Fiskus łaskawy dla bogatych

Fiskus łaskawy dla bogatych

Na zmianach podatkowych stracą najubożsi

Ogłoszenie planu zmian podatkowych przez wicepremier Zytę Gilowską dobrze pokazuje, w jaki sposób PiS zamierza rakiem wycofywać się ze swych obietnic fiskalnych. Główny element wcześniejszych zapowiedzi – wprowadzenie dwóch stawek podatków od dochodów osobistych, 18 i 32% – został przesunięty na rok 2009.
Ten pomysł był kłopotliwy dla nowej władzy, wymyślono go wszak tylko na potrzeby kampanii wyborczej, bez przeprowadzania jakiejkolwiek kalkulacji ekonomicznej. Nic więc dziwnego, że po wyborach rząd premiera Marcinkiewicza najpierw odsunął wprowadzenie dwóch stawek na rok 2007, a teraz, bardzo przemyślnie, na 2009 r. Będzie to bowiem ostatni rok obecnej koalicji przed wyborami parlamentarnymi.

Kosztowny prezent
Wprowadzenie dwóch stawek niczego niemal nie zmieni w sytuacji ludzi uboższych, płacących dziś 19%. Zamożniejsi, którzy obecnie oddają fiskusowi 40% dochodów, odczują jednak wyraźną ulgę, płacąc tylko 32%. W tej grupie PiS ma bardzo niewielu zwolenników. Obniżając im podatek, zapewne powiększy grono swoich sympatyków przy urnach.
Jednocześnie zaś dopiero pod koniec 2009 r., a więc już po wyborach, ujawnią się szkodliwe dla budżetu państwa skutki tej zmiany. Oczywistym i nieuniknionym efektem wprowadzenia stawek 18 i 32% będzie bowiem spadek dochodów budżetowych – w granicach co najmniej 9-10 mld zł rocznie. To zaś oznacza naturalnie, że państwo będzie musiało zrezygnować z pewnych wydatków budżetowych – choć za wcześnie, by wyrokować, z jakich. Ale stanie się to dopiero po policzeniu głosów…
Jeśli PiS mimo wszystko wybory przegra, to z kłopotliwym prezentem od poprzedników zacznie się borykać już nowa władza, narażona na bezlitosną krytykę opozycji za odbieranie zdobyczy socjalnych. Gdy zaś PiS wygra, będzie musiało sobie poradzić z dziurą budżetową – i uczyni to, podnosząc zapewne podatki pośrednie (co już stosuje obecnie, zapowiadając np. podniesienie akcyzy na olej opałowy). Ludziom oczywiście to się nie spodoba, ale będzie już po wyborach.

Skuteczni jak naukowcy
Jak w praktyce odczujemy na zawartości portfeli propozycje wicepremier Gilowskiej, o ile oczywiście zaakceptuje je parlament? Najwięcej zyskają naturalnie ludzie zamożniejsi. Osoby zarabiające np. 15 tys. zł miesięcznie zapłacą w 2009 r. podatek dochodowy mniejszy o prawie 2,6 tys. zł. Ci, którzy zarabiają 10 tys., zaoszczędzą ponad 1,7 tys. zł rocznie. A ludzie niezamożni, którzy otrzymują tylko 1 tys. zł miesięcznie – zaledwie 80 zł rocznie.
W istocie jednak każdemu z nas fiskus odbierze jeszcze pewne sumy, zależnie od tego, czy dużo jeździmy samochodem. Akcyza na paliwo wróci bowiem w 2007 r. do poprzedniego poziomu (25 gr/litr). Uszczerbek w dochodach zmotoryzowanych będzie też rezultatem podniesienia akcyzy na gaz płynny. Podwyżki zaś mogą się przełożyć na wzrost cen praktycznie wszystkich towarów. Zmiany te najbardziej odczują ludzie niezamożni, którzy w rzeczywistości na działaniach prof. Gilowskiej mogą stracić.
Generalnie z powodu nowych podatków najbardziej pogorszy się życie naukowców i twórców mieszkających w domach ogrzewanych olejem. Akcyza na olej opałowy wzrośnie bowiem z 232 aż do 1048 zł za 1 tys. litrów. Będzie ona wprawdzie zwracana, ale tylko do 17 zł na metr powierzchni, poza tym nie obejmie oleju wypalonego po
31 marca, więc lokatorzy takich posesji nie unikną przykrego uderzenia po kieszeni.
Twórcy i naukowcy oraz przedstawiciele wolnych zawodów najboleśniej odczują zaś likwidację w 2009 r. kosztów uzyskania przychodu, wynoszących dziś 50% (przy prawach autorskich) i 20% (przy umowach o dzieło). Nie wiadomo jednak, czy te zmiany wejdą w życie, bo naukowcy, choć nie urządzają rozrób na ulicach, okazują się niezwykle zjednoczeni i skuteczni w obronie swych interesów. – Protestujemy przeciw tej propozycji rządu – mówi prof. Tadeusz Luty, przewodniczący Konferencji Rektorów. I całe środowisko powtarza to jednym głosem, a w ubiegłym tygodniu otrzymało poparcie prezydenta Kaczyńskiego.

Renciści się nie zbuntują
Nikt natomiast nie protestuje przeciwko obniżkom składek ZUS na renty i ubezpieczenie chorobowe. Przedsiębiorcy, którzy domagali się tego od dawna, uważają, że obniżka jest krokiem, niewielkim wprawdzie, ale we właściwym kierunku. Te zmiany muszą jednak się odbić na wysokości rent, już i tak u nas bardzo niskich, oraz na zasiłkach chorobowych. Ale chorzy i renciści nie wyjdą przecież w Polsce na ulice.
Nie wydaje się, by zmniejszenie ZUS-owskich obciążeń dla przedsiębiorców mogło się przełożyć na szybszy wzrost PKB czy zwiększenie zatrudnienia, bo dotychczasowe ulgi nie spowodowały takich skutków. Szkoda więc, że wicepremier Gilowska nie skorzystała “na wejściu” z możliwości przyjęcia naprawdę znaczącej reformy – i nie zaproponowała zmiany 19-procentowego podatku liniowego od firm na podatek progresywny, z powodzeniem stymulujący efektywność przedsiębiorstw w USA i w wielu państwach europejskich.

 

Wydanie: 24/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy