A dobrze wam, pismacy?

A dobrze wam, pismacy?

Prawie w tym samym czasie odbyły się zjazdy sprawozdawczo-wyborcze dwóch największych stowarzyszeń dziennikarskich. Piszę o tym także dlatego, że Stowarzyszenie Dziennikarzy RP powierzyło mi funkcję prezesa na kolejną, trzecią już kadencję. Podobnie zresztą jest w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, gdzie również po raz trzeci wybrano Krystynę Mokrosińską. Prezesi, jak widać, trzymają się mocno. Znacznie gorzej jest niestety z kondycją stowarzyszeń. Podziały historyczne, sięgające jeszcze okresu stanu wojennego, i silne wzajemne urazy ciągle przeważają nad apelami o zakopanie toporów i wspólne działanie ku pożytkowi całego stanu dziennikarskiego. Na szczęście jest już znacznie lepiej niż kilka lat temu. I co ciekawe, im bliżej realnego życia, tym lepiej (i mądrzej). Tam, gdzie nie ma polityki, czyli w oddziałach terenowych i klubach twórczych, dziennikarze, bez względu na kolor legitymacji, porozumiewają się bez żadnych problemów.
Sam należę do tych, którzy wierzą, że większy sens ma jedno, silne i pluralistyczne stowarzyszenie niż obecny podział. Rozpraszanie i tak niewielkich sił, ciągłe dąsy i przepychanki nie mają sensu. Archaiczność tego modelu krytykują szczególnie młodzi dziennikarze, którzy masowo wybierają życie poza stowarzyszeniami. Widząc to i żałując niewykorzystywanych możliwości, Stowarzyszenie Dziennikarzy RP po raz kolejny zaapelowało do SDP o bliższą współpracę. Silne stowarzyszenie jest teraz potrzebne dziennikarzom jak deszcz na wiosnę. Z SDP z pewnością łączy nas wspólnota zagrożeń, jakie stoją przed całym środowiskiem mediów. A że skala zagrożeń jest wielka, to tylko razem możemy im podołać. Lawinowo przybywa bowiem problemów, z którymi marginalizujące się stowarzyszenia najzwyczajniej sobie nie radzą. Największym jest brak regulacji prawnych, które są podstawą ładu medialnego i niezależności mediów w czołowych krajach Unii Europejskiej. W Polsce po 1989 r. żaden z kolejnych parlamentów nie zdobył się na uchwalenie ustaw regulujących ten obszar. Wszyscy wiedzą, że uchwalone w latach 80. i wielokrotnie później nowelizowane prawo prasowe nie nadąża za wymogami czasu. Czas płynie, a dziennikarze słyszą tylko deklaracje polityków, że wspólnie musimy przygotować nowy projekt prawa prasowego. Tyle że dziennikarze to nie nauczyciele, lekarze czy górnicy i nie zastrajkują, a skoro tak, to długo jeszcze zamiast ustaw będziemy mieli obiecanki. Chyba że wreszcie ta cierpliwość się skończy i wzorem Francuzów czy Włochów polskie media same przetną ten węzeł gordyjski. Przetną, wymuszając, nawet drogą strajku, uchwalenie ustaw, które nie są przecież egoistyczną zachcianką dziennikarzy, ale fundamentem ładu medialnego. A ten jest przecież, jakkolwiek pompatycznie by to brzmiało, jedną z podstaw demokracji. Przez pryzmat tego, co się dzieje w polskich mediach i wokół nich, widać, jak daleko nam jeszcze do standardów unijnych.
Piszę o tym, mając świadomość tego, że niejeden czytelnik pomyśli sobie w tym momencie ze złośliwą satysfakcją: a dobrze wam, pismacy. Musicie przecież ponosić jakąś karę za własne grzechy. A jest tych grzechów sporo. Stronniczość. Epatowanie przemocą i okrucieństwem. Przesądzanie o winie przed wyrokiem sądowym. Tabloidyzacja mediów. Pomówienia i niechęć do drukowania sprostowań. Po Polsce chodzi coraz więcej ludzi mających poczucie krzywdy doznanej ze strony mediów. Spada prestiż zawodu. Coraz więcej jest symptomów poważnej choroby. Czas więc zacząć leczenie.

Wydanie: 23/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy