Fidel, jakiego nie znaliśmy

Fidel, jakiego nie znaliśmy

Castro już za życia stał się mitem, i to przede wszystkim dzięki rządom Stanów Zjednoczonych

Zmarł w piątek, 25 listopada. W niedzielę, 27 listopada, o godz. 9 rano żołnierze Rewolucyjnych Sił Zbrojnych w Hawanie i Santiago de Cuba oddali 21 zsynchronizowanych salw armatnich.

Żegnano tego, który w ciągu niemal pół wieku rządów hipnotyzował swoim głosem całe pokolenia Kubańczyków, zbierających się na Plaza de la Revolución w Hawanie, by słuchać jego przemówień. Najdłuższe trwało osiem godzin, najkrótsze – 18 minut.

W środę, 30 listopada, El Comandante wyruszył w symboliczny marsz z Hawany do Santiago de Cuba, gdzie 4 grudnia jego prochy pochowano na cmentarzu Santa Ifigenia, obok grobu bohatera narodowego Kuby, José Martí.

Damas de Blanco, organizacja rodzin więźniów sumienia, po raz pierwszy od 13 lat zawiesiła swój niedzielny protest. Jej przewodnicząca, Berta Soler, wyjaśniła: – Nie chcemy, aby rząd potraktował nasz protest jako prowokację.

Zastanawiano się, czy przywódca Rosji uda się na pogrzeb Fidela Castro do Hawany. – Władimir Putin ma bardzo napięty kalendarz – odpowiedział rzecznik Kremla. To wcale nie oznacza, że coś złego stało się w relacjach kubańsko-rosyjskich. Putin spotkał się z Raulem Castro w Moskwie w 2015 r., a oba kraje są związane ze sobą setkami porozumień. Rosję reprezentował na uroczystościach pogrzebowych przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin. Z Chin i Iranu przylecieli wiceprezydenci. Jedynym premierem europejskim był Aleksis Tsipras z Grecji. Francja i Wielka Brytania były reprezentowane na szczeblu ministra i wiceministra. Niemcy – przez byłego kanclerza Gerharda Schrödera. Barack Obama nie wysłał na Kubę oficjalnej delegacji USA. W sumie w uroczystościach pogrzebowych brali udział przedstawiciele 25 krajów, w tym 15 prezydentów z Ameryki Łacińskiej i Afryki.

Nazywano go Żydem

Długoletni przyjaciel Fidela, laureat Nagrody Nobla Gabriel García Márquez, tak go scharakteryzował: „Jedno jest pewne, gdziekolwiek, kiedykolwiek i z kimkolwiek by był, Fidel Castro jest tam, by wygrywać. Nie myślę, aby na tym świecie był ktoś, kto mógłby być gorszy od niego w przegrywaniu. On po prostu nie przyzna się do porażki i nie zazna spokoju, dopóki nie zmieni warunków i nie doprowadzi do zwycięstwa”.

Nigdy nie wątpił w słuszność swoich działań. Być może był jednym z największych idealistów naszych czasów. Przetrwał 11 amerykańskich prezydentów, pięciu radzieckich sekretarzy generalnych, demokratów i autokratów z różnych krajów. Stał się najdłużej rządzącą głową państwa XX w. i jedną z najciekawszych postaci historycznych. Świat poznał go jako człowieka w wojskowym mundurze, przez jednych znienawidzonego, przez drugich uznawanego za bohatera. Prawdopodobnie na niczyje życie nie przygotowywano tylu zamachów, co na El Comandante.

Pochodzenie nie wróżyło mu kariery rewolucjonisty. Sam o sobie napisze w „Moich wczesnych latach”: „Urodziłem się w zamożnej rodzinie plantatorskiej. Uchodziliśmy za bogatych i byliśmy odpowiednio traktowani. Zewsząd okazywano mi szacunek, schlebiano i traktowano inaczej niż chłopców, z którymi bawiliśmy się. Te inne dzieci chodziły boso, często bywały głodne”.

Był dzieckiem pozamałżeńskim, dlatego nie mógł być ochrzczony. Wytykano go palcami przez sześć lat, nazywając Żydem. Normalnym obywatelem stał się, jak napisze, odkąd sakramentu chrztu udzielił mu ksiądz Pérez Serantes, późniejszy arcybiskup, który uratował mu życie po nieudanym ataku na koszary Moncada w 1953 r.

Już w czasie nauki w jezuickim kolegium Belén (Betlejem) w Hawanie nauczyciele wskazywali jego niezwykłą umiejętność koncentracji i ponadprzeciętną pamięć. Sam Fidel codzienne nabożeństwa i kazania będzie postrzegał jako rodzaj psychicznego terroru, ale o swoich nauczycielach nie przestanie wyrażać się z pełnym szacunkiem: „Jezuici (…) potrafili wpoić mi (…) szacunek dla charakteru i prawości ludzi, szczerości, odwagi osobistej, zdolności do wyrzeczeń. Nie ulega wątpliwości, że jezuici wywarli na mnie wpływ swoimi rygorami organizacyjnymi, dyscypliną i systemem wartości”.

Fidel przyznawał się, że jako 18-latek był jeszcze politycznym analfabetą. Na uniwersytecie walczył o przywództwo studenckie. Oskarżano go o udział w zamachach. W autobiografii napisze m.in.: „Byłem uniwersyteckim Don Kichotem, żyjącym wśród pistoletów i pocisków”. W tym okresie zaczął coraz bardziej interesować się polityką latynoamerykańską, zaangażował się w ruch na rzecz niepodległości Portoryko. Na początku 1948 r. zorganizował kongres studenckich organizacji latynoamerykańskich w Bogocie. Godzinę przed spotkaniem Fidela z przywódcą kolumbijskiej opozycji, prawnikiem Jorgem Eliécerem Gaitánem, ten został zamordowany. Fidel z bronią w ręku wdał się w walki uliczne.

Z gór Sierra Maestra do Nowego Jorku

26 lipca 1953 r., od ataku garstki rebeliantów na koszary Moncada w Santiago de Cuba, rozpoczęła się kubańska rewolucja. Po nieudanym szturmie Castro trafił do więzienia. Wolność odzyskał na mocy amnestii w 1955 r. Wyjechał do Meksyku i tam zorganizował Ruch 26 Lipca. Po raz drugi do walki z reżimem Fulgencia Batisty stanął w grudniu 1956 r. I tym razem jego oddział, z którym przypłynął na Kubę jachtem „Granma”, został pokonany przez wojska rządowe. Castro z grupą towarzyszy uciekł w góry Sierra Maestra, które stały się matecznikiem Armii Powstańczej. Dopiero ofensywa bojowników pod wodzą Che Guevary i Castro jesienią 1958 r. doprowadziła ich do zwycięstwa. 1 stycznia 1959 r. Batista i inni przywódcy reżimu uciekli z kraju. Korespondentka „New York Timesa”, Ruby Hart Phillips, zanotowała: „Obserwując Castro, zdałam sobie sprawę z magii jego osobowości… Wziął słuchaczy w niewolę i w niemal hipnotyczny sposób doprowadził do tego, by uwierzyli w jego wizję przyszłości Kuby”.

We wrześniu 1960 r. Castro wystąpił na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Zadebiutował na scenie światowej polityki jako człowiek inteligentny, przebiegły, wyrachowany i równie apodyktyczny, co bezkompromisowy. W przemówieniu dał do zrozumienia, że nie zamierza poprzestać na zrewolucjonizowaniu Kuby, lecz gotów jest swój model państwa eksportować do Trzeciego Świata. Z czasem jego rewolucja znajdzie szersze poparcie, przede wszystkim wśród dorastających i buntujących się młodych.

W czasie tej sesji ONZ doszło do spotkania Fidela Castro z Władysławem Gomułką. Żadna ze stron nie była zachwycona jego przebiegiem. 10 października 1960 r. Gomułka w wywiadzie dla radia i prasy kubańskiej starał się zatrzeć nieprzyjemne wrażenie, jakie mógł wywrzeć na przywódcy Kuby, ale jednocześnie w sposób bardzo sztampowy odniósł się do relacji między obu krajami. Sytuację musiał później ratować w czasie wizyty w Hawanie, w czerwcu 1962 r., minister spraw zagranicznych Adam Rapacki.

O krok od III wojny

Po nieudanej inwazji przygotowanych przez CIA kubańskich dywersantów w kwietniu 1961 r. w Zatoce Świń mit Fidela – Dawida, który pokonał Goliata – osiągnął legendarne rozmiary. Rok później, podejmując decyzję o zainstalowaniu na Kubie wyrzutni radzieckich rakiet nuklearnych zdolnych osiągnąć Waszyngton, Castro omal nie doprowadził do wybuchu III wojny światowej. Stwierdził potem, że Kuba nigdy by rakiet nie zainstalowała, gdyby chodziło wyłącznie o obronę jej nienaruszalności terytorialnej. Zgodził się na nie, bo w grę wchodził interes „wspólnoty socjalistycznej”. Zresztą w decydującej fazie kryzysu nikt z nim niczego nie konsultował. O porozumieniu Kennedy-Chruszczow dowiedział się z radia i agencji informacyjnych. Carlos Franqui, dyrektor Radia Rebelde, opowiadał, że Fidel obrzucał wtedy Chruszczowa najgorszymi przekleństwami: „Sk…syn! Bękart! Dupek!”. Nie tylko Chruszczow doczekał się z ust Fidela mało pochlebnych określeń. W wystąpieniu ze stycznia 1965 r. Castro nazwał sukinsynem prezydenta Johnsona.

Drogi Hawany i Moskwy coraz bardziej się rozchodziły. W 1968 r. Fidel ostro skrytykował ideologię ZSRR, mówiąc: „Nie ma nic bardziej antymarksistowskiego niż dogmat (…), niż skostnienie myśli. W imieniu marksizmu przedstawiane są poglądy, będące w rzeczywistości skamielinami. Marksizm musi się rozwijać, przezwyciężyć swoistą sklerozę, działać jak rewolucyjna siła, nie zaś jak pseudorewolucyjny Kościół”. W czasie posiedzenia KC KPK brat Fidela, Raúl, sformułował zarzut, jakoby towarzysze z Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec oraz Komunistycznej Partii Czechosłowacji spiskowali przeciwko kubańskim władzom partyjnym. Zarzut ten uznano za najostrzejszy atak na KPZR i bratnie partie, prowokację przeciw jedności międzynarodowego ruchu komunistycznego.

Kuba latynoafrykańska

Lata 70. to okres zwiększającego się zaangażowania Kuby w działania zbrojne na terenie Afryki. Castro potrafił wykorzystać fakt, że kulturowe korzenie kolonialnej Kuby tkwią w Afryce. „Jesteśmy narodem latynoafrykańskim. Spełniając nasze obowiązki, które wypływają z naszych zasad, z naszej ideologii, naszych przekonań i naszej własnej krwi, jesteśmy zobowiązani bronić Angoli i Afryki”, zapewniał. Na początku 1975 r. Ludowy Ruch Wyzwolenia Angoli MPLA poprosił Kubę o pomoc wojskową. Przez front angolański przewinęło się ok. 200 tys. Kubańczyków. Sam Fidel Castro kierował walkami z Hawany, ze specjalnie urządzonego w tym celu miejsca dowodzenia. Na początku 1978 r., na prośbę Związku Radzieckiego, Kuba włączyła się do wojny pomiędzy Etiopią a Somalią. Kiedy radzieccy generałowie krytykowali taktykę wojsk kubańskich znów kierowanych z Hawany przez Fidela, odpowiedź Castro była jednoznaczna: „Tu przelewa się nasza krew i to my będziemy decydować o przebiegu walki”.

Zaangażowanie w pomoc cywilną i materialną dla 35 krajów sprawiło, że Kuba pod koniec lat 70. była szanowanym członkiem społeczności międzynarodowej, a Fidel Castro stał na czele Ruchu Państw Niezaangażowanych, zrzeszającego 94 członków. Aktywna polityka wobec państw Trzeciego Świata spowodowała, że Kuba nie została nigdy potępiona na forum Narodów Zjednoczonych za naruszanie praw człowieka na wyspie.

Po przejęciu władzy Fidel obrał sobie za cel wychowanie nowego pokolenia intelektualistów, które dokonałoby analizy historii Kuby i wskazało drogę ku przyszłości. Zdawał sobie sprawę, że chociaż intelektualiści nie odegrali większej roli we wczesnej fazie rewolucji, potrzebuje ich wsparcia. Starał się stworzyć kadry, które byłyby jednocześnie krytykami i sumieniem społeczeństwa. Marzyli mu się intelektualiści w roli aktywistów albo przynajmniej sympatyków jego poglądów. Chciał, żeby uczestniczyli w rozwiązywaniu problemów społecznych.

Castro nie postrzegał Kuby w kategoriach społeczeństwa pluralistycznego. Pragnął, aby wszyscy identyfikowali się z jego pojmowaniem suwerenności i patriotyzmu, a także podzielali socjalistyczne wartości. Za jego rządów przeprowadzono na Kubie reformy socjalne, wdrożono prekursorski w Ameryce Łacińskiej system oświaty i opieki zdrowotnej, postawiono na rozwój kultury fizycznej. Wszystko to, a nie tylko wszechobecny aparat bezpieczeństwa wewnętrznego, przyczyniło się do tak długiego utrzymywania się, mimo braku swobód demokratycznych i rozwoju materialnego, systemu stworzonego przez Fidela Castro.

Kubańczycy od dziesięcioleci żyją w rozdarciu. Z jednej strony – nienawiść połączona z miłością do USA i tęsknotą za lepszym życiem, z drugiej zaś – wielki szacunek dla El Comandante. Z antyamerykanizmu, zaszczepionego mu przez jezuitów w czasie nauki w kolegium Belén, Castro nigdy się nie wyleczył. „Nie wolno zapominać, że rząd USA jest winien narodowi kubańskiemu już ponad 300 mld dol. za szkody humanitarne spowodowane inwazją ich najemników w Zatoce Świń, ich brudną wojną, i wiele innych zbrodni, jak też za skutki blokady gospodarki narodowej”, mówił w lipcu 2000 r. I nie zmienił zdania mimo normalizacji stosunków dyplomatycznych ze Stanami Zjednoczonymi.

W ramy antyamerykańskości Fidela wpisuje się epizod z jego wizyty w Polsce w 1972 r. Wizyty, która odbyła się tydzień po tym, jak na dwudniowe rozmowy zatrzymał się w Warszawie Richard Nixon. Na spotkaniu z górnikami w katowickim Spodku Fidel zwrócił uwagę, że podczas przejazdu Nixona z lotniska Polacy śpiewali mu „Sto lat”, a jemu nie. „Czyżbyście, jak on, źle mi życzyli?”, zapytał, oczekując gromkiego zaprzeczenia. Zapadła jednak głęboka cisza. Castro odwrócił się do tłumacza i zarzucił mu złe tłumaczenie.

Fakt wcześniejszej wizyty Nixona zdecydowanie ochłodził atmosferę spotkań Fidela z polskimi politykami. W wystąpieniach, zarówno publicznych, jak i nieoficjalnych, Castro podkreślał patriotyczny heroizm Polaków w przeszłości i przeciwstawiał mu niezrozumienie oraz „oszczędną” solidarność Polski z narodami walczącymi o wyzwolenie narodowe i społeczne.

Rewolucjonista jak męczennik

Pytany wprost, czy wierzy w Boga, Castro unikał bezpośredniej odpowiedzi. Dziennikarzom mówił, że to bardzo intymna sprawa i nie będzie się z tego publicznie spowiadać: „Jeżeli powiem, że jestem niewierzący, rozzłoszczę Kubańczyków, którzy wierzą w Boga; jeżeli odpowiem, że wierzę, stanę się kaznodzieją religii, którym nie jestem. Szanuję wierzących i niewierzących, mam szacunek dla wszystkich religijnych wyznań. To obowiązek polityka”.

Wierzył w potrzebę partnerstwa między komunizmem a Kościołem w walce o przezwyciężenie społecznych nierówności, co wyłożył w „Rozmowach z Bratem Betto” opublikowanych w 1985 r. Uważał, że pokrewieństwo chrześcijaństwa i socjalizmu wyraża się m.in. w gotowości poświęcenia dla idei. „Jestem pewny, że na tych samych podstawach, na których może się dzisiaj opierać poświęcenie rewolucjonisty, wczoraj opierało się poświęcenie męczennika za wiarę. Materiałem na męczennika religijnego był człowiek bezinteresowny, altruista, podobnie jak bohater rewolucyjny. W ciągu całych dziejów Kościoła on się najbardziej szczycił martyrologią. Podobnie jak Kościół, także rewolucja żąda ofiar, męczeństwa, bohaterstwa, a nawet poświęcenia życia”.

Stąd budowa kultu męczeństwa zmarłych bohaterów rewolucji, przede wszystkim Che Guevary, którego prochy Fidel kazał sprowadzić z Boliwii kilka miesięcy przed wizytą na wyspie Jana Pawła II. Ta forma oddawania czci bohaterom wyznacza granicę identyfikacji Fidela Castro z Kościołem.

Do Lublina po przepis na trójniak

W rozmowie z przyjacielem, byłym ministrem spraw wewnętrznych Nikaragui Tomasem Borgem, Fidel przyznał, że był molem książkowym, że chętnie całe życie spędziłby na czytaniu. W więzieniu na Isla de Pinos (teraz Isla de la Juventud) czytał po 14-15 godzin dziennie: Dostojewskiego, Rollanda, Hugo, Balzaka. Po zwycięstwie rewolucji zaczął studiować książki z różnych dziedzin gospodarki. Aby zwiększyć produkcję rolną, wdrożył wymyślony przez francuskiego uczonego André Voisina nieskuteczny program „intensywnego pastwiska”. Kierowany chęcią ciągłego poznawania zainstalował w jednej ze swoich rezydencji laboratorium chemiczne, w którym przeprowadzał różne eksperymenty. Próbował np. wyprodukować miód pitny z doskonałego miodu pozyskiwanego w rodzinnym gospodarstwie Castrów, zarządzanym przez brata Ramona (notabene matka Fidela nigdy nie wybaczyła mu spalenia i upaństwowienia ich własności). Starania te nie przynosiły efektu, dlatego będąc pod wrażeniem polskich dwójniaków i trójniaków, wysłał do Polski pracownika INRA (Narodowego Instytutu Reformy Rolnej) z zadaniem uzyskania odpowiedniej receptury od lubelskich producentów.

Kiedy z okazji 200-lecia niepodległości niektórych krajów Ameryki Łacińskiej 100 wybitnym intelektualistom latynoamerykańskim postawiono zadanie wyboru dziesięciu najważniejszych postaci w XIX- i XX-wiecznej historii regionu, Fidela Castro postawiono obok Simona Boliwara. Decyzję argumentowano „skuteczną obroną niepodległości Kuby przed Stanami Zjednoczonymi”.

Castro już za życia stał się mitem, i to przede wszystkim dzięki rządom Stanów Zjednoczonych. Na Kubie nie znajdzie się jednej ulicy czy placu, który by nosił jego imię. Dom w Birán, w którym się urodził, został odnowiony i jest gotowy na przyjęcie turystów. Przypadająca 13 sierpnia 90. rocznica jego urodzin była obchodzona skromnie. Na stole zabrakło polskiego ptasiego mleczka, które Fidel lubił tak bardzo, że zjadał je całymi kartonami.

Czy Fidel Castro był dyktatorem? Tak, ale latynoamerykańskim. Był utopistą, przywódcą o szlachetnej wizji ludzkości, która kierowałaby się tym, co najlepsze w chrześcijaństwie. Pisał o tym w ostatnim tekście, jaki opublikował w „Granmie”, cytując zdanie z Powszechnej deklaracji praw człowieka: „Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi w godności i prawach”. W walce o równość chyba nie miał sobie równych w świecie. W tym aspekcie prawdopodobnie wszyscy liderzy dzisiejszego świata byliby w porównaniu z nim pigmejami. Chociaż Fidel Castro już nie żyje, słowa, którymi kończył swoje wystąpienia, będą jeszcze długo brzmieć w uszach Kubańczyków: Patria o Muerte, Venceremos! (Ojczyzna lub śmierć, zwyciężymy!).

Autor jest wykładowcą w Centrum Studiów Latynoamerykańskich UW.


Na warszawskiej Starówce
Jest trzecia nad ranem, 7 czerwca 1972 r. Przed wejściem do restauracji Krokodyl na Starym Mieście kubański przywódca Fidel Castro zwraca się do kwiaciarki:
– Co robiłaś w czasie powstania warszawskiego?
– Walczyłam – słyszy odpowiedź.
– Gdzie?
– Tutaj, na Starym Mieście.

Zafascynowany krótkim opowiadaniem kwiaciarki Fidel zaprasza ją na dwa tygodnie do Hawany, by opowiedziała, jak było. Pół roku później kwiaciarka na koszt rządu kubańskiego leci na Kubę, na spotkanie z Fidelem Castro.

Wydanie: 49/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy