Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

W ciężkich chwilach min. Sikorski nie wahał się używać metod niekonwencjonalnych.
Szczyt Unii Europejskiej, który odbył się na zakończenie naszej prezydencji, w pewien sposób tę prezydencję podsumował.
Po pierwsze, pokazał nasze miejsce w szyku – bo to kanclerz Niemiec, prezydent Francji i premier Wielkiej Brytanii grali pierwsze skrzypce. A przewodnictwo w Unii jest coraz bardziej tytularne. Choć ma swoje znaczenie.
Po drugie, pokazał też, że potrafimy się odnaleźć w gronie 27 państw, i warto to docenić. Gdy na europejskie spotkania jeździli minister Anna Fotyga i prezydent Lech Kaczyński, polska delegacja stała w kącie, nie za bardzo łapiąc, co wokół się dzieje. Teraz byliśmy w grze.
Po trzecie, okazało się, że częściej to ta gra Polską kręciła, a nie odwrotnie. Przyszło nam przewodniczyć w nadzwyczaj ciekawych czasach – bo był to okres obalenia Muammara Kaddafiego, rewolucji w państwach arabskich, no i przede wszystkim wielkiego kryzysu w strefie euro. Czesi i Węgrzy, których prezydencje były nieudane, mieli sielankę. My – wielkie wyzwania. W związku z tym trudno było nawet próbować narzucać Europie jakieś swoje priorytety…
Po czwarte, mimo tych kłopotów zanotowaliśmy nie tylko wizerunkowe sukcesy. Jednym z nich jest na pewno wpychanie się do systemu euro, mimo że nie jesteśmy państwem euro. Poza tym to Donald Tusk przyjmował Chorwację do Unii. To m.in. w jego obecności chorwacka premier podpisywała umowę akcesyjną. Nawiasem mówiąc, warto pamiętać, że parę dni temu przegrała ona wybory i za chwilę już jej nie będzie, władzę w Chorwacji przejmuje lewica.
Jest jeszcze po piąte – a nazywa się Ukraina.
Celem Polski na czas prezydencji, wielokrotnie ogłaszanym, było podpisanie umowy stowarzyszeniowej Ukraina-Unia. Ale w obliczu kryzysu euro, no i wobec wahań ukraińskiego establishmentu, stawało się to coraz mniej realne. A gdy do tego doszło jeszcze więzienie dla byłej premier Julii Tymoszenko… Nawet więc ambasador Unii na Ukrainie głośno zaczął mówić, że wszelkie zbliżenie Unia-Ukraina jest w obecnej sytuacji niewskazane.
W takich ciężkich chwilach min. Sikorski – i też trzeba mu oddać za to sprawiedliwość – nie wahał się używać metod niekonwencjonalnych. Bo do takich na pewno zaliczyć trzeba lot do Doniecka na mecz piłkarski Szachtar-FC Porto, gdzie razem z Carlem Bildtem, spotkał się z właścicielem klubu, najbogatszym człowiekiem Ukrainy – Rinatem Achmetowem.
Była to sensacja, bo Achmetow nie ma w Europie dobrej karty.
Ale, z drugiej strony, uważa się, że ma potężny wpływ na prezydenta Janukowycza i może sporo załatwić. Chociażby wolność dla Julii Tymoszenko.
Jak przebiegły rozmowy – tego nie wiemy. W każdym razie po spotkaniu Achmetow stwierdził, że Bildt i Sikorski to przyjaciele Ukrainy.
Czy owa dyplomacja piłkarska okaże się skuteczna, przekonamy się za parę dni – bo na 19 grudnia wyznaczony został szczyt Unia-Ukraina.
I to będzie tak naprawdę podsumowanie naszej prezydencji.
Attaché

Wydanie: 50/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy