Tiwanaku – kamienny cud

Tiwanaku – kamienny cud

W piramidzie tajemniczego miasta odkryto grób pełen skarbów

Tiwanaku od lat fascynuje nie tylko archeologów. Niektórzy uważają to niezwykłe miejsce nad jeziorem Titicaca za kolebkę cywilizacji, inni – za dzieło kosmitów lub ślad legendarnej Atlantydy.
Ostatnio nazwa Tiwanaku znów znalazła się na pierwszych stronach gazet. W 15-metrowej piramidzie Akapana, należącej do największych budowli prekolumbijskich w Ameryce Południowej, znaleziono szczątki kapłana lub władcy sprzed 1,3 tys. lat. „Kości są w bardzo dobrym stanie. Ten dostojnik z pewnością należał do elity ówczesnego społeczeństwa. Byle kogo nie pochowano w piramidzie”, wyjaśnia boliwijski archeolog, Angel Cossio. W grobowcu znajdującym się w wykutej w budowli niszy odkryto także wspaniały królewski diadem oraz wisior wielkości pięści, wykonany ze szczerego złota. Obok ciała złożono ofiary jak również lamę, która być może miała zawieźć cień zmarłego króla na tamten świat. Odkrycie jest tym bardziej zdumiewające, że piramida Akapana była wielokrotnie łupiona, najpierw przez hiszpańskich konkwistadorów, potem przez różnego rodzaju poszukiwaczy skarbów. Na początku XX w. robotnicy wyrywali z podstawy Akapany kamienie, których użyto do budowy linii kolejowej łączącej miasto Guaqui z La Paz. „A jednak grób władcy w cudowny sposób przetrwał te grabieże, aby opowiedzieć nam o historii”, cieszy się Angel Cossio. Zdaniem archeologów, w kompleksie Tiahuanaco (w języku keczua) lub Tiwanaku (w języku ajmara) mieszkało w czasie największego rozkwitu około 100 tys. ludzi.
Tiwanaku wzniesiono na wysokości 4 tys. m nad poziomem oceanu, gdzie

powietrze jest rzadkie

i oddycha się trudno. Obecnie ruiny oddalone są 21 km na południowy wschód od Titicaca, najwyżej położonego żeglownego jeziora na świecie. W starożytności poziom wód jeziora był jednak znacznie wyższy, toteż prawdopodobnie miasto znajdowało się na brzegu. Okolice Tiwanaku to dziki i ponury skalny płaskowyż Altiplano, porośnięty sztywną trawą ichu, stale smagany zimnymi wiatrami z gór. Nieliczni Indianie Ajmara, pilnujący na ubogich pastwiskach swoich lam, opowiadają, że w jednym dniu można tu przeżyć wszystkie pory roku – o wschodzie słońca następuje wiosna, w południe panuje lato, wieczorem jesień, a gdy tylko zapadnie noc, rozpoczyna się sroga zima.
Ludzie zwiedzający ruiny zastanawiali się więc, jak w tak surowych warunkach mogło powstać kamienne miasto wzniesione z niezwykłą precyzją, o gmachach zdobionych złoconymi gzymsami i tarczami ze szlachetnych kruszców. Kto żywił budowniczych, którzy z odległości co najmniej 40 km ściągali bloki piaskowca, niekiedy o masie powyżej 100 ton? A prekolumbijscy Indianie nie znali przecież koła.
Archeolodzy zwrócili uwagę, że budowle postawiono z zadziwiającą dokładnością, bez zaprawy murarskiej. Niekiedy między kamienne bloki trudno wsunąć ostrze noża. Twórcy magicznego miasta niekiedy łączyli kamień miedzianymi klamrami – takiej techniki nie znała żadna inna kultura andyjska. Eksperci do dziś zastanawiają się, jakie zagadki kryje Brama Słońca, najsłynniejsza z budowli Tiwanaku. Wykuta z jednego bloku andezytu ma 2,73 m wysokości i masę około 10 ton. Brama zdobiona jest fryzem, którego centralny element stanowi podobizna bóstwa, później identyfikowanego przez Inków ze stworzycielem świata Wirakoczą. Po obu stronach boga można spostrzec 48 biegnących w jego kierunku zapłakanych ptaków.
Być może to kapłani lub wojownicy w ceremonialnych maskach kondora albo też wojownicy spieszący do rytualnej bitwy. Brama Słońca uważana jest za jeden z cudów nie tylko Ameryki Południowej. Obaliło ją trzęsienie ziemi, w 1908 r. została postawiona na nowo.
Wielu nie mogło uwierzyć, że na chłostanym wichurami ubogim płaskowyżu preinkascy Indianie mogli stworzyć tak zdumiewającą cywilizację. Na temat powstania Tiwanaku pojawiały się więc najbardziej fantastyczne teorie i wciąż tworzone są nowe. Zdaniem szwajcarskiego łowcy kosmitów, Ericha von Dänikena, monumentalne budowle nad jeziorem Titicaca są dziełem przybyszów z innych planet, którzy cięli kamienne bloki promieniem lasera. Däniken z dużą pewnością siebie napisał: „Inskrypcje na Bramie Słońca informują o statku kosmicznym, który wysadził na Ziemię pramatkę w celu zrodzenia dzieci”.
Tego rodzaju rewelacje ortodoksyjni badacze przyjęli szyderczym chichotem…
Archeolog amator Arthur Posnansky (zmarł w 1948 r.), który przez długie lata badał tajemnicze miasto, doszedł do wniosku, że Tiwanaku było miejscem narodzin całej amerykańskiej cywilizacji i starożytnym obserwatorium astronomicznym. Budowle orientowano w ten sposób, aby obserwować z nich Słońce podczas zimowego i letniego przesilenia, przy czym układ kamiennych konstrukcji odpowiada położeniu słońca podczas wspomnianych przesileń

12 tysięcy lat temu.

W 1995 r. łowca sensacji, Graham Hancock, opublikował bestsellerową książkę, w której dowodził, że megalityczne budowle, rozsiane po całym świecie, takie jak Wielki Sfinks w Egipcie, Tiwanaku czy świątynie Angkor w Kambodży są pozostałościami starożytnej cywilizacji Atlantydy. Kiedy rozległy ląd, zwany Atlantydą, pogrążył się w oceanie, mieszkańcy, którzy ocaleli, podążyli w różne zakątki świata, aby szerzyć swą wiedzę i kulturę, a stało się to mniej więcej w 10500 r. p.n.e. Zdaniem ortodoksyjnych badaczy Wielki Sfinks w Gizie został wykuty jakieś 4,5 tys. lat temu, ale Hancockowi i jego zwolennikom to nie przeszkadza. Telewizja Discovery Civilisation wyemitowała film, w którym kartograf Jim Allen dowodził, iż Tiwanaku było jednym z „dziesięciu królestw Atlantydy”.
Obdarzeni bujną fantazją podróżnicy dostrzegli, że drogi prowadzące od świątyń kończą się nagle przy skalistych urwiskach. Wysnuto z tego wniosek, że Tiwanaku kiedyś było usytuowane nad oceanem, w dolinie, i znalazło się na płaskowyżu w wyniku kataklizmów geologicznych, które zatopiły legendarne lądy – Atlantydę, Lemurię i kontynent Mu…
Prace wykopaliskowe, przeprowadzone przez ortodoksyjnych badaczy, przyniosły jednak zasadniczo odmienny obraz narodzin magicznego miasta. Datacja za pomocą radioaktywnego węgla C14 wykazała, że osadnictwo wiejskie (chaty z gliny) pojawiło się na terenie Tiwanaku około 1500 r. p.n.e., lecz kamienne budowle zaczęto stawiać dopiero w pierwszym stuleciu naszej ery. Na płaskowyżu panował wtedy nieco łagodniejszy klimat. Indianie osiedli w Altiplano mogli podjąć działalność budowlaną, rozwinęli bowiem niezwykły, bardzo wydajny system intensywnego rolnictwa. Zakładali sztuczne tarasowe pola (zwane w języku ajmara suka kollus) oddzielone napełnionymi wodą kanałami oraz małymi jeziorami. Woda w kanałach służyła nie tylko do nawadniania. W upalne dni obniżała temperaturę, natomiast nocą oddawała ciepło, które chroniło uprawy przed przymrozkami. Wkład pracy był ogromny, ale osiągano bardzo wysokie plony – 21 ton metrycznych patatów z hektara. Dla porównania obecnie dominujące w regionie ekstensywne rolnictwo przynosi tylko 2,4 tony z hektara. Dietę uzupełniano rybami, od których roiło się w sadzawkach i kanałach. W takim andyjskim raju powstawało powoli kamienne miasto. Ludzie z Tiwanaku wyrabiali piękne naczynia w kształcie pumy i lamy, sporządzali wizerunki kondorów, węży i wojowników zbrojnych w maczugi. Mieli nawet system publicznej kanalizacji z kamiennymi wodociągami. Lubili obficie raczyć się piwem warzonym z jagód drzewa pieprzowego. Wpływy kultury Tiwanaku promieniowały na tereny dzisiejszej Boliwii, Peru, Chile i Argentyny, nie wiadomo jednak, czy władcy spod Bramy Słońca stworzyli także imperium polityczne i jakie były ich stosunki z sąsiednim państwem Huari (które przejęło kulturę Tiwanaku).
Prawdopodobnie dzieje cywilizacji nad Jeziorem Titicaca zakończyła

katastrofa klimatyczna.

Jej ślady przetrwały w lodowym rdzeniu, wydobytym z odwiertu w masywie Quelccaya, w którym niejako zapisane zostały klimat i poziom opadów zamierzchłych stuleci. Okazało się, że region nawiedziła dotkliwa susza, która trwała kilka wieków. Wyschły kanały nawadniające, poziom wód jeziora Titicaca opadł o 10 m. Ludzie z Tiwanaku przez długi czas walczyli o przetrwanie, ale w końcu dali za wygraną. Być może ich upadek przyspieszyły najazdy obcych ludów. Zespół budynków i świątyń został opuszczony około 1200 r. Kiedy w XV w. do Tiwanaku przybyli Inkowie, zastali już tylko ruiny. Inkowie umiejętnie odwoływali się do świetności Tiwanaku, uważali się za jej dziedziców. Nie przypadkiem legendarny założyciel dynastii Inków zwał się Manco Capac. Jak dowiódł polski naukowiec, prof. Jan Szemiński z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, Manco Capac nie było imieniem własnym, lecz tradycyjnym tytułem władców Tiwanaku. Prawdopodobnie grób takiego manco capaca został obecnie odnaleziony w piramidzie Akapana.
Minęły stulecia, ale Tiwanaku wciąż jest dla ubogich boliwijskich Indian symbolem chwalebnej przeszłości. W styczniu 2006 r. nowo wybrany prezydent Boliwii, Evo Morales, czystej krwi Indianin, przybył do kamiennego miasta, gdzie złożył Matce Ziemi ofiarę ze słodyczy, kwiatów i wina. Ubrany w strój kapłana Słońca, otrzymał na oczach tysięcy zwolenników berło wysadzane złotem, srebrem i spiżem, atrybut indiańskiego władcy.

 

Wydanie: 25/2007

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy