Zdyszana Alicja

Wieczory z Patarafką

Za najbardziej znaczący sygnał odmiany czasów uważam przewidywaną likwidację telegramów. Niewidzialna ręka rynku pospołu z nieprzewidywalną drugą ręką technologii odrzucają oto zgodnie jedno z najwcześniejszych i najważniejszych udogodnień i sukcesów cywilizacji. Telegraf był przecież wcześniejszy niż telefon, niż radio, nie mówiąc już o telewizji. Zawiadamiał nas o śmierci bliskich, zapowiadał wizyty, ale także wojny, klęski żywiołowe czy krachy na giełdzie. A oto w obliczu nowych technologii odchodzi do historii. Prawdopodobnie jest to zapowiedzią stopniowej likwidacji poczty jako instytucji społecznej. A to w istocie oznacza rewolucję w całym naszym sposobie bycia, której skutków nie da się jeszcze przewidzieć, ale muszą być ogromne.
Oczywiście, nieraz się zdarzało, że dobre musiało ustąpić przed lepszym. Koń jako środek komunikacji ustąpił przed traktorem, rowerem, pociągiem, samochodem i motocyklem. Samolot zastąpił żeglugę pasażerską. Ale i koń, i statek przetrwały jako środki rekreacji, co prawda, już na znikomą skalę. Dożywa swoich dni telefon stacjonarny, szybciej niż można by przewidywać. To już tylko kwestia czasu i ekonomii: nie ma sensu utrzymywanie dwóch konkurencyjnych sieci łączności i komórka wypchnie zwyczajnie z rynku i użycia łączność stacjonarną. Jeszcze tylko zostanie wyposażona w cechy pozwalające lokalizować ją w przestrzeni, co pozwoli jej ratować nas przed nieszczęściem: atakiem serca, wypadkiem samochodowym czy nagłym napadem złodziei lub bandytów. Być może, następnym krokiem będzie wszczepienie jej po prostu w nasze ciało. Oczywiście, będą musiały powstać nowe rodzaje służb reagujących natychmiast na wezwanie. A skoro będą potrzebne, to niechybnie powstaną. Obie niewidzialne ręce- rynku i technologii – są bowiem ogromnie długie.
Ale już odezwały się protesty ludzi, którzy z różnych względów nie mają ani telefonu komórkowego, ani komputera. Te względy to może być ubóstwo, podeszły wiek czy też brak jakichkolwiek umiejętności technicznych. Albo po prostu niechęć. Ja na przykład bardzo długo opierałem się przed telewizorem, komputerem, a telefonu komórkowego dotąd nie mam. Na telewizję brak mi było czasu, szybciej piszę na maszynie niż na komputerze, a na gadanie z kimkolwiek też nie zawsze mam ochotę. Ale i ja muszę ustępować przed nieuniknionym. Cóż, ducunt volentes fata, nolentes trahunt – chcących losy prowadzą, niechcących wloką siłą. Rosjanie mają na to słowo poputczik, Polacy – maruder. Być może, sytuacja ta ma też ważne zalety, na przykład łatwiej pozwala się skupić – jeżeli ktoś skupienia potrzebuje.
Rozwój techniki wymusza na nas obowiązek nieustannej nauki. Na ogół są to rzeczywiście nauki dość proste, jest ich jednak bardzo wiele, a ilość ich ustawicznie rośnie. Musieliśmy nauczyć się posługiwania się kuchenką mikrofalową, prowadzenia samochodu, posługiwania się różnymi kartami magnetycznymi, od telefonu poczynając, pilotem telewizora komputerem czy wręcz otwierania coraz to innych i bardziej dowcipnych opakowań, co się łatwo może przerodzić w prawdziwą zmorę. Trzeba przyznać, że to nic nowego, że było tak zawsze. Czy łatwiej jest opanować jazdę konną niż prowadzenie samochodu? Czy naprawdę korzystanie z komputera jest bardziej uciążliwe niż przycinanie gęsiego pióra, nieustanne maczanie go w inkauście i wreszcie osuszanie piaskownicą? Na pewno nie. Tyle że raz wyuczona umiejętność służyła potem niezmiennie przez całe życie, a dzisiaj trzeba się uczyć nowego niemal codziennie, bez względu na wiek, przyzwyczajenia i inne okoliczności. Trzeba – jak Alicja Lewisa Carrolla – biec z całej siły, żeby ustać w tym samym miejscu. Dzisiaj powiedzielibyśmy – jak na taśmie „testu wysiłkowego”.
Zanosi się na to, że ten nasz nieustanny sprint jeszcze ulegnie przyspieszeniu. Pierwsze komputery były ogromnymi meblami czy zgoła budowlami. Jakiś fantasta opisywał nawet całą planetę komputerową. Po niewielu latach mój komputer to niewielkie pudełko – za to chyba bardziej kapryśne i wymagające więcej od użytkownika. Niektóre klawisze stały się już niepotrzebne – za to więcej trzeba wiedzieć o pozostałych. I tak ze wszystkim. Likwidacja telegramu to początek lawiny.

 

Wydanie: 37/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy