Filmowe wpadki

Filmowe wpadki

Internauci potrafią wytropić najdrobniejsze błędy filmowców

Rekordy frekwencji, wpływy kasowe, hipotetyczne nagrody – w przypadku kinowych przebojów można liczyć różne rzeczy. Wśród nich są jednak także wpadki filmowców. I żaden znany tytuł nie jest od nich wolny.
Po premierze „Powrotu króla” w mediach ekscytowano się odkryciem, że czerwona blizna znika z prawego policzka Froda, aby w kilku ujęciach przenieść się na lewy, a na początku bitwy u bram Mordoru Gondorczycy siedzą na koniach, ale już w następnym kadrze walczą na ziemi. Dla wytrawnych łowców wpadek to nic nowego. Podobnych przykładów pełno w innych filmach – w pierwszej części przygód Harry’ego Pottera jego okulary raz mają soczewki, a raz nie, zaś Rose, główna bohaterka „Titanica”, jest dumną właścicielką wędrującego i znikającego pieprzyka na policzku. W „Matriksie” Neo wychodzi od Wyroczni z nadgryzionym ciastkiem, które kilka sekund później znów jest całe.
Zwykle wpadki dotyczą właśnie ciągłości ujęć. Przytrafiają się nawet w ujęciach pozornie nieskomplikowanych. Gdy w „Drużynie pierścienia” Boromir umiera, jego prawa dłoń spoczywa na ramieniu pochylającego się Aragorna. Ale gdy kamera filmuje Aragorna – ręka znika. Panowie nakręcili bowiem dialogi jednego, następnie udali się na obiad, a po powrocie nakręcili kwestie drugiego, zapominając o ułożeniu ręki.
Czasem aktor niezamierzenie ujawnia tajniki scenografii. Kominy Titanica wgniatają się pod ciężarem spadających ludzi, a gdy w „Dwóch wieżach” kobiety i dzieci wchodzą do jaskiń Helmowego Jaru, jeden ze stalaktytów dotknięty przez statystę przez chwilę się kołysze. Niektóre wpadki trudno wytłumaczyć – na przykład gdy w „Powrocie króla” elf Legolas wyskakuje z okrętu i dwukrotnie strzela z łuku, ale w ujęciu brakuje… lecących strzał.
Wśród błędów nie może zabraknąć przypadkowego odbicia kamery lub ekipy. Widać je wyraźnie w szklanych drzwiach, przez które Jack, bohater „Titanica”, wchodzi do jadalni. „Titanicowi” przypadł zresztą zaszczytny tytuł rekordzisty – znaleziono w nim już ponad 170 pomyłek. Sporo to błędy rzeczowe. Jack opowiada na przykład, jak łowił ryby w jeziorze Wissota, które jako sztuczny zbiornik wypełniono pięć lat po zatonięciu „Titanica”, a w pokoju radiowców wisi mapa z państwami o dzisiejszych granicach. Ale czego tu się czepiać, skoro w wielu scenach „Kleopatry” starożytni mieszkańcy Rzymu i Egiptu noszą cyfrowe zegarki?
Amatorów łowienia potknięć nie brakuje, a ich domeną stał się Internet. Znajdują błędy nawet w filmach animowanych. – Niektórzy sądzą, że publikując listy pomyłek, krytykuję filmy, a to nieprawda – twierdzi Jon Sandys, autor najbardziej znanej witryny tego typu, Moviemistakes.com. – Chodzi o to, by zwrócić uwagę widzów na śmieszne niekonsekwencje, których sami nie dostrzegli – tłumaczy. Ten dwudziestoparoletni Brytyjczyk, absolwent uniwersytetu w Southampton, przedstawia się jako miłośnik kina z wielką kolekcją wideo i DVD. Zastrzega jednak, że zaledwie ułamek procenta treści na stronie to jego dzieło. Witryna zawiera już ponad 33 tys. wpadek w 3232 filmach. Działa tu swoista zasada pospolitego ruszenia – strona Sandysa ma 844 zarejestrowanych użytkowników. Rekordzista ukrywający się pod pseudonimem „Nancy<>Felix” zgłosił prawie 1,4 tys. wpadek i listę wydłuża z dnia na dzień.
Tropiciele nie chwalą się, ile razy oglądają film. Podobno po pewnym czasie dochodzi się do coraz większej wprawy. A są jeszcze pomocnicy, przysyłający propozycje nieregularnie, szperacze, którzy podają dokładną lokalizację wpadki na kasetach i płytach, oraz korektorzy. Zdarza się bowiem, że coś, co jednemu widzowi wydaje się pomyłką, w rzeczywistości nią nie jest. Spory na ten temat ciągną się na forum dyskusyjnym bez końca i nie dotyczą tylko tytułów powszechnie znanych i lubianych – jeden z internautów, „KC Sierra”, kłócił się zażarcie o pomyłkę w „Left Behind”, przyznając przy tym, że filmu nie znosi. Ale bywalcy Moviemistakes.com oraz podobnych witryn lubią też się bawić i popisywać swoją wiedzą – mnożą plebiscyty ulubionych hitów i urządzają zgadywanki.
Polskich tropicieli jest w sieci mniej, ale istniejącą od roku stronę www.gagi.pl współtworzy już 461 osób. Wypatrzyli, że w „Panu Tadeuszu” w roku 1812 po niebie fruwa zaobrączkowany bociek, a w „Misiu” kot przebierany za zająca zmienia kolor sierści z burej na czarno-białą. Natomiast Wiedźmin stojący wśród zniszczonego lasu ma za plecami nie tylko panoramę Karkonoszy, ale także malowniczy nadajnik radiowo-telewizyjny.
Niektórzy reżyserzy – jak Peter Jackson („Władca Pierścieni”), czy Gore Verbinski („Piraci z Karaibów”) – uważają katalogowanie wpadek za niezłą zabawę. Inni stukają się w czoło, pytając, czy autorzy stron cierpią na brak zajęcia. Jak podkreśla Jon Sandys, świetnemu obrazowi szukanie wpadek nie zaszkodzi. A na pewno trzeba być zagorzałym fanem, żeby oglądać film wiele razy, i to tak dokładnie.

 

Wydanie: 4/2004

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy