Sprawa Krońskiego

Sprawa Krońskiego

Dzięki przemianom 1956 r., swobodom kulturalnym i w szczególności zaprzestaniu terroru wszyscy poczuli ulgę (o jakiej ludzie Solidarności nie mieli pojęcia), a wielu szczęście w najdosłowniejszym sensie tego słowa. I Kroński nie był wyjątkiem. Co go różniło od wielu kolegów i przyjaciół, to obawa przed drugim etapem, a w końcu upadkiem socjalizmu. Wcale nie wierzył, że stalinizm może wrócić. Bał się, że może nastąpić to, co teraz w Polsce mamy. W tamtych warunkach, gdy z więzień wyszli dyszący pragnieniem zemsty „żołnierze wyklęci”, gdy ogół nie myślał o panującej władzy inaczej jak „żydokomuna”, a zajadły politycznie Kościół wprowadziłby kontrrewolucję nie kulturalną, lecz powszechną, byłaby to „rewolucja przeciwnie skierowana”. Leszek Kołakowski takich obaw nie miał, bo w myśleniu politycznym już kierował się zdrowym rozsądkiem, a zdrowy rozsądek nie chwyta dziejowych perwersji. Dla ludzi zdrowego rozsądku Jedwabne to rzecz absurdalna i niemożliwa, dopóki się nie stanie.

Pamiętam zebranie partyjne, na którym Kroński wygłosił gwałtowno-sardoniczne przemówienie, w którym piętnował zwolenników drugiego etapu przemian, określając ich słowem „wściekli”, wziętym z języka rewolucji francuskiej. Charakterystyka tych „wściekłych” wypisz wymaluj pasowała do Kołakowskiego (nie było go wtedy). Nie osłabiło to przyjaźni między nimi, bo nie wściekłych się bał, lecz tych, którzy by przyszli po nich. Dlaczego „wściekli”, tacy nietolerancyjni wobec innych, uważali Krońskiego za swego? Bo wiedzieli, dlaczego on nie chce „drugiego etapu”.

Historyk filozofii z Uniwersytetu Śląskiego Czesław Głombik, bodajże magistrant Krońskiego, przebadał materiały z jego pobytu w 1956 r. na Uniwersytecie Karola w Pradze. Ku zdumieniu słuchaczy, wśród których byli jego znajomi sprzed wojny, ostrzegał przed przemianami, jakie zachodziły w Polsce. Jeżeli on to mówił ze strachu, to ze strachu przed tym, co by się działo, gdyby system wówczas upadł. Andrzej Walicki zanotował jego słowa: „demokracja w Polsce (co innego Czechy) doprowadziłaby do rządów motłochu, czego dowodzą przedwojenne ekscesy antysemickie” (s. 93).

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 14/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 14/2017

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. biały 56
    biały 56 9 kwietnia, 2017, 06:33

    Trzy komórki nerwowe składające się na mózg jaszczurki o nazwie neoarch, pozwalają mu sadzić, że jest równy dinozaurom. Profesor Łagowski jeśli zechce,rozdepcze neoarcha na miazgę, ale żaden to łup dla Tyranozaura. Pisowska arogancja wmawia takim jak on, że są równi Bogom. Waszą miarą jest doktór rzezimieszek Joachim i poseł „pięta achillesa”.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. biały 56
    biały 56 14 kwietnia, 2017, 15:07

    Sowieckie kolby zagwarantowały nam, kawał cywilizowanego obszaru zagospodarowanego przez pracowity naród Niemiecki. Na wschodzie pozostawiliśmy mniejszości, które sprokurowały by nam „jesień średniowiecza”, o której nie śnili najstarsi anarchiści. Jeżeli liznąłeś choć trochę z teorii Anarchizmu, to stosuj ją umiejętnie, akt antypartyjnej defekacji to za mało. Jeżeli uważasz, że Krońskiego i Profesora łączy niechęć do ludzi pracy to czytaj ze zrozumieniem. Rośnie nam siła, która może niebawem wykończyć lewaków, anarchistów, wesołych gejów itp.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy