Wpisy od Alina Kietrys
Winny jestem losowi wdzięczność
Nagroda krytyków teatralnych dla Mirosława Baki
Marka artystyczna Mirosława Baki jest stała i podkreślana przy okazji niemal każdego nowego spektaklu teatralnego. Aktor prawie 40 lat udowadnia, że jego wymagający zawód może być najwyższej próby, a rzemiosło w tym zawodzie w jego wykonaniu to klasa sama w sobie.
Hamlet wiele wytrzyma
Dojście do takiego poziomu, jaki dzisiaj prezentuje Baka, to lata różnych doświadczeń, wyrzeczeń, upadków w sensie dosłownym i przenośnym, ale przede wszystkim wielu znaczących sukcesów. Od tych ostatnich mogło zawirować w głowie, ale nie zawirowało, choć artysta dość odważnie przyznaje, że bywa próżny. Wielką radość sprawił mu album wydany z okazji 50-lecia festiwalu w Cannes, gdzie jest jego zdjęcie z pokazywanego tam w maju 1988 r. słynnego „Krótkiego filmu o zabijaniu” w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego. Jednak owej okolicznościowej „próżności” nie zauważyłam na scenie. A mam to szczęście, że mogę obserwować od początku teatralne zmagania Mirosława Baki, a i filmowe i telewizyjne nie są mi obce.
Kiedy się spotkaliśmy? W Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, w pierwszym sezonie Mirka Baki w tym zespole, a więc był to rok 1988. Oczywiście nie od razu zauważyłam jego wielkie możliwości sceniczne. Szczupły (do dzisiaj), wysoki blondyn, o chłopięcej aparycji, skupiony i uśmiechający się z pewną nieśmiałością, nie brylował w zespole, w którym prym wiodły gwiazdy. Ale usłyszałam już wtedy tembr głosu, który łatwo było mi zapamiętać. Dusza radiowca jest we mnie do dzisiaj.
Kiedy polska sekcja Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT) działająca przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy RP jednogłośnie, bez jakichkolwiek wątpliwości uznała – choć krytycy teatralni, jak wiadomo, miewają różne zdania – że Nagroda im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego za wybitne osiągnięcia aktorskie w dziedzinie sztuki teatralnej powinna trafić właśnie teraz do Mirosława Baki, z radością przyjęłam propozycję wygłoszenia laudacji. Było to uhonorowanie artystycznego dorobku niezapomnianego gdańskiego Hamleta, który zapewne jako jedyny artysta sceniczny doświadczył 200 ekstremalnych prób w ciągu dziewięciu miesięcy, nim w 1996 r. w Teatrze Wybrzeże doszło do premiery spektaklu w reżyserii Krzysztofa Nazara. Przygotowania okazały się prawdziwym sprawdzianem wytrzymałości fizycznej i artystycznej. Po kilku latach (2000) doszła jeszcze tytułowa rola w „Ryszardzie III”, również w reżyserii Nazara. Przedstawienie to określano jako „oddziałujące na wszystkie zmysły widzów”, choć nie dyskutowano o nim tak zażarcie jak o „Hamlecie”.
O tych dwóch realizacjach Mirek Baka napisał pracę magisterską (nieco spóźnioną, bo powstała ona 25 lat po zakończeniu studiów we wrocławskiej PWST), którą zadedykował reżyserowi.
Krótkie CV Bakersa
Mirosław Baka ma 62 lata. Urodził się w Ostrowcu Świętokrzyskim, a miasto dumne z dokonań byłego mieszkańca uczyniło go w ubiegłym roku honorowym obywatelem. Rodzinnie nie miał kontaktów teatralnych. Mama pracowała w kiosku, tata i dziadek w hucie, a on chętnie spędzał swój młodzieńczy czas z dziadkami i pradziadkami. W Ostrowcu pobierał pierwsze ważne nauki. Był aktywnym harcerzem, doszedł do stopnia podharcmistrza, ale również demonstrował indywidualność kontestatora i zdarzało mu się obrywać za brak pokory. Przywiązanie do własnych zasad i „bycia sobą” stanowiło jego kredo nie tylko w tamtych latach.
Przez jakiś czas trenował w Ostrowcu w drużynie piłki wodnej. Był także gorącym kibicem kobiecej drużyny siatkówki w swoim liceum. Pisał wiersze dla wybranych koleżanek… i doświadczał młodzieńczej fascynacji teatrem. W podstawówce recytował wiersze na apelach i w konkursach, w liceum rozśmieszał w szkolnym kabarecie. Po maturze do szkoły teatralnej w Warszawie (dzisiejszej Akademii Teatralnej) dostał się bez problemów, ale po pierwszym roku wyrzucił go rektor Andrzej Łapicki, ponoć za namową pani Mai Komorowskiej, bo uznali, że nie jest odpowiednim „materiałem” na aktora. Łapicki określił to po latach jako swój „błąd pedagogiczny”, a Baka uważał, też po latach, że ten zimny prysznic porażki był ważny. Zaczął więc naukę w różnych szkołach policealnych w Ostrowcu: m.in. elektrycznej, wychowania przedszkolnego, był też ratownikiem w pogotowiu. To doświadczenie uważa za nader cenne, bo na jednym dyżurze mogła się zdarzyć kondensacja wielu emocji, które są tak ważne w zawodowym doświadczeniu aktora.
Drugie podejście do aktorstwa to wydział zamiejscowy krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. Tę uczelnię skończył bez problemu. Na pierwszym roku oficjalnie zadebiutował w filmie Mirosława Borka „Daleki dystans” (1985), na drugim zagrał w serialu „Ballada o Januszku”, a na trzecim
Agnostyk przy Wałęsie
W publikacjach o Sierpniu ’80 od kilku już lat nie ma śladu o Lechu Bądkowskim. Tak jakby go w ogóle nie było Inteligent w starym stylu, który „nie współbrzmiał z nastrojem tamtego momentu historycznego”, zdystansowany, opanowany, rozmawiający z zachodnimi dziennikarzami bez żadnego wysiłku, tłumaczący zawiłości sytuacji politycznej – tak postrzegano Lecha Bądkowskiego1 jako rzecznika prasowego Lecha Wałęsy i Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w pierwszym okresie Solidarności, jeszcze w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r., a także w następnych miesiącach w pierwszej siedzibie „S” przy ul. Marchlewskiego
Związek w namiocie
W gdyńskiej stoczni najpierw zwolniono związkowców, teraz odwołano członków zarządu 15 kwietnia w Stoczniach Grupy Stocznia Gdynia S.A. rada nadzorcza odwołała z zarządu w Gdyni wiceprezesa Andrzeja Buczkowskiego, pozbawiając go równocześnie funkcji członka zarządu firmy, a w Stoczni Gdańskiej odwołała z funkcji członków zarządu Elżbietę Dudziuk – wiceprezesa zarządu i dyrektora ds. ekonomiczno-handlowych, Macieja Wierzbickiego – wiceprezesa ds. produkcji, oraz Bogdana Oleszka, który jednak pozostał dyrektorem ds. administracyjnych w gdańskiej stoczni. Dzień po roszadach w Zarządach Grupy
Sztuka pełna kontrowersji
Większość oglądających spektakl „Beczka prochu” określała go jako sensacyjny i zapadający w pamięć – Jak już dopadnę, nie popuszczę – mówi podniecony Simon do Any. – Mogę łyka? – pyta Andrej, który się obudził i obserwuje parę. Simon podaje butelkę: – Golnij sobie. Andrej rozbija butelkę o głowę Simona. Ten zakrwawiony wali się na Anę. – Ciężko mu było przestać! Wątroba mnie boli, jak widzę takiego palanta. Ale nie będzie już więcej
Strajk poniżonych
Stocznie są dwie. Ta promowana przez „cudowne dziecko przemysłu stoczniowego”, prezesa Szlantę, ta za bramą, w której pracownicy harują nieludzko Przy bramie tłoczą się i krzyczą. Jeden przez drugiego: – Jesteśmy traktowani jak niewolnicy. Ci z krajowej „Solidarności” już nie mają nic wspólnego z nami, dlatego rzucaliśmy legitymacje. To chodzi nie tylko o zupę z wkładką. Mamy dość bycia parobkami prezesa Szlanty. W Radzie Nadzorczej Stoczni Gdynia jest towarzysz Janusz Śniadek, wiceprzewodniczący Komisji Krajowej „Solidarności”. Nasz strajk robi mu w poprzek.
Matura i co dalej?
Uczniowska debata pod patronatem „Przeglądu” Gdański Sejmik Samorządów Uczniowskich razem z biurem poselskim Franciszka Potulskiego – posła z SLD, przewodniczącego sejmowej Komisji Edukacji – zorganizował spotkanie z młodzieżą klas maturalnych. Sejmik istnieje od pięciu lat i co najmniej dwa razy w ciągu roku szkolnego organizuje spotkania środowiskowe. Na tegoroczne zaproszenie odpowiedziała większość uczelni państwowych w Trójmieście poza Akademią Sztuk Pięknych, a także Pomorska Akademia Pedagogiczna ze Słupska. Natomiast nie zareagowała żadna uczelnia niepubliczna.
Wietrzenie w gdańskim ratuszu
Radni chcą odwołać prezydenta Adamowicza i dwóch jego zastępców W Gdańsku wrze, przynajmniej w Urzędzie Miasta i w Radzie Miasta. W ostatnich tygodniach radni próbują odwołać dwóch wiceprezydentów: Ewę Sienkiewicz i Adama Landowskiego, a także prezydenta Pawła Adamowicza. Wcześniej w tej kadencji odwołano już dwóch wiceprezydentów z powodu zarzutów prokuratorskich. Dziura budżetowa w gdańskiej kasie w 2002 r. wyniesie 167 mln zł. Mimo różnych rozpaczliwych „ruchów promocyjnych” zarządu miasta, gdańszczanie ocenili swego prezydenta w badaniach
Gdańsk – zapyziała prowincja?
Moja książka mówi o tym, że nastąpiła wyprzedaż idei kultury przez politykę i polityków Rozmowa z Pawłem Huelle – pisarzem, autorem głośnej powieści „Mercedes-benz” – Czy skandal pomaga, by książka lepiej się sprzedawała? – Pewnie tak, ale sam skandal nie wystarcza. – Nie uważa się więc pan za skandalistę? – Nie. Jestem pisarzem, więc uważam, że mam prawo „spisywać czyny i rozmowy” – parafrazując Miłosza. A cały dalszy ciąg, czyli wielki szum w gdańskim środowisku w związku z osobą
„Kukułeczka” dla prałata
Zaproszenia na urodziny ks. Jankowskiego miały adnotację, by nie przynosić prezentów i kwiatów, tylko… koperty Przed drzwiami Opery Bałtyckiej we Wrzeszczu pół godziny przed rozpoczęciem uroczystych obchodów 65. urodzin księdza Henryka Jankowskiego stał biały mercedes. – Tu się nie parkuje, to droga ewakuacyjna – informowała obsługa opery. Przyboczna gwardia prałata – chłopcy w granatowych garniturach – reagowali opieszale. Prałat udzielał wywiadu lokalnej telewizji publicznej. Wchodzili pierwsi goście. Choć godzina była zaledwie popołudniowa,
Magiel à la Kurski
Odwołany wicemarszałek Sejmiku Województwa Pomorskiego wyciągnął wszystkie samorządowe brudy – W naszym województwie panuje rząd rodem z Bantustanu. 95% wody mineralnej w urzędzie pochodzi od Lonzy, firmy rodzinnej marszałka. Kredytów województwu udziela ten sam bank, który obsługuje firmę pana Zarębskiego i jego żony, która ma kłopoty i stara się o pożyczkę w tym samym banku – wykrzykiwał Jacek Kurski na ostatnim, październikowym posiedzeniu Sejmiku Województwa Pomorskiego. Jan Zarębski, marszałek województwa, ripostował: –








