Eros i ściana śmierci

Eros i ściana śmierci

Dlaczego ludzkości służy seks lubieżnych seniorów z młodymi dziewczynami?

Dlaczego ludzie nie umierają po utracie zdolności do rozrodu? W królestwie zwierząt osobnik, który nie może się rozmnażać, skazany jest na szybką śmierć. Kobiety jednak żyją po menopauzie 30 lat i dłużej. Wśród szympansów, naszych najbliższych genetycznie krewniaków, próżno szukać takiego fenomenu. Zdaniem ekspertów, tę niezwykłą długowieczność zapewnił rodzajowi ludzkiemu seks sędziwych mężczyzn z młodymi dziewczętami.
W wielu społecznościach lubieżny starzec uganiający się za dziewczynami w wieku swojej wnuczki budzi potępienie i często odrazę. Tymczasem według naukowców z amerykańskich uczelni, Uniwersytetu Stanforda i Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara, powinniśmy być wdzięczni jurnym seniorom, ponieważ dzięki nim możemy dłużej cieszyć się tym światem.
Jako pierwszy na to zjawisko zwrócił w 1966 r. uwagę brytyjski biolog ewolucyjny William Hamilton. Opracował on formułę matematyczną określającą „ścianę śmierci”. Oto w organizmach w wieku reprodukcyjnym szkodliwe mutacje eliminowane są poprzez dobór naturalny. Kiedy jednak cykl reprodukcyjny dobiega kresu, także naturalna selekcja przestaje działać. Szkodliwe mutacje zaczynają zbierać swoje żniwo – osobnik uderza w ścianę śmierci (wall of the death) i umiera. Tak właśnie dzieje się w królestwie zwierząt. Zgodnie z powyższym mechanizmem kobiety powinny natrafiać na ścianę śmierci od razu po menopauzie i kończyć życie w wieku mniej więcej 55 lat (według innej, udoskonalonej teorii, gdy ostatnie dziecko „wyleci z gniazda”). Tak się jednak nie dzieje, w zamożnych krajach przemysłowych panie zazwyczaj przekraczają osiemdziesiątkę. Zdaniem demografów, obecnie przychodzące na świat w Europie Zachodniej dziewczynki w większości dożyją setki.
Rozrodczość mężczyzn, w odróżnieniu od kobiecej, wygasa powoli. Dlatego panowie powinni staczać się po łagodnym „zboczu śmierci”, ale tak również się nie dzieje. Zburzenie przez homo sapiens ściany śmierci próbowano wyjaśnić hipotezą babci. Opiekuńcza, doświadczona babcia troszczy się nie tylko o swoje dzieci, lecz także wnuki. W ten sposób zapewnia przetrwanie swoich genów w kolejnych generacjach. Wciąż jednak pojawiały się wątpliwości. Wielu naukowców uważało, że

hipoteza babci

jest prawdopodobnie słuszna, ale nie wyjaśnia do końca, dlaczego przedarliśmy się przez ewolucyjną wall of death. Fenomen ten postanowił poddać kolejnej analizie Cedric Puleston, biolog z Uniwersytetu Stanforda. Doszedł on do wniosku, że do tej pory badacze tego problemu popełniali błąd, uwzględniali bowiem tylko rozrodczość kobiet. Należy jednak wziąć pod uwagę także zdolności reprodukcyjne mężczyzn, które przecież są inne – panowie stają się prokreacyjnie aktywni nieco później niż panie, za to męska rozrodczość nie wygasa tak gwałtownie jak żeńska, niekiedy utrzymuje się aż do końca życia.
Współpracę z Pulestonem podjął Shripad Tuljapurkar, renomowany ekspert od spraw populacji z Uniwersytetu Stanforda. Obaj uzyskali pomoc Michaela D. Gurvena, antropologa z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Naukowcy przebadali dane dotyczące długowieczności i rozrodczości dwóch społeczności łowców i zbieraczy – Dobe Kung z pustyni Kalahari oraz Ache z Paragwaju. Grupy te należą do najbardziej odizolowanych społeczności świata i prowadzą tryb życia bardzo podobny do naszych przodków. Naukowcy uwzględnili także lud rolników i kowali Janomamo z Brazylii i Wenezueli, boliwijskie plemię Tsimane, wieśniaków z Gambii oraz, dla porównania, grupę współczesnych Kanadyjczyków.
Okazało się, że we wszystkich tych społecznościach związki tworzą starsi mężczyźni i młodsze kobiety. W tradycyjnych populacjach różnica wieku wynosi od pięciu do 15 lat. W Europie Zachodniej i w USA różnica wieku partnerów to tylko dwa lata, ale wciąż istnieje. Dane pochodzące ze Szwecji, dotyczące 11 tys. dorosłych obywateli płci obojga, świadczą, że największy sukces reprodukcyjny (najwięcej dzieci) osiągają pary, w których kobieta jest od czterech do sześciu lat młodsza od mężczyzny. Powyższe wnioski potwierdziły tradycyjny pogląd, zgodnie z którym mężczyźni szukają młodych, a więc płodnych partnerek, natomiast kobiety – mężczyzn doświadczonych i zamożnych, zdolnych zapewnić opiekę i utrzymanie im oraz dzieciom.
W badanych grupach wszystkie kobiety i większość mężczyzn przestawali mieć dzieci w wieku pięćdziesięciu kilku lat. Ale niektórzy mężczyźni, zwłaszcza o wysokim statusie, zostawali rodzicami także znacznie później (najstarszy tatuś wytropiony przez Pulestona miał 95 lat, dodajmy, iż nie sprawdzano możliwości, że prawdziwym ojcem jest młody sąsiad). Zjawisko to występuje szczególnie wyraziście w społecznościach praktykujących poligynię (jeden mężczyzna ma kilka żon) oraz w gerontokracjach, czyli w populacjach, w których starsi mężczyźni (np. wioskowy kacyk i jego rada, wódz i przyboczni) monopolizują dostęp do kobiet w wieku reprodukcyjnym. We współczesnych krajach Zachodu gerontokracji już nie uświadczysz, ale i tak starsi mężczyźni, rozwodnicy lub wdowcy, znacznie częściej wstępują w ponowne związki małżeńskie lub partnerskie niż panie w podobnym wieku.
Trzej naukowcy doszli do przełomowej konkluzji – stosunkowo

nieliczni, jurni staruszkowie

umożliwili ludzkości zburzenie ściany śmierci. Istnieli oni już w prehistorycznych hordach łowców i zbieraczy, wśród których śmierć kosiła wprawdzie na prawo i lewo, ale niektórzy, najtwardsi i najsprawniejsi, a więc nosiciele najlepszych genów, dożywali mimo to podeszłego wieku. Jeśli nadal się rozmnażali – przekazywali te znakomite geny długowieczności i zdrowia swoim dzieciom. Może jeszcze ważniejsze jest, że nie przekazywali genów złych. Córki tych sędziwych „supermenów” same stawały się matkami, dając dobre geny swoim dzieciom – zarówno chłopcom, jak i dziewczynkom. W ten sposób przedarcie się przez ścianę śmierci stało się możliwe dla obu płci. Ten sukces zapewne został zintensyfikowany przez „efekt babci”. Być może dzięki efektowi babci, czyli zajmującym się z poświęceniem wnukami starszym paniom, kobiety żyją o kilka lat dłużej niż mężczyźni.
Wyniki badań trzech naukowców, opublikowane w internetowym magazynie „Public Library of Science”, wywołały duże zainteresowanie. Komentatorzy podkreślali, że obecnie nie można już piętnować „brudnych, lubieżnych staruchów”, ponieważ dzięki nim czekamy na pocałunek śmierci znacznie dłużej, niż przewidują prawa ewolucji. Komentatorki wskazywały raczej na ogólne zalety „jesiennego seksu”, z których powinny korzystać także starsze panie (ale ta sugestia nie spotkała się wśród facetów, tradycyjnie poszukujących młodszych towarzyszek, z entuzjastycznym przyjęciem). Cedric Puleston i jego koledzy zwracają zaś uwagę na inny fakt – tacy ludzie jak Rod Stewart i David Letterman, którzy zostają ojcami w wieku 50 lub 60 lat, zwiększają wprawdzie ogólny przyrost naturalny i pomagają pokonać ścianę śmierci, jednak sami nie odnoszą z tego innych korzyści, poza oczywiście satysfakcją erotyczną i ojcowską dumą. Wbrew tradycyjnym poglądom, seks ze znacznie młodszą partnerką nie przedłuży życia mężczyzny nawet o jeden dzień.

Wydanie: 4/2008

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy