Wściekłość wyborców

Wściekłość wyborców

Wygląda na to, że moda na mordowanie przypadkowych ludzi – im więcej, tym lepiej, dobrze, jeśli są wśród nich dzieci – jest już mocno ugruntowana w naszej rzeczywistości. To rodzi lęk, który promieniuje. Polski to na razie nie dotyczy, ale jesteśmy blisko, więc strach. Nasze media też robią z tego spektakl. Od razu zaczyna się w 24-godzinnych stacjach wielki krwawy teatr. Rola mediów jest tu nie do przecenienia. Sprawcy na to liczą. A miliony ludzi oglądają spektakl, by nie być sam na sam ze swoim osobistym dramatem i pożyć dramatem innych. Ma to wpływ na dzieci. Mój sześcioletni Franio zaczyna się bać i często pyta, czy to jest w Polsce. Pocieszam go, że nie. Ma teraz dwa lęki. Boi się dzikiej świni z małymi, która szwenda się po okolicy, i zamachu. Co takiego się stało, że jest epidemia samobójstw rozszerzonych, bo tak to się fachowo nazywa? Czy tylko podziałał przykład, czy jest to objaw choroby, która drąży nasze społeczeństwa? A może głównym winowajcą jest islam i odmienna kultura przybyszów? Tak twierdzi prawica. I populiści. To prawda, że nasz humanizm i poprawność polityczna zdają się utrudniać odpowiedź na te pytania. Jak zwykle w takiej sytuacji jest zapewne kilka czynników. Jedno pewne – lęk, nasza bezradność napędzają głosów populistom. Nie przypadkiem w coraz większej liczbie krajów następuje radykalizacja postaw politycznych, społeczeństwo dzieli się na dwa obozy, trwa zimna wojna domowa. Zachód płaci cenę za poprawność polityczną, która zaszła za daleko i stała się jakąś formą opresji. I teraz ci, którzy mówią o brutalnych i prostych rozwiązaniach, uchodzą za ujawniających zakazaną prawdę i zatroskanych o los społeczeństwa. Ich przeciwnicy – za obłudnych oszustów. W Stanach błazen może zostać prezydentem. Tam nierówności społeczne są szczególnie wielkie, a nowe, narcystyczne myślenie nie pozwala ludziom godzić się na to, że są gorsi. Celnie o tym pisał „Der Spiegel”. „Kraje zachodniej demokracji opanowało właśnie nowe zjawisko: wściekli wyborcy. Ich złość skierowana jest przeciwko elitom politycznym i gospodarczym, tradycyjnym partiom, liberalnym mediom, przeciwko wolnemu handlowi i oczywiście imigrantom. Wśród rozgniewanych wyborców jest wielu brexitowców z Wielkiej Brytanii, zwolenników Trumpa w USA i fanów Marine Le Pen we Francji. Hasło tych pierwszych brzmiało: odzyskać kontrolę. Mogłoby to być wołanie o pomoc wściekłych wyborców na całym świecie. (…) Fenomen ten nie pojawił się dopiero wczoraj, lecz wściekłość osiągnęła w tym roku punkt wrzenia, podsycana przez kryzys finansowy i kryzys euro. (…) W internecie złość ta znalazła dla siebie dodatkowe forum, na którym może się rozwijać. (…) Wyborcy stali się nieobliczalni. Wielu z nich odwraca się od tradycyjnych sił politycznych i przystaje do nowych, populistycznych ruchów. Złość tych wyborców nie jest często ani jednoznacznie lewicowa, ani wyraźnie prawicowa. Ale zagraża ona od środka zachodnim demokracjom, jak choroba autoimmunologiczna”.

Polska ma swoją specyfikę. U nas jest wyjątkowo wielu ludzi psychicznie pokaleczonych, mających poczucie, że przegrali swoje życie. Nienawiść do wymyślonego wroga, uruchomienie nacjonalistycznego myślenia łagodzi ból duszy. Taka wspólnota daje ludziom złudzenie mocy, poczucie, że odzyskują godność.

To, o czym wiedział Stalin, i co wie prezes – nie da się produkować dusz ludzkich bez pisarzy, artystów, bez elity kraju. I bez kontroli mediów. A oni i one w przygniatającej większości są wrogie PiS. Jak więc mediom zamknąć usta, jak je zakneblować? „Nasze czołgi nic nie są warte, jeśli dusze, które mają je prowadzić, są z gliny. Dlatego, powiadam, produkcja dusz jest ważniejsza niż czołgów. (…) Człowiek odnawia się poprzez życie, a wy musicie pomóc w odnowie jego duszy. I dlatego wznoszę kieliszek za was, pisarze, za inżynierów dusz”. Tak w roku 1934 mówił Stalin do pisarzy, paląc fajkę.

Coraz więcej słychać głosów współczucia dla prezydenta Dudy. Że był to porządny człowiek, a teraz jest w strasznej i żałosnej sytuacji. W „Gazecie” mówił Robert Biedroń: „Pracowaliśmy razem, jeździliśmy jednym samochodem do telewizji. Lubię go. (…) To postać tragiczna, która wpadła w ręce władcy lalek. Ktoś, kto znalazł się w konfiguracji, że oto jest głową państwa, a nad sobą ma głowę partii, musi czuć się niekomfortowo”. A ja zupełnie nie mogę w sobie wykrzesać współczucia ani sympatii. Duda sam się w to wpakował. W każdej chwili może odwrócić bieg swojej moralności i zachować się szlachetnie, negując pacyfikację kraju przez PiS. Nic mu nie grozi, straciłby poparcie prawicy i zasłużył na nienawiść prezesa, ale zyskałby miliony wyznawców. To bardzo miłe widzieć, jak na scenie publicznej ktoś odzyskuje godność.

Wydanie: 31/2016

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy