Absurd w geologii

Absurd w geologii

Przypadek profesora Szamałka, czyli historia pewnego konkursu

Geologia to nauka zajmująca się historią i budową Ziemi oraz procesami zachodzącymi w jej wnętrzu i na powierzchni. Wydawać by się mogło, że geolodzy to ludzie spokojni i łagodni, bo jakież emocje mogą wywoływać zimne skały? No, chyba że mamy do czynienia ze wstrząsami tektonicznymi. Wtedy nawet uczeni mogą eksplodować. Coś takiego zdarzyło się w Państwowym Instytucie Geologicznym przy ul. Rakowieckiej 4. Powodem zaburzeń stał się wynik konkursu na stanowisko dyrektora instytutu. Wynik, którego nikt nie zakwestionował! A jednak ten, kto wygrał, dyrektorem nie zostanie.

Wygrany, ale niepowołany

Ruchy tektoniczne zaczęły się niewinnie. Na początku lipca 2014 r. minister środowiska Maciej H. Grabowski odwołał nagle z funkcji dyrektora Państwowego Instytutu Geologicznego, placówki mającej status państwowego instytutu badawczego, prof. Jerzego Nawrockiego. Niecały miesiąc później ogłoszono konkurs. Na czele komisji mającej wyłonić następcę Nawrockiego stanął powszechnie szanowany prof. Marek Narkiewicz.

W wyniku postępowania kwalifikacyjnego 6 listopada 2014 r. zapadła decyzja o zaprezentowaniu ministrowi zwycięzcy i oficjalnego kandydata na dyrektora – prof. dr. hab. Krzysztofa Szamałka, który bez trudu pokonał czterech równie utytułowanych konkurentów.

Stosowną uchwałę podpisało czterech z pięciu członków komisji prof. Narkiewicza. Od tej decyzji odwołał się do ministra środowiska jeden z pokonanych, prof. Grzegorz Pieńkowski, który podniósł, że sprawozdanie z prac komisji nie zostało podpisane przez przedstawiciela ministra nauki i szkolnictwa wyższego, który w tym czasie przebywał na długim zwolnieniu w związku z leczeniem szpitalnym.

Minister Grabowski, nie negując ważności samej uchwały o wyborze kandydata, uznał, że doszło jednak do naruszenia prawa i odmówił powołania prof. Szamałka na stanowisko dyrektora instytutu. Nastąpił klasyczny pat.

Od ministerstwa do ministerstwa

Na ministrze nie zrobiło wrażenia ani poparcie Krzysztofa Szamałka przez naukowców, ani wystosowanie listu przez związkowców z Solidarności, którzy podkreślali profesjonalizm i wysokie kwalifikacje profesora. Podobne stanowisko prezentowały inne związki zawodowe działające na terenie instytutu.

Problem w tym, że nie było wiadomo, co robić. Formalnie komisja konkursowa zakończyła postępowanie, wyłoniła kandydata i podjęła stosowną uchwałę. Sporządziła też wymagane prawem sprawozdanie.

Zaczęły się więc manewry prawników. Prof. Szamałek zwrócił się o opinię do kancelarii prawnej Królak i Wspólnicy, która w oficjalnym piś­mie wezwała ministra Grabowskiego do usunięcia naruszenia prawa oraz powołania Szamałka, zgodnie z uchwałą komisji konkursowej, na stanowisko dyrektora Państwowego Instytutu Geologicznego. Minister tego nie zrobił.

Prof. Narkiewicz oraz przewodniczący rady naukowej instytutu prof. Józef Chowaniec zwrócili się do ministra nauki i szkolnictwa wyższego z zapytaniem, czy brak podpisu jednego z członków komisji konkursowej jest naruszeniem prawa. Odpowiedzi udzielił dyrektor generalny Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego Marek Kuciński, który poinformował uczonych, że ich listy – „zgodnie z właściwością przekazuje Sławomirowi Brodzińskiemu, podsekretarzowi w Ministerstwie Środowiska”. Trudno mi sobie wyobrazić, by pan Brodziński mógł wystąpić przeciw własnemu szefowi – ministrowi Grabowskiemu – który wprawdzie nie zanegował wyboru prof. Szamałka, lecz jednocześnie skutecznie zablokował jego nominację.

W grudniu 2014 r. w trakcie posiedzenia rady naukowej instytutu Brodziński zwrócił się z wnioskiem o rozpisanie nowego konkursu na dyrektora. Profesorowie odmówili spełnienia prośby urzędnika i skierowali pismo do minister nauki i szkolnictwa wyższego z prośbą o wykładnię rozporządzenia ministra w sprawie sposobu i trybu przeprowadzenia konkursu na stanowisko dyrektora instytutu badawczego, licząc, że minister Lena Kolarska-Bobińska wytknie ministrowi Grabowskiemu naruszenie prawa.

Zrobiło się jeszcze ciekawiej, gdy do uczonych dotarła w styczniu br. odpowiedź dyrektora generalnego resortu nauki Marka Kucińskiego, który oświadczył, że w kwestii interpretacji przepisów właściwy jest minister środowiska.

Profesorowie zrozumieli, że konkurs konkursem, ale o tym, kto go wygra, decyduje nie jakaś przypadkowo zebrana komisja, tylko minister, który pod byle pretekstem może go unieważnić.

Strony: 1 2

Wydanie: 8/2015

Kategorie: Kraj

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy