Goj Mleczarzem

Goj Mleczarzem

„Skrzypek na dachu” wraca na Broadway… z Londyńczykiem w roli głównej

Tradycja. Bez niej nie masz równowagi. Jesteś jak… Jak… skrzypek na dachu. Dotąd się zgadza. Kola Mintzer, właściciel sklepu spożywczego z Brooklynu, gada tekstem Tewji Mleczarza.
Mintzer ma szczególny powód do troski, bo chował się w jednym kibucu z Chaimem Topolem. Kim jest Topol, wie każdy. To przecież Tewje Mleczarz! Kto go nie zna z filmu… Dobrze, że tego nie słyszy publicysta kulturalny nowojorskiego „Daily News”, Philip Roura. On uważa, że najlepszy był Zero Mostel, pierwowzór z oryginalnego przedstawienia na Broadwayu; gdzie tam do niego Topolowi. Nowy Jork można podzielić na promostelowski lub protopolowski.

Nowy Jork, czyli Anatewka

Kola rozwija motyw. Jak musisz być na dachu i musisz grać, to już ledwo balansujesz. A co dopiero, jak jeszcze coś musisz. Tracisz równowagę. I tradycję… Lecisz na łeb.
Jego zdaniem, coś takiego dzieje się właśnie w Minskoff Theatre, na największej scenie Broadwayu, gdzie 26 bm. (dzień po premierze „Pasji Chrystusa” Gibsona, co dla wielu jest znaczące) ma się odbyć gala granego obecnie na przedpremierówkach wznowienia „Skrzypka na dachu” przygotowana na 40-lecie pierwszego przedstawienia. Dlaczego? Bo reżyser spektaklu, londyńczyk David Leveaux, zdecydował, że Mleczarza zagra inny londyńczyk, Alfred Molina. Chodzi jednak nie o Londyn, ale o fakt, że kultową postać żydowską, którą popularność lokuje w gronie „3 Great M-men” (Mesjasz, Mojżesz, Mleczarz), gra… goj. Molina jest bowiem pół-Hiszpanem, pół-Włochem. Gdyby grał w Madrycie czy Rzymie, proszę bardzo. Ale nie TU, w Nowym Jorku, do którego w 1905 r. odjechała z carsko-rosyjskiej Ukrainy żydowska Anatewka Szołema Alejchema. W Nowym Jorku, skąd ruszył w tryumfalny pochód po świecie Tewje Mleczarz, czyniąc cuda dla żydowskiego wizerunku. Mintzer mówi nawet, że co popsuł Kajfasz (autorstwa św. Mateusza), Mleczarz naprawiał. I teraz co? Tewje Goj Mleczarz? Nigdy!
Jeżeli coś takiego słyszy się przy wybieraniu grejpfrutów w zaprzyjaźnionym sklepie od właściciela, można zastanawiać się nad jego humorem. Kiedy jednak w prestiżowym „Los Angeles Times” jeden z najpoważniejszych publicystów zabierających głos w sprawach żydowskich, Thane Rosenbaum, pisze, że nowa adaptacja skrzy się świeżością i dynamizmem młodej obsady, ale „odcumowany z mroków historii nowy „Skrzypek” dryfuje, stając się sagą o Kimkolwiek, i traci swoją żydowską duszę”, a dziedzictwo jest luzowane (jak mięso od kości kaczki), oraz przypomina o żydowskim wkładzie w kulturę amerykańską, sprawa staje się dużo poważniejsza, zaś sygnał głośniejszy.
Kiedy następnie „New York Post” opisuje pełną furii reakcję twórcy spektaklu, Davida Leveaux, na tekst Rosenbauma i obcesowy list wysłany do niego jako ripostę, widać, że nie będzie miło. I nie jest. Joe Stein, autor książki „Skrzypek na dachu” (napisanej na podstawie scenicznej przeróbki opowiadania Szołema Alejchema „Tewje i jego córki”, dokonanej przez Arnolda Perla), wydaje oświadczenie: „Sztuka jest o Żydach z małej rosyjskiej wioski, ale to, o czym mówi, niesie przesłanie uniwersalne. Dzisiejsze komentarze na temat żydowskiego statusu aktorów w tej produkcji są przejawem ciasnoty umysłowej i szokującej dyskryminacji, bowiem wykonawcy wybrani zostali w oczywisty sposób z powodu artystycznych kwalifikacji, a nie pochodzenia czy religii. Spektakl przez 40 lat, w setkach inscenizacji w dziesiątkach języków, nigdy nie był przedmiotem takich dyskusji. Przykre, że pojawiają się w 2004 r., kiedy powinniśmy być bliżej siebie i bardziej dla siebie tolerancyjni”.

Mleczarz Molina

Mający w swoim 30-letnim dorobku aktorskim 70 ról filmowych i bogate doświadczenie sceniczne 50-letni Alfred Molina nie spodziewał się takich reakcji. Jeszcze dwa tygodnie temu mówił „Daily News”, że kwestia, czy Tewje musi być grany przez Żyda, wydaje mu się sztuczna i nie sądzi, aby ktoś tym się przejmował.
Koncentrował się na swojej wizji Mleczarza i tym, co nowego może w swojej kreacji powiedzieć ponad to, co zostawili po sobie, unieśmiertelniając tę postać, Zero Mostel i Chaim Topol.
Samuel Joel „Zero” Mostel dostał rolę Tewji Mleczarza, mając 49 lat i ugruntowaną pozycję na Broadwayu. Był stuprocentowym nowojorczykiem, wychowanym w religijnej rodzinie żydowskiej z ośmiorgiem dzieci, wywodzącej się z terenów Rosji. Premiera „Skrzypka na dachu” w reżyserii Jerome’a Robbinsa, 22 września 1964 r., otworzyła przed nim wspaniałą karierę i przyniosła gigantyczną popularność. Za kreację otrzymał Tony Award. Przedstawienie zagrano 3242 razy, rozpoczynając w Imperial Theatre, przez Majestic, a kończąc na Broadway Theatre w lipcu 1972 r. W 1976 r. „Skrzypka” wznowiono w Winter Garden Theatre. Mostel grał go do końca. Zmarł w 1977 r.
Chaim Topol zadebiutował jako Mleczarz 16 lutego 1967 r. w Londynie. Był nikomu nieznanym 32-letnim aktorem. Urodził się w Tel Awiwie w rodzinie osadników z terenów polskich Kresów Wschodnich. Służył w armii izraelskiej, potem grywał w teatrach. W 1966 r. zadebiutował w angielskim filmie. Rolą Tewji podbił Londyn. Kreacja w filmie Normana Jewisona w 1971 r. przyniosła mu rozgłos światowy i nominację do Oscara. Na Broadwayu pojawił się we wznowieniu „Skrzypka” w 1990 r. w Gershwin Theatre. Przyjmowany był entuzjastycznie, ale zawsze porównywany i mierzony miarą Mostela.
Mleczarze Mostela i Topola różnili się. Pierwszy proponował brawurowy wizerunek z pogranicza komedii, drugi – refleksyjno-filozoficzny. Pierwszy preferował intensywny ruch sceniczny, drugi był oszczędny, bardziej skoncentrowany na sobie niż partnerach. Molina stara się poruszać pomiędzy nimi. Jeden z producentów przedstawienia i broadwayowski profesjonalista najwyższego lotu, Stewart Lane, nie ukrywa podziwu dla Moliny: „Wykonał wspaniałą robotę, nadając roli oryginalny charakter, a po takich poprzednikach zadanie miał niezwykle trudne. Jest lżejszy i weselszy od Topola i bardziej dramatyczny niż Mostel”.
Czy Alfred Molina wejdzie do annałów Brodwayu, zależy od losów przedstawienia.

Czekając na „New York Timesa”

Losy musicalu zależą od głosu krytyki, a w gruncie rzeczy od recenzji w nadającym ton i rozdającym karty „New York Timesie”. W kwietniu 1993 r. przekonali się o tym twórcy i wykonawcy „Metra”, wystawianego w tym samym Minskoff Theatre. Miażdżąca recenzja Franka Richa zakończyła żywot polskiego musicalu. Po pełnych salach na przedstawieniach przedpremierowych, nagle widownia opustoszała. Dlatego z uwagą czekam na piątkowe wydanie „NYT”.
Joe Dziemianowicz pisze w „Daily News”: „Tewje jest żydowską ikoną. Molina nie jest Żydem”. W tym samym artykule brytyjski aktor mówi: „Jestem Tewje, a Tewje jest mną”. Dodaje także, że dzieje się to w magicznym czasie, kiedy on, Molina, okupuje swoją przestrzeń w teatralnym wszechświecie. Wielu nie chce tej okupacji, bo uznaje ja za okupację tej ikony. Oczywiście, są politycznie niepoprawni. Zapewne w równym stopniu jak byliby niepoprawni przeciwnicy perfekcyjnego odegrania roli Pana Tadeusza przez rosyjskiego aktora w polskim filmie.

Nowy Jork

 

Wydanie: 9/2004

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy