Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Ze sprawami europejskimi jest tak, że wszyscy wiedzą, że trzeba coś z tym zrobić, przystosować do nowej sytuacji, tylko nie wiadomo jak. W MSZ więc aż huczy od rozmaitych wersji przyszłych struktur naszej służby zagranicznej, co do czego ma być włączone, jakie mają być relacje z Sekretariatem Europejskim Jarosława Pietrasa etc. Huczy nie bez powodu, bo na szczytach ministerstwa odbywają się regularne spotkania i trenowane są różne warianty. No, ciekawe, jak to wszystko się zakończy…
Mówi się też, że te wszystkie warianty są rozpatrywane razem z propozycjami kadrowymi. Weźmy taki przykład: po wejściu do Unii de facto powinien zostać rozparcelowany Departament Europy, a komórki zajmujące się stosunkami z państwami UE włączone do Departamentu Pawła Świebody. W takim przypadku mielibyśmy wielki Departament Unii Europejskiej i znacznie mniejszy Departament Europy, ograniczający się do wschodu i południa kontynentu. Czyli Świeboda poszedłby w górę, co w MSZ zostanie przyjęte jako rzecz oczywista, bo ma on opinię jak najlepszą. Natomiast rola dyrektora Departamentu Europy byłaby mniejsza, choć i tak duża (Rosja, Ukraina…). A kto nim będzie? Tu spodziewane są wielkie zmiany, bo dwóch szefów tego departamentu wyjeżdża na placówki. Marek Jędrys do Wiednia, a Zdzisław Raczyński, wicedyrektor zajmujący się Wschodem, do Tunisu.
Skąd ta Tunezja?
To jest świadomy wybór. I to nie ze względu na jedną z najpiękniejszych ambasadorskich rezydencji, którą ma nasze MSZ, z widokiem na Morze Śródziemne. Otóż Raczyński, który wiele lat spędził w Moskwie, nie chciał wyjeżdżać na Wschód. Argumentował, że jest arabistą z wykształcenia, i chciałby wrócić do źródeł. Więc wrócił. I zostawił szefów MSZ z bólem głowy, bo muszą teraz znaleźć jego następcę.
Ale być może te troski są przedwczesne. Bo latem wraca z Londynu Stanisław Komorowski i – jak ćwierkają MSZ-etowskie wróbelki – to on obejmie fotel dyrektora Departamentu Europy (zasiadał w nim już w przeszłości) i wtedy pewnie zacznie układać sobie ekipę.
Na tym tle bardzo stabilnie prezentuje się pion unijny, ale to może być ułuda. Otóż mądrzy ludzie w MSZ już dawno zauważyli, że do Brukseli będziemy musieli wysłać na stanowiska kierownicze (u nas nazywane R-ką) kilkunastu urzędników. Parytet przyznaje nam 16 takich stanowisk, do roku 2007 powinniśmy zgłosić tu kandydatów, tak żeby przeszli procedurę wewnętrznego screeningu. A skoro jest screening, to wiadomo, że nikt z ulicy nie będzie do Brukseli typowany. Czyli na kogo padnie? Na MSZ-etowskiej giełdzie najwięcej mówi się o Janie Truszczyńskim, naszym negocjatorze. Objąłby stanowisko jednego z dyrektorów generalnych w Komisji Europejskiej. A jeżeli by objął, zwolniłby stanowisko podsekretarza stanu. Ha! Kto byłby jego następcą? Tylko osoba z unijnym backgroundem. Siłą rzeczy w puli będzie musiał być Paweł Świeboda, który sprawy unijne dzięki ciężkiej pracy ma w małym palcu.
To byłaby piękna kariera. I jaka pedagogiczna.

Wydanie: 24/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy