Gdzie jest Francuski Kochanek?

Gdzie jest Francuski Kochanek?

W Paryżu furorę robi międzynarodowa Szkoła Uwodzenia

Daniel, 50-letni ginekolog z Francji, mieszkający na stałe w jednym z wielkich miast Dalekiego Wschodu, miał coraz większe kłopoty z żoną szukającą “samorealizacji” w pozamałżeńskich romansach. W końcu postanowił zastosować radykalne rozwiązanie. Przeleciał kilka tysięcy kilometrów, aby zapisać się na kurs w paryskiej Ecole de Séduction, Szkole Uwodzenia.
“Jeszcze przed kilku laty nigdy nie wpadłbym na podobny pomysł. Ale teraz przeżywam prawdziwe problemy w małżeństwie. Przeczytałem o tej szkole i doszedłem do wniosku, że trzeba spróbować. Być może dzięki temu zdołam odzyskać żonę”, powiedział Daniel w przerwie między “lekcjami” reporterowi brytyjskiego dziennika “The Times”.
Szkoła Uwodzenia znajduje się na prawym brzegu Sekwany, w połowie drogi między gmachem opery a Palais Royal. Założyła ją w 1995 roku była doradczyni biura matrymonialnego, Véronique Jullien. Szkoła okazała się znakomitym biznesem. Do tej pory “kursy uwodzenia” ukończyło 2 tysiące kobiet i mężczyzn z wielu krajów. Można zapisać się na dwu- lub dziewięciomiesięczny kurs. Kandydaci na idealnych uwodzicieli zapłacić muszą za edukację od 900 do 2100 dolarów. Podczas nauki kursanci zdobywają wiedzę, jak ubrać się ze smakiem lub też wzbogacić swój język ciała, jak zyskać pewność siebie w kontaktach z płcią przeciwną. Nauka ma bardzo szeroki zakres. Francuskie słowo “séduction”, brzmiące bardzo romantycznie, obejmuje zarówno umiejętność oczarowania partnera, jak i

“taktykę podbojów” w sypialni.

Do kadry pedagogicznej należą psychologowie, seksuologowie, socjologowie i nauczyciele tańca, którzy usiłują uczynić z uczniów nowego Alaina Delona czy Catherine Deneuve. Każdy uczestnik kursu ma zapewnioną indywidualną opiekę.
“Oczywiście, nie wyznałem żonie ani znajomym, że zapisałem się do szkoły. Najwidoczniej mam trudności w kontaktach z kobietami, co nie pomaga mi w wykonywaniu zawodu”, mówi bezradny ginekolog Daniel. Jest lekko zdenerwowany, bowiem właśnie ma zdawać praktyczny “egzamin w polu”, wieńczący dwumiesięczny kurs. Daniel musi pójść do ogrodów Tuileries, usiąść przy kawiarnianym stoliku, pokręcić się po sklepach i wypróbować swój uwodzicielski kunszt na obcej kobiecie. Jako instruktor towarzyszy mu Roberto, włoski “trener podrywania”. Rezultaty tej wyprawy zostaną później przeanalizowane w szkole.
Zadaniem kursanta płci żeńskiej jest zwrócenie na siebie uwagi dowolnie wybranego mężczyzny, kobieta nie może jednak sama przejmować inicjatywy. Niektórzy z pewnością zapytają: “Szkoła Uwodzenia? A po co? Przecież Francuzi wyssali arkana sztuki miłosnej z mlekiem matki!”.
“Niestety, tak było kiedyś. Rzecz jasna, osoby zgłaszające się do mnie mają szczególne kłopoty z uwodzeniem, ale ogólnie we Francji

umiejętność ta zanika”,

wyjaśnia Madame Jullien, energiczna 42-letnia dama. Owszem, przed laty Francuski Kochanek, szarmancki, czarujący i czuły, rzeczywiście istniał. Symbolizowały go takie postacie jak Maurice Chevalier czy Tino Rossi. Lecz w latach 80. fenomen ten stał się gatunkiem na wymarciu. “Winę za to ponosi pokolenie 1968 roku, które nie wpoiło swoim dzieciom umiejętności porozumiewania się, czy eleganckiej konwersacji. Dzieci generacji buntowników z lat 60. po prostu nie wiedzą, jak sprawić partnerowi przyjemność i jak gustownie się ubrać”, żali się Veronique Jullien.
Pani dyrektor wielokrotnie chodziła z uczennicami do barów, by przetestować ich umiejętności. Rezultaty często były opłakane i to nie z winy kursantek. “To straszne. Facet siedzi na drugim końcu baru i w ogóle nie reaguje na mowę ciała. Kobieta musi dosłownie kiwnąć na niego palcem, żeby się ruszył, a i tak robi to niechętnie. Najwidoczniej dziś panowie nie mają głowy do takich spraw”, żali się Véronique.
Madame Jullien poznała już charakterystyczne cechy poszczególnych nacji. Według niej, brytyjscy mężczyźni wcale dobrze radzą sobie jako uwodziciele. “Prawie każdy Anglik to dżentelmen ze specyficznym poczuciem humoru, którego brakuje Francuzom. Ci ostatni szybciej przystępują do rzeczy, ale tego się można nauczyć. Usiłujący oczarować kobietę Niemiec zazwyczaj wypada beznadziejnie. Niektórzy proponowali cudzoziemkom wspólną

wyprawę na piwo

do bawarskiego lokalu! Amerykanie nie wiedzą, jak się zachować, toteż niekiedy są bezpośredni jak kowboje. Ale prawdziwymi mistrzami uwodzenia są Włosi, ach, ci gorący Włosi… ”, mówi rozmarzona pani Jullien.
Dla wszystkich podrywaczy i uwodzicielek założycielka Ecole de Séduction ma bezpłatną poradę. “Pamiętajcie! Zawrócenie komuś w głowie to kwestia komunikacji, kwestia czaru. Wszystko odbywa się błyskawicznie. Najważniejsze są pierwsze sekundy!”.
Ginekolog Daniel najwidoczniej zrozumiał tę lekcję. Zdołał zauroczyć śliczną portugalską turystkę w Ogrodzie Luksemburskim. Już umówił się z nią na kolację z szampanem. Teraz wcale nie jest pewien, czy rzeczywiście chce wrócić do żony.

 

Wydanie: 20/2000

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy