Platforma piękna jak Doda

Platforma piękna jak Doda

Mówi się, że Doda jest sławna z tego, że jest sławna. Czy ktoś słyszał, jak ona śpiewa? Jaki przebój śpiewa (śpiewała?) Doda? Czy ona w ogóle śpiewa? Doda nie musi śpiewać. Doda jest na tyle sławną piosenkarką, że wcale nie musi śpiewać. W dodatku Doda jest piękna.
Z Platformą Obywatelską zupełnie jak z Dodą. Jest piękna i popularna. Czy będąc piękną i popularną, musi mieć jeszcze jakiś program? No, oczywiście, że nie musi. Czy musi mieć jakiś profil ideowy? A po co? To tak, jakby ktoś się upierał, że Doda musi śpiewać.
Kompletny brak ideowości i programu czyni Platformę otwartą na wszystkich. No, może na wszystkich potrzebnych. Każdy może się tam zmieścić. Czuma i Kutz, Gowin i Palikot. Co tych ludzi łączy? Jak to co? Przynależność do Platformy. Co ich dzieli? Wszystko pozostałe. Między ich poglądami jest przepaść, ale kto może powiedzieć, że poglądy któregoś z nich są nie do pogodzenia z ideologią czy programem Platformy? Skoro Platforma jako partia nie ma poglądów, idei ani programu, taki zarzut postawiony komukolwiek byłby oczywiście bez sensu.
Platforma Obywatelska jest otwarta na wszystkich aktualnie jej potrzebnych. A potrzebni są ci, którzy przyniosą jej punkty w wyborach. Aby miała więcej. Aby była jeszcze piękniejsza i jeszcze popularniejsza.
Ostatnio Platformie potrzebny był Marian Krzaklewski. Piękny jak Doda i jak sama Platforma.
Wyciąga się go więc z politycznego niebytu i rzuca w eurowyborach do okręgu podkarpackiego, uważanego za matecznik PiS. Zapewne piękny Maryjan wygra na Podkarpaciu z kandydatem PiS. Ale mogę się założyć, że ten kandydat z PiS, który przegra z Krzaklewskim, będzie od niego mniej prawicowy, mniej radykalny, mniej antyeuropejski i nawet do PiS-owskiej głowy by mu nie przyszło, że konstytucję polską można porównywać do nawały bolszewickiej. A jak wiadomo, Krzaklewskiemu coś takiego nie tylko kiedyś przyszło do głowy, ale obwieszczał to wszem wobec, jak Polska długa i szeroka.
Jakiż elektorat pociągnie za sobą Krzaklewski? Myślący tak jak Krzaklewski przed odejściem w niebyt. Nawet jeśli tkwiąc w niebycie, Maryjan zmienił radykalnie poglądy, to nie miał okazji tego dotąd publicznie zaprezentować, co najwyżej wyszeptał jedynie Tuskowi lub, co bardziej prawdopodobne, Schetynie na ucho. Lud Podkarpacia tego nie słyszał i jeśli kocha Maryjana, to takiego, jakim go zapamiętał z czasów AWS.
Jakież bogactwo myśli wniesie piękny Maryjan do Parlamentu Europejskiego i do swej nowej partii?
Gdyby Platforma Obywatelska miała jakiś ideowy profil, ba, gdyby miała choć jakiś pomysł, jak zmieniać Polskę (a przy okazji Europę), musiałaby dobierać sobie ludzi, którzy ten pomysł podzielają i mają ochotę, a przy okazji odwagę go realizować. Ale Platforma cel ma jeden – rządzić. Rządzić jak najdłużej i po najbliższych wyborach prezydenckich wprowadzić Tuska do Pałacu Prezydenckiego. Wiele wskazuje na to, że jest to pomysł jedyny. Gdy Tusk będzie prezydentem, a Schetyna premierem, Polska ex definitione będzie już szczęśliwa. Czego więcej Polsce do szczęścia potrzeba? Po co reformować państwo, usprawniać wymiar sprawiedliwości, ulepszać opiekę zdrowotną, poprawiać edukację, reformować finanse publiczne? Po co naprawiać państwo zepsute przez PiS w czasie jego dwuletnich rządów? Po co zresztą naprawiać to, co swego czasu pomagało się PiS psuć? To wymaga wysiłku, programu, fachowców. Tym bardziej że wszystkie reformy mają swoje społeczne koszty. Po co je płacić? Przy tak zakreślonym celu strategicznym, obejmującym trwanie przy władzy i plany jej dalszego poszerzenia (o stanowisko prezydenta), jeśli rządzenie zredukowano do łagodnego administrowania – które po rządach PiS, trzeba przyznać, społeczeństwo i zagraniczni partnerzy przyjęli z ulgą – ważne są punkty społecznego poparcia mierzone w słupkach sondaży. Wyniki sondaży stają się zatem na tym etapie celem samym w sobie. Z Krzaklewskim i jego elektoratem reformować państwo i ulepszać politykę zagraniczną byłoby trudno. Ale doliczyć sobie do punktów poparcia głosy elektoratu Krzaklewskiego? Proszę bardzo.
Jakim jednak głosem przemawiać będzie Platforma, gdy w jej chórze zaśpiewa także Krzaklewski? Niewykluczone, że tym razem Platforma się przeliczy. Piękny Maryjan pokazał już kiedyś, że potrafi lepiej niż klasyk gatunku być za, a nawet przeciw. Będąc szefem klubu rządzącego AWS i szarą eminencją rządu Jerzego Buzka, którym kierował, jak mówiono, „z tylnego siedzenia”, potrafił być równocześnie szefem związku zawodowego „Solidarność” i jako takiemu, zdarzało mu się występować przeciwko rządowi.
Zobaczymy, czego teraz dokaże. Będzie proeuropejskim eurosceptykiem? Dzieląc poglądy PiS, ba, nawet Libertasu, będzie europosłem proeuropejskiej Platformy. Bardzo to będzie ciekawe, czego jeszcze dokona, tym razem na forum europarlamentu. Nie zdziwiłbym się nawet, gdyby w wyciągniętym przez Platformę z politycznego niebytu Krzaklewskim ożyły znów ambicje prezydenckie. Czemu nie?
Na razie piękny Maryjan będzie miał udział w wyborczym zwycięstwie Platformy.
Osobiście życzę mu sukcesu. Czy w dalszej perspektywie będzie to także sukces Platformy? Wątpię, ale to już nie moje zmartwienie.

Wydanie: 20/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy