Flaki na gorąco

Flaki na gorąco

Nigdzie na świecie nie pisze się tylu felietonów, co w Polsce. Felieton i wywiad dominują w naszych tygodnikach opinii i w miesięcznikach. Społeczno-politycznych tygodników na głowę mieszkańca też mamy chyba najwięcej w świecie. A jak się w nich kotłuje! Felieton powinien być lekki, zarazem gęsty, jak flaki autora, które wedle Boya, muszą być podawane zawsze na gorąco. Dlatego tak flakowato, gęsto i gorąco jest w polskiej prasie. Jakby nasz kraj był w stanie wojny. Trwa nie tylko wojna domowa, ale też z Rosją, są nawet partyzanci, którzy walczą z Unią Europejską. A Polacy to czytają, więc nic dziwnego, że tyle potem przypadków niestrawności.

Jako felietonistę odkrył mnie Jerzy Giedroyc po stanie wojennym i do końca istnienia „Kultury” paryskiej byłem autorem tego pisma. To była wielka przygoda i wspaniali czytelnicy rozsiani też po świecie. Gdziekolwiek ich spotykałem, traktowali mnie jak domownika. Ale teraz te moje dawne teksty irytują mnie. Zbyt gorliwie szukałem dziury w całym, zbyt czarno widziałem. Coś z tego tonu walki i męczeństwa znajduję teraz w pismach naszej prawicy (taką prasówkę robię sobie tylko raz na rok, częściej byłoby to szkodliwe, tyle tam toksyn). Ich autorzy sami nazywają się niepokornymi, co bardzo mnie śmieszy, bo pamiętam czasy, kiedy za pisanie można było pójść siedzieć. A wtedy niektórzy z nich siedzieli cicho jak myszy pod miotłą. Teraz pragną jakiegoś męczeństwa, co łatwe, bo nic im nie grozi.

Tygodnik „Do Rzeczy” na okładce prezentuje rosyjskich motocyklistów. Tytuł: „Zajazd na Polskę”, podtytuł: „Nieporadny rząd Kopacz przegrywa z rosyjskimi prowokatorami”. Myślę, jak łatwo manipulować Polakami. Znamy Rosjan, ale oni nasze słabości znają jeszcze lepiej i są sprytniejsi. To się zaczęło w XVIII w. Wedle prawicy, nowe odczytanie rozmów w kokpicie tupolewa to „rządowa wrzutka”. W prasie prawicowej powszechny jest sąd, że to fałszywka. I spisek rządu. Wedle Ryszarda Makowskiego, „porcja hejtu posmoleńskiego, jaki nam zafundowano, jest rzeczą niespotykaną w świecie cywilizowanym. U nas z premedytacją, najwyraźniej przez kogoś zarządzoną i zorganizowaną, szkaluje się pasażerów i załogę feralnego lotu”. Polscy piloci nie mogliby popełnić takiego błędu. Tygodnik „W Sieci” ma na okładce premier Kopacz i Michała Kamińskiego. Tytuł: „Spisek przeciw demokracji”.

Jaki obraz Polski wyłania się z prawicowych mediów? Rządzą nami zdrajcy. Kiedyś jednak przyjdzie czas rozliczeń. Polskę trudno dzisiaj zdefiniować, więc niektórzy używają nawet określenia „to coś, w czym istniejemy”. Prof. Gliński mówi, że to coś to „ćwierćdemokracja”. Łaskawy. Wielu autorów uważa, że u nas demokracji w ogóle nie ma. Jak wytłumaczą, że jednak mogą pisać, co chcą? Ależ oni to robią w podziemiu. Wrogie siły mają radio i telewizję. Im pozostaje państwo „podziemne”.

Marcin Wolski jest niezwykle płodny w tych pismach i ciągle w płomieniach. Jako wieloletni członek PZPR też był podobno namiętny, taką ma uczuciowość. I ten jego talent literacki. Cytuję: „A przecież eskalacja postępu w plugastwie wydaje się nie mieć końca. Czy trzeba będzie sięgać do innych padlinożerców – ścierwników, sępów wzbogaconych genami skunksów i żuków gnojowników? (…) Dzisiaj obowiązuje termin »polskie szambo«. I nie mogę się doczekać, kiedy jego beneficjenci usłyszą komendę »Redaktorzy, koniec III RP, kucamy«”. Szczególnie to czekanie na kucanie Wolskiemu wesoło wyszło, świetny satyryk.

Jako że prawdziwej Polski już nie ma, Joanna Lichocka uważa, że słuszność mają ci, którzy śpiewają: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Wedle Jana Pietrzaka – następny zrozpaczony satyryk – „rządzi nami klika i front ideologiczno-finansowy”. Robert Tekieli pisze, że dziennikarze pracujący w mediach liberalnych to „tirówki dziennikarstwa”. Pamiętam Tekielego jako innego człowieka, niezwykłe było to jego nawrócenie i utożsamianie się z Chrystusem, który przegania przekupniów ze świątyni. Uważa, że o profesjonalizmie Antoniego Macierewicza najlepiej świadczy to, że ten jeszcze żyje. Od razu widać, że pan poeta. Polska jest niszczona na wiele sposobów, system bankowy to rak z przerzutami. Maciej Pawlicki pisze: „W niemal całkowitej medialnej ciszy trwa właśnie masowa, pośpieszna wyprzedaż bankowych długów żwawym i bezwzględnym windykatorom”. I tysiące ludzi pójdzie na bruk. Wiem, że takie cytowanie jest zawsze jakoś nieuczciwe, gdyż teksty wyrwane są z kontekstu, ale ja tylko tak na zachętę. Warto do tych pism czasami zaglądać, to pouczające. Wielu autorów znam osobiście (może raczej znałem) i widzę, jaką drogę przebyli do nierzeczywistości. Wielu z nich to ludzie uczciwi, którzy weszli w świat zniewolonego umysłu, jak to się zdarzyło w czasach stalinowskich. Ale jest też grupa cyników – wtedy też była – ci budzą szczególną odrazę. Zdumiewa ten uogólniony ton rozpaczy i dramatu. Oni wszyscy są okropnie nieszczęśliwi, jak pewnie ja byłbym, gdyby to ich wizja świata dominowała w Polsce.

Wydanie: 18/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy