służebnej wobec zachodniego przemysłu nuklearnego są zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa.
Aktywiści Ruchu mogą wskazać na terenie Rosji wiele przykładów, chociażby wioskę Musljumowo, położoną 55 km na wschód od ośrodka atomowego Majak. 29 września 1957 r. w Majaku doszło do tragicznej katastrofy – posłuszeństwa odmówił system chłodniczy podziemnej cysterny z odpadami nuklearnymi. Potężna eksplozja o sile 25 kiloton rozerwała dwumetrowe ściany bunkra. Promieniotwórcza chmura opadła na obszar 23 tys. km kw. Dziś przeciętna długość życia w Musljumowie wynosi 40 lat, liczba mieszkańców spadła o połowę, na świat wciąż przychodzą martwe, potwornie zniekształcone dzieci, bez mózgów i twarzy. Przepływająca przez wieś Tesza jest

najbardziej radioaktywną
rzeką w Rosji

– poziom promieniotwórczości wody wynosi 300 mikrorentgenów, a więc 20 razy więcej, niż dopuszczają normy. Prezydent Putin zdaje sobie sprawę z zagrożenia. Na niedawnym spotkaniu z wysokimi urzędnikami Ministerstwa Energetyki Nuklearnej gospodarz Kremla stwierdził, że kwestie bezpieczeństwa zasługują na szczególną uwagę. Niestety, w ostatnich latach sprawy ekologiczne straciły priorytet. Udział ma w tym także Putin. Pod jego rządami ze względów oszczędnościowych zlikwidowano w ub.r. Państwowy Komitet Ochrony Środowiska.

Krzysztof Kęciek


Ekologiczny katamaran

Każda inicjatywa zastąpienia tradycyjnych paliw pozyskiwanymi z odnawialnych źródeł energii zasługuje na uznanie. Przykładem może być największy spacerowy statek rzeczny, napędzany energią słoneczną, kursujący po wodach Łaby przepływającej przez Hamburg. W szóstym numerze miesięcznika „EkoŚwiat” dowiadujemy się, że zadaszenie interesującego katamaranu służy nie tylko ochronie przed deszczem, ale rozmieszczone są na nim również baterie fotoelektryczne, zapewniające energię silnikowi. W razie braku słońca statek posiada akumulatory ładowane w czasie postojów.

Znaczenie wody dostrzega się dopiero wtedy, gdy zaczyna jej brakować. Szósty numer miesięcznika „Aura. Ochrona środowiska” podaje receptę na jej niedostatek. Eliminacja strat wody, wprowadzanie technologii wodooszczędnych, systemów obiegów wody różniących się jakością, magazynowanie wody w górach lub pod ziemią, to tylko niektóre z przepisów na utrzymanie równowagi w przyrodzie.

Polska ma doskonałe warunki do rozwijania i utrzymywania na wysokim poziomie produkcji, przetwórstwa i sprzedaży truskawek. W 12. numerze dwutygodnika „Owoce. Warzywa. Kwiaty” przeczytamy, że okresowe załamanie się produkcji truskawek w Polsce zaktywizowało naszych konkurentów (m.in. Maroko, Hiszpanię; Chiny), a w efekcie przyniosło wyparcie Polski z dotychczas zajmowanych pozycji. Zagospodarowanie dużej ilości truskawek napotykać więc będzie na trudności.
ELŻ


Wkładka ”Ekologia i Przegląd” powstaje dzięki finansowemu wsparciu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej 

Wydanie: 28/2001

Kategorie: Ekologia
Tagi: Nr 14 (33)

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy