Policjo, cóżeś ty za pani?

Policjo, cóżeś ty za pani?

Polska policja ewidentnie się pogubiła i nie bardzo wie, czy jest służbą publiczną czy też zbrojnym ramieniem rządzącej partii, a może obrończynią systemu politycznego, który każe bronić bogatych przed biednymi.

Policja zachłysnęła się swoim dobrym wizerunkiem wynikającym z badań opinii publicznej, uznanym miejscem w państwie, odbudowaną po latach renomą. I nie zauważyła, jak w tym samym czasie koroduje od dołu, rdzewieje z boku, chwieje się od góry i słania się tam, gdzie chcą akurat rządzący. Jest w potężnym kryzysie, którego nie jest świadoma, i do którego nie za bardzo chce się przyznać (a któraż to potężna korporacja lubi się przyznawać, że toczy ją choroba, patologia, niemoc?). Choć ustawowo ma wiele form i możliwości przyjęcia krytyki i dokonania samonaprawy, woli się oglądać na – werbalizowane lub nie – oczekiwania każdoczesnej władzy zwierzchniej. Trzeba więc przypomnieć, że to my, społeczeństwo, jesteśmy zwierzchnością policji, której oddajemy w skrajnym wypadku prawo do użycia przemocy wobec tych z nas, którzy obowiązujące prawo naruszają, zagrażają innym, stosują przemoc – fizyczną i werbalną.

W ostatnich miesiącach bez pośredników oglądamy ten spektakl: jedna scena to bestialskie torturowanie i zamordowanie Igora Stachowiaka na wrocławskim komisariacie (a potem spektakl tuszowania sprawy, ukrywania, mataczenia przez przełożonych aż do szczebla ministerialnego), kolejne to pokazy brutalności wobec niektórych manifestantów na niektórych manifestacjach – i jakoś tak się składa, że np. policja poznańska bez chwili namysłu brutalnie zatrzymuje kobiety na manifestacji (pretekstem jest wejście na drabinkę nieoznaczonego furgonu policyjnego) i oskarża je o naruszenie nietykalności policjantów, a nie wykazuje w ogóle takiej determinacji, kiedy faszyzujący manifestanci pod warszawskim Teatrem Powszechnym przewracają policjantów.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 24/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 24/2017

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy