Polak wie lepiej

Polak wie lepiej

Daniel Olbrychski napisał w “Polityce” wesołą parodię wyobrażeń polskiego inteligenta o Rosji. W tej sprawie zresztą inteligent niczym się nie różni od bezmyślnego kołtuna, który raz na zawsze wszystko wie. Parodia ta ma formę listu do reżysera, Nikity Michałkowa, z którym nasz znakomity aktor się przyjaźni. Polak jest przekonany, że Rosjanin nic a nic nie rozumie z historii Rosji, nie może więc być mowy o tym, aby mógł się od niego, choćby to był jego przyjaciel, dowiedzieć czegoś nowego. Przeciwnie, to on sam czuje się powołany do pouczania Rosjanina, jaki powinien mieć stosunek do cara Aleksandra III. Car ten panował w okresie największej potęgi i świetności kulturalnej Rosji, ale czy to po europejsku być dumnym z wielkości swojego narodu, zamiast troszczyć się o narody sąsiednie?

Rosjanin – dalej według tej parodii – nic a nic nie rozumie się na demokracji, podczas gdy Polak jest jej głęboko nauczony, a to dzięki temu, że “o demokracji uczył go polski Kościół”, instytucja, jak wiadomo, od zawsze nieposzlakowanie demokratyczna. A “czego uczyła was prawosławna Cerkiew?”. Obie te instytucje powołane są do uczenia demokracji zgodnie z tym, co nakazuje Stary i Nowy Testament: “jedenaste – nie oddaj głosu na liberałów” (albo na postkomunistów, według naszego demokratycznego prymasa to wszystko jedno). Rosjanie żyją w otępieniu, nie wiedzą ilu “ich” wymordował Stalin (podczas gdy Pola­cy skrupulatnie liczą ofiary z wyjątkiem tych, które sami spowodowali). “Kochają mordercę cara” – czytamy w wesołej parodii i chociaż nie jest to całkiem pewne, Polak ma im to za złe, chociaż niejedno słyszał o polskich spiskach mających na celu zgładzenie tego lub owego cara, a nawet o czynnych próbach zamachów, ale polskie próby zamordowania cara odkreślamy grubą kreską od rosyjskich i nasze uznajemy za chwalebne, a ich za haniebne.

Polak, według parodii Olbrychskiego, jest dziś patriotą czeczeńskim, bo mu się Czecze­nia kojarzy z Polską pod zaborem rosyjskim. Z tego utożsamienia wynikają co prawda, tro­chę dziwne konsekwencje, bo jeśli tożsamość zachodzi, to znaczy, że głównym źródłem do­chodów Polaków były napady rabunkowe na sąsiednie rejony, handel ludźmi, porwania dla okupu itp.

Ulubioną metodą rozumowania polskiego inteligenta (jak też zapewne prostaka) według tej parodii jest objaśnianie przez analogię. Ona

mu wszystko wyjaśnia i porządkuje wiadomo­ści w głowie: car Aleksander III to Hitler (“też dużo dobrego zrobił dla Niemiec i gdyby wojny nie przegrał, byłby niemieckim bohaterem”), Stalin to car, Czeczenia to Polska, wojna w Czeczenii to rzeź Pragi (“syna byś wysłał na wojnę do Czeczenii. W takim razie widzę Cie­bie lub Twoich przodków na czele rzezi Pragi, przy mordowaniu Powstania Listopadowego czy wieszaniu bohaterów 1863”). Może się wy­dawać, że tym razem parodysta przebrał mia­rę złośliwości, jeśli jednak zagłębimy się w lek­turę gazet albo wsłuchamy w kazania gen. dyw. biskupa Głódzia, to przyznamy, że kary­katura jest bardzo podobna do rzeczywistości.

Bohater parodii Olbrychskiego bardzo łatwo zdobywa pewność przekonań w odniesieniu do wydarzeń zagranicznych, a gdy już raz zdobędzie tę pewność, to żadne nowe wiado­mości nie zmieszczą mu się w głowie. Ogląda­jąc telewizję, przekonał się, że Serbowie w Ko­sowie “dokonywali zbrodni ludobójstwa na skalę w Europie nieznaną nawet w czasach Hitlera”. Wynikało to niezbicie z reportaży niezastąpionego po wsze czasy Milewicza i potwierdzane było przez media niemal całego świata. Po cóż więc polski inteligent (albo prostak) miałby czytać w „Gazecie Wyborczej” wypowiedzi czeskiego, dziś czołowego polityka, a dawniej dysydenta, Jirzego Dienstbiera, który po zapoznaniu się z faktami na miejscu stwierdził, że w Kosowie ludobójstwa w ogóle nie było, a rzekome “czystki etniczne”, czyli f masowa ucieczka ludności nastąpiła po rozpoczęciu nalotów NATO. To odkrycie bardzo nie podobało się przyjacielowi Dienstbiera, prezydentowi Havlowi, ale ku jego utrapieniu zostało potwierdzone przez wiele innych źródeł i obecnie jest w Europie powszechnie przyjęte do wiadomości. Ale nie w Polsce. Sparodiowany Polak okazuje się durniem upartym w swojej ignorancji, wszystko “wie” lepiej, ale na opak, nie odczuwa żadnej ciekawości dla poglądów odmiennych od swoich, a już to, co myślą Rosjanie, z którymi osobiście może się i nawet przyjaźnić, jest w jego oczach jak ta żyrafa, która “nie ma prawa być”. Dobrze, iż wreszcie ktoś dowcipnie opisał tę polską przypadłość; skoro nie zrobił tego żaden socjolog w sposób naukowy, dosłowny, należy być wdzięcznym artyście za jego parabolę.

 

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy