Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Pewien czytelnik poprosił nas, byśmy napisali coś przyjemnego o MSZ. Taką ma potrzebę. I taki podobno czas. O! Z wielką przyjemnością! Możemy np. napisać o konsulacie we Lwowie. Że jest. To znaczy – od maja działa nowy budynek. W ten sposób zakończyła się wielka resortowa epopeja. Bo najpierw budynek miał zostać ukończony w roku 2009. Potem w 2010. Potem mieliśmy awanturę z firmą budującą, która zażądała 3,5 mln zł na dokończenie inwestycji. Potem była pikieta jej pracowników przed konsulatem. No i w końcu, po ponaddwuletnim poślizgu, konsulat jest.
Zmienił się w nim natomiast konsul. Poprzedni, Grzegorz Opaliński, został przeniesiony w trybie awaryjnym do Belgradu. Wcześniej zaś ewakuowano jego rodzinę. A to dlatego, że konsulowi i jego najbliższym grożono. Kto groził? Przyjmijmy wersję pojawiającą się w mediach – że były to groźby albo przedstawiciela firmy, która uważa, że na budowie konsulatu straciła, albo przedstawicieli działających we Lwowie organizacji nacjonalistycznych, wielokrotnie skarżących się na konsula.
I tylko tytułem ciekawostki warto dodać, że jest to drugie w krótkiej dyplomatycznej karierze Opalińskiego przeniesienie z placówki na placówkę. Bo konsulem jest on od roku 2007 – wcześniej pracował w straży granicznej. Trafił do niej po studiach na KUL. Tam ukończył studium oficerskie i był m.in. zastępcą dyrektora Biura Analiz Strategicznych Straży Granicznej. A potem pracował w Agencji ds. Zarządzania Współpracą Operacyjną na Zewnętrznych Granicach Państw Członkowskich Unii Europejskiej (Frontex). Był specjalistą od systemu ochrony granic.
No i z tej funkcji przeniósł się do Kijowa, na stanowisko konsula generalnego. Było to w 2007 r., a podczas jego przesłuchania w komisji wybuchła mała awantura, bo posłowie wypominali, że na ważne stanowisko w ważnym kraju jedzie człowiek bez doświadczenia dyplomatycznego i konsularnego. Przedstawiciel MSZ replikował im nieśmiało, że straż graniczna jest dobrą instytucją, poza tym kandydat pokończył różne inne kursy, o których nie napisano w oficjalnym życiorysie…
Rok później Opalińskiego przeniesiono do Lwowa, gdzie zastąpił Wiesława Osuchowskiego. I też przeniesiono znienacka, nie informując komisji sejmowej. Żadna więc dyskusja nad jego kandydaturą się nie odbyła.
Za to odbyła się nad kandydaturą jego następcy – Jarosława Drozda. I była dosyć ciekawa…
Drozd to dyplomata doświadczony, zaczynał pracę w MSZ jeszcze w latach 80. Przez długi czas kojarzony był z Niemcami, pisał o sprawach polsko-niemieckich, dorobił się habilitacji, tu jest kompetentny. Potem rzucony został na sprawy rosyjskie, był konsulem w Sankt Petersburgu. Zabłysnął wówczas w mediach, otwierając Dom Polski, z udziałem pani Kaczyńskiej i pani Putin.
A teraz rozpoczął pracę we Lwowie. Jak wytłumaczył to przedstawiciel MSZ, dlatego że jest uważany za najlepszego konsula, jakiego ma Polska. Noblesse oblige.
Aha, Drozda zapytano też o kontakty z wiadomymi służbami. Odpowiedział: „Zgodnie z ustawą o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa byłem pracownikiem. To tyle”. Nikogo to nie ruszyło.

Attaché

Wydanie: 39/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy