Dlaczego „Nie” dla ACTA

Dlaczego „Nie” dla ACTA

Ta ustawa pod płaszczykiem walki z piractwem wprowadza nadmierną cenzurę

Jeśli cokolwiek w sprawie wprowadzenia ACTA w Polsce może cieszyć, to tylko obywatelska mobilizacja przeciwko tej umowie. Największa od dawna fala protestów, gdzie w dodatku obok transparentów anarchosyndykalistów można zobaczyć flagi narodowców, to niecodzienny widok. Większość protestujących stanowią ludzie młodzi, którzy prawdopodobnie przez ignorancję rządzących pierwszy raz zdecydowali się wyjść na ulicę. Niestety oznacza to też drugą, mniej pokrzepiającą informację – dzieje się coś, co w mniejszym bądź większym stopniu uderza we wszystkich.
Przeciwnikom ACTA zarzuca się stawanie po stronie internetowych przestępców okradających artystów. Obrońcom przykleja się łatkę zwolenników cenzury i inwigilacji. Smutna prawda jest taka, że o ile nie każdy przeciwnik ACTA pobiera z internetu płyty czy książki w formie plików, o tyle każdy obrońca musi zdawać sobie sprawę z pola do nadużyć, które otwiera przed władzą ta umowa. Umowa niebędąca może złem sama przez się, ale tylko do momentu, kiedy ktoś nie będzie chciał skorzystać z ogromnych możliwości, które stwarza.

Wiedza i kultura – wstęp wzbroniony

Po co to Polsce? „Związanie się Umową ACTA leży w interesie Rzeczypospolitej Polskiej, jako państwa aspirującego do grona państw wysoko rozwiniętych, budujących gospodarkę opartą na wiedzy”, czytamy w pierwszej części uzasadnienia wniosku o udzielenie zgody na podpisanie ACTA. Ciekawe, skąd czerpać wiedzę w momencie, kiedy w dobie dramatycznego spadku czytelnictwa słabo wyposażone biblioteki szkolne przenoszą się do bibliotek publicznych (tylko w 2010 r. taki los spotkał ok. 300 bibliotek), a gdzie indziej biblioteki publiczne przenoszone są do domów kultury. W takiej sytuacji często fragmenty książek są kserowane albo skanowane na potrzeby zajęć na studiach i udostępniane przez wykładowcę, a uczniowie dzielą się nimi na serwerach – hipokryzją byłoby twierdzić, że jest inaczej. Czy po wprowadzeniu ACTA takie pola wymiany informacji znikną? Tego nie wiemy, ale formalnie taka możliwość istnieje.
Z kolei w podpunkcie 3.2 odnoszącym się do skutków społecznych podpisania umowy napotykamy stwierdzenie, że „wyrażane sprzeciwy są raczej przejawem ogólnego braku akceptacji silnej ochrony i praw własności intelektualnej”. O tym, jak dalece jest ono nieprawdziwe, świadczy badanie „Obiegi kultury” wykonane dla Narodowego Centrum Kultury przez Centrum Cyfrowe Projekt: Polska. Wynika z niego wprost, że osoby uczestniczące w obiegu nieformalnym (wymiana plików, pożyczanie książek, płyt z muzyką czy filmami) są jednocześnie najbardziej aktywnymi uczestnikami życia kulturalnego – na twórczość z oficjalnego obiegu wydają nieporównywalnie więcej pieniędzy niż przeciętny Polak. Internauci ściągający pliki to połowa osób kupujących muzykę i jedna trzecia kupujących książki oraz filmy.
Obieg nieformalny istniał od zawsze – w latach 80. i 90. czymś pospolitym było przegrywanie utworów z radia czy płyt na kasety magnetofonowe. Na początku poprzedniej dekady nie brakowało bazarków, gdzie można było znaleźć pirackie płyty. Artyści i wytwórnie – zarówno wtedy, jak i teraz – znajdują na to sposoby. – Świadomi twórcy potrafią dzięki nowym mediom zarobić więcej – mówi Katarzyna Szymielewicz z Fundacji Panoptykon. Na gruncie światowym zespoły takie jak Radiohead czy Nine Inch Nails sprzedawały swój materiał w formacie mp3 za co łaska, u nas podobną taktykę przyjmuje powstała niedawno Wytwórnia Krajowa. Z kolei Prosto, zdając sobie sprawę z tego, że wiele osób zwyczajnie nie chce kupować płyty w ciemno, daje słuchaczom możliwość wcześniejszego odsłuchania płyty w internecie, a „paczka” z utworami w formacie mp3, którą można kupić na stronie wytwórni, jest odpowiednio tańsza niż zwykłe CD. W każdym z przytoczonych przykładów ten ruch okazał się opłacalny, co świadczy o tym, że często wystarczy dać ludziom możliwość legalnego sprawdzenia materiału (co na Zachodzie jest szeroko stosowaną praktyką). Grabaż, wokalista zespołów Pidżama Porno i Strachy na Lachy, należący do grona artystów najczęściej pobieranych w Polsce, o ACTA wypowiada się w surowym tonie: – Ta ustawa pod płaszczykiem walki z piractwem wprowadza nadmierną cenzurę. Na to nie ma mojej zgody.

Własność kontra rozsądek

Z treści wspomnianego wyżej uzasadnienia można również wywnioskować, że bardzo się cieszymy z możliwości pojawienia się w towarzystwie państw „najwyżej rozwiniętych”, przyjmujących „najwyższe standardy ochrony własności intelektualnej”, czyli m.in. USA. Tego samego kraju, gdzie działalność korporacji Myriad Genetics, w posiadaniu której znajdują się patenty do dwóch genów odpowiedzialnych za raka piersi, doprowadzała do tego, że lekarze niejednokrotnie nie mieli możliwości postawienia pacjentkom prawidłowej diagnozy (naruszałoby to wtedy patenty Myriad). Ten patologiczny przykład chyba najlepiej pokazuje, że nie każda obrona własności jest mądra, szczególnie gdy nie wytycza się tej obronie żadnych granic.
ACTA, działając w interesie korporacji, nakłada na dostawców internetowych i właścicieli serwisów obowiązek monitorowania, w razie podejrzeń wobec użytkowników, zachowań internautów. Pozwala też na ujawnianie danych osobowych rzekomych piratów posiadaczom praw własności. Jak zauważa generalny inspektor ochrony danych osobowych, Wojciech Wiewiórowski, „ACTA może stworzyć alternatywną do policyjnej sieć wymiany informacji o podejrzanych o piractwo; nałoży też dodatkowe obowiązki informacyjne na operatorów telekomunikacyjnych”.
Min. Boni chwali się, że ACTA w żaden sposób nie wpłynie na nasze prawo. Ta deklaracja cieszyłaby, gdyby nie drobny szczegół z art. 28: „Każda strona, w stosownych przypadkach, wspiera wewnętrzną koordynację i ułatwia wspólne działania swoich właściwych organów odpowiedzialnych za dochodzenie i egzekwowanie praw własności intelektualnej”.

Szukanie innych rozwiązań

Nietrudno się dziwić obywatelskiemu oburzeniu i zawieszeniu broni w imię wspólnej sprawy przez antagonistyczne środowiska. Przepchnięta poza standardami demokracji, niepoddana żadnym konsultacjom społecznym umowa dokarmia raczej korporacyjne rekiny niż twórcze płotki. Gdyby miało być inaczej, świat już dawno zwróciłby się ku pomysłom na demokratyzację i dystrybucję zysków w internecie, przedstawianym przez Jarona Laniera. Lanier opowiada się m.in. za transkluzją, czyli systemem, w którym cytowane zdanie nie mogłoby się znajdować w dwóch miejscach. Administrator strony, cytując tekst kogoś innego, „wkładałby” oryginalny tekst bądź jego fragment od razu z odnośnikiem do miejsca, z którego czerpał wiedzę (powstałoby coś na kształt wirtualnych przypisów). Innym pomysłem Laniera jest wprowadzenie mikropłatności trafiających bezpośrednio do wytwórców informacji, nawet jeśli ich tekst (bądź jego fragment) jest czytany na innej stronie. Internet tarza się w pieniądzach, niestety w większości nie trafiają one do ludzi, którzy cokolwiek tworzą. – Nowe modele dystrybucji kultury mogą podciąć jej korzenie – ludzie po prostu przestaną płacić za usługi tradycyjnych pośredników – mówiła Katarzyna Szymielewicz. Tylko kogo interesują ludzie?

Trybunał Sprawiedliwości pośrednio o ACTA
Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że nie można zmusić dostawców internetu do zainstalowania systemu zapobiegającego nielegalnemu pobieraniu plików. Stanowiłoby to naruszenie Karty Praw Podstawowych UE. Orzeczenie Trybunału dotyczy pośrednio wprowadzenia regulacji ACTA. Według ekspertów European Telecommunications Network Operators Association (ETNO) zapisy wprowadzone przez ACTA mogą powodować narzucenie operatorom konieczności filtrowania treści. Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości praktycznie uniemożliwia wprowadzenie takiego mechanizmu w krajach, które przyjęły Kartę Praw Podstawowych.
Problem w tym, że obywatele polscy nie podlegają ochronie Karty Praw Podstawowych. W 2007 r. rząd Jarosława Kaczyńskiego zdecydował, że Polska przyjmie tzw. protokół brytyjski ograniczający stosowanie Karty Praw Podstawowych. Rząd Donalda Tuska podtrzymał tę decyzję.

Wydanie: 5/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy