Emeryt nikogo nie naciąga

Emeryt nikogo nie naciąga

POLEMIKA

Utrzymywanie starszych ludzi przez grupę w wieku produkcyjnym to mit. Przeciętny emeryt wpłaca na swoją emeryturę znacznie więcej, niż potem pobiera

W poprzednich numerach „Przeglądu” pojawiły się felietony Andrzeja Kawalca „Polaków coraz mniej” („P” nr 23/09) i Adama Gwiazdy „Młodych ludzi coraz mniej na świecie” („P” nr 27/09), zwracające uwagę na postępujące starzenie się społeczeństwa. Jest rzeczą oczywistą, że przedłużenie czasu ludzkiego życia zmienia proporcje ilościowe między młodszym a starszym pokoleniem na korzyść ostatniego. Autorzy uważają to zjawisko za negatywne, co moim zdaniem jest wysoce niepokojące i podważa wieloletnie wysiłki medycyny i nauki. Jako zasadnicze antidotum na tę sytuację proponowane jest

zwiększanie liczby dzieci w rodzinie.

Jest to pewnego rodzaju pułapka, ponieważ nowo narodzone dzieci, żyjąc dłużej, będą przechodzić do grupy osób starszych, dalej wzmacniając „niekorzystne” proporcje grup wiekowych.
Przy rozważaniu propozycji wyżej wymienionych autorów należy pamiętać, że nasza Ziemia ma ograniczoną pojemność i zdolność do zapewnienia życia swoim mieszkańcom. Ostatnie 100 lat charakteryzuje się gwałtownym wzrostem liczby ludności z ok. 2,5 mld w 1900 r. do ok. 7 mld w roku 2000. Patrząc na historię demograficznego wzrostu liczby ludności, jest to prawie eksplozja. Wykres przedstawia ten wzrost na tle zużycia zasadniczych źródeł energii (węgiel, gaz i ropa) i towarzyszące temu wzrostowi niepokojące zmiany ekologiczne, takie jak dziura ozonowa, zmiany klimatu, zanik pewnych gatunków zwierząt i roślin itp. W tej sytuacji nawoływanie do dalszego zwiększania liczby ludności jest polityką krótkowzroczną.
Pewnego rodzaju sprawdzianem przedstawianej przez autorów koncepcji zwiększania dzietności jest porównanie poziomu życia w krajach o dużej rozrodczości, takich jak Indie, Afryka czy Ameryka Południowa, z krajami o przewadze starszych grup wiekowych, takich jak Szwecja, Japonia i Niemcy. Polskie społeczeństwo zmierza raczej w kierunku stylu życia drugiej z tych grup, co wydaje się zdrową tendencją.
Andrzej Kawalec rozważa negatywne strony braku wzrostu populacji w Polsce. Zakłada on, że liczba mieszkańców stanowi o sile państwa. Oczywiste jest, że nie liczba mieszkańców, ale ilość i jakość wyprodukowanych dóbr materialnych stanowi o sile danego narodu. Każdy kraj, instytucja czy fabryka oceniane są według wielkości produkcji i wydajności pracy, a nie liczby zatrudnionych pracowników.
Przyzwyczajenie do oceniania kraju według liczby ludności wywodzi się z okresów podbojów militarnych, gdzie rozwój kraju sprowadzał się do ekspansji terytorialnej, obecnie ekspansja polega na „podboju” ekonomicznym i gospodarczym. Istotną rzeczą jest więc sprawne zarządzanie, prawidłowy rozwój gospodarczy oraz szerokie uczestnictwo społeczeństwa w korzystaniu z własnego wypracowanego dorobku i doświadczenia innych krajów.
Andrzej Kawalec martwi się o to, kto będzie spłacał 250 mld dol. długu, a nie zajmuje się „nieszczęściami”, które spowodowały zaciągnięcie tych astronomicznych pożyczek w dobie, wydawałoby się, rozkwitu kraju. Zaciąganie tak wysokich pożyczek może być dobrym sprawdzianem, czy gospodarka jest prawidłowa.
Inną stroną tego zjawiska jest

rozpowszechnienie mitu

o utrzymywaniu starszych ludzi przez grupę ludzi produkcyjnych. W swoim czasie Jacek Kuroń jako minister pracy i opieki społecznej podjął szeroką medialną akcję wykazującą, że wpłaty przeciętnego emeryta na jego emeryturę znacznie przewyższają kwotę, jaką potem on pobiera. Każdy emeryt w pełni zabezpiecza wpłatami wysokość swojej emerytury, a nie obciąża nimi młodego pokolenia. Jest to szczególnie ważne dla ludzi młodych, którzy przechodząc w wiek emerytalny, muszą mieć pewność, że wpłacone przez nich składki nie rozpłyną się na inne, szlachetniejsze cele. Należy zwrócić uwagę, że nowo wprowadzany system emerytalny dodatkowo skomplikował i obniżył stawki wypłat emerytalnych.
Dyskusja na temat utrzymywania ludzi starszych powinna iść w kierunku zabezpieczenia ich wpłat na fundusz emerytalny. I to samo dotyczy pokolenia produkcyjnego. Inne podejście sprowadzi się do antagonizowania grup wiekowych.

Autor jest profesorem dr hab. inż., profesorem Prywatnej Wyższej Szkoły Ochrony Środowiska w Radomiu, prezesem Fundacji Rozwoju Energetyki Słonecznej

Wydanie: 35/2009

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy