Świat pod żaglami

Świat pod żaglami

Żeby zdobyć medal Cutty Sark, nie wystarczy szybko żeglować. Trzeba umieć pomagać innym na morzu

Wielka, efektowna parada armady żaglowców i jachtów była preludium do pierwszego etapu regat Cutty Sark 2000 na trasie Gdańsk-Helsinki. Drugi etap tzw. żegluga towarzyska Helsinki-Mariehamn kończy się po południu w poniedziałek, 17 lipca. Trzeci etap regat ze Sztokholmu rozpocznie się 26 lipca. Finał Cutty Sark 2000 we Flensburgu zaplanowano na 7 sierpnia.
Do Gdańska przypłynęło ze świata 56 jachtów i 12 statków żaglowych reprezentujących 13 krajów.
– To wielka żeglarska impreza – mówi Janka Bielak, członkini władz International Sail Training Association w Londynie, Polka urodzona na Wołyniu. Wyjechała z kraju w 1950 roku, od lat mieszka w Wielkiej Brytanii. Jest wypróbowanym przyjacielem żeglarzy, aktywna, bezkompromisowa i uparta.
– Kocham, oczywiście, wszystkie żagle – dodaje – a polskie w szczególności. Na pierwsze zawody Cutty Sark w Gdyni w 1974 roku nie mogłam przyjechać. Byłam politycznie personą non grata, ale udało mi się spowodować, że w regatach o Cutty Sark Trophy od początku uczestniczył polski żaglowiec – “Dar Pomorza” i dwa rosyjskie – słynny “Kruzensztern” i “Towariszcz”. Na początku byłam wolontariuszem, przydatnym, bo znałam języki – dodaje. – Mój brat, Janusz Czerwiński, był oficerem Marynarki Wojennej. Promocję otrzymał tuż przed wybuchem II wojny światowej, a pod koniec lat 50. mianowano go dowódcą ORP “Iskra” – pierwszego szkolnego żaglowca marynarki. To on “zaraził” mnie miłością do morza i żagli.
“Iskra”, żaglowiec Akademii Marynarki Wojennej, w tym roku prowadził paradę na wodach Zatoki Gdańskiej. Prezentował się znakomicie. Na oficjalne zaproszenie polskiej Marynarki Wojennej przypłynął do Gdańska “Cuauhtemoc” – meksykański, trzymasztowy bark, żaglowy okręt szkolny meksykańskiej Marynarki Wojennej. Był on prawdziwą ozdobą regat – najdłuższy (92,4 m), z 258-osobową załogą, słynie z parad rejowych w wykonaniu kadetów. Taką paradę na wysokich masztach, ze zwiniętymi żaglami zaprezentował również w Gdańsku. “Cuauhtemoc” to imię ostatniego wodza Azteków, zamordowanego przez Hiszpanów. Jego wyrzeźbioną podobiznę uwieczniono na galionie okrętu. Żaglowiec ma 18 lat, dziewięć razy przekroczył równik, opłynął przylądek Horn i 23 razy przepłynął Kanał Panamski. Portem macierzystym “Cuauhtemoc” jest Acapulco.
“Alexander von Humboldt” – trzymasztowy bark, o charakterystycznym, zielonym kolorze żagli i burty, był jednym z najstarszych żaglowców na Cutty Sark 2000. Zbudowany w 1906 r. przez 80 lat pływał jako latarniowiec i wyznaczał podejście do portu w Kilonii. W 1986 roku został przebudowany na żaglowiec szkolny, a koncepcję przebudowy opracował Zygmunt Choreń, znany gdański konstruktor żaglowców i wyśmienity żeglarz.
Zlot żaglowców i regaty Cutty Sark już po raz trzeci odbywały się w Polsce. Dwukrotnie w Gdyni (1974 r. i 1992 r.) i w tym roku w Gdańsku. Polskie żaglowce trzykrotnie zdobywały najwyższe trofea. Cutty Sark Trophy zdobył w 1980 roku “Dar Pomorza”, w dziewięć lat później “Iskra” i w ubiegłym roku “Pogoria”.
Nagroda Cutty Sark – srebrny medal z wizerunkiem słynnego brytyjskiego żaglowca z 1869 roku “Cutty Sark” (dziś po rekonstrukcji stoi on w dokach Greenwich jako muzeum) przyznawana jest szkolnemu żaglowcowi w tajnym głosowaniu przez kapitanów wszystkich jednostek, które biorą udział w regatach. Kapitanowie konsultują się ze swoimi załogami. To nie jest nagroda za zwycięstwo w wyścigach morskich, a za postawę na morzu i w portach, za nawiązywanie współpracy i podtrzymywanie międzynarodowych żeglarskich przyjaźni.
– Polacy mają dobrą opinię na morzu, zdobyli Cutty Sark Trophy trzykrotnie. A tym to cenniejsze, że nie mamy takiej armady jachtów i żaglowców jak Niemcy, Amerykanie, Holendrzy czy Skandynawowie, a nawet Francuzi – mówi kpt. ż.w. Leszek Wiktorowicz, wieloletni komendant “Daru Młodzieży”. – Nie mamy też takich możliwości finansowych jak inne europejskie państwa morskie. Nasze wszystkie jachty morskie zmieszczą się w jednej angielskiej marinie. Ale taki międzynarodowy zlot żeglarzy i regaty rozpoczynające się w Gdańsku są dla nas i naszych morskich miast znakomitym bodźcem. Już wiadomo, że Cutty Sark 2003 odbędą się w Gdyni.
– Reguły Cutty Sark wymagają, by co najmniej połowa załogi to byli ludzie młodzi, między 15. a 25. rokiem życia – mówi Wilm Pockery, kapitan jachtu z Ostendy. – Dla wielu te regaty to prawdziwy “chrzest życiowy”, a nie tylko morski. “Dzieciaki”, których nie brakuje na wszystkich żaglowcach (na jachtach są też dziewczyny), stłoczone po siedmioro, ośmioro na kilku metrach kwadratowych stanowią jedną drużynę. Nie mają wyjścia. A dorośli – mają im znaleźć godny, morski sposób na niebanalną egzystencję.
– Do regat przygotowywaliśmy się wiele miesięcy, remontowaliśmy nasz 45-letni jacht – dodaje Henner Oberhoff, kapitan z Bremy. – Chcemy wygrać któryś z etapów. Taka rywalizacja jest zdrowa i potrzebna. Morze uczy pokory i przywraca rozum. A zabawy, rozrywki w portach, przez które wiedzie trasa Cutty Sark, to, oczywiście, część tradycji żeglarskiej. Dlatego z takim zapałem śpiewamy szanty i uczestniczymy w paradach – i morskich, i tych na ulicach miast.

 

Wydanie: 29/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy